"Pobożne życzenia pana ministra". Dyrektorzy szkół krytykują wytyczne dot. nauczania zdalnego

Ministerstwo Edukacji Narodowej chce, aby uczniowie mogli uczyć się zdalnie, jeśli przedstawią odpowiednie zaświadczenie. Dyrektorzy szkół sprzeciwiają się temu, twierdząc, że nie ma ku temu podstawy prawnej. Czy sezon grypowy sprawi, że rodzice zaczną masowo starać się o zwolnienia dla swoich dzieci?

Za nieco ponad tydzień rozpocznie się rok szkolny 2020/2021. Decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej, uczniowie wrócą do szkół i będą uczyć się stacjonarnie. Dyrektorzy i nauczyciele wyliczają luki w wytycznych, które zaprezentował szef MEN Dariusz Piontkowski i wskazują, że część z nich jest niewykonalna. 

Czy system edukacji wytrzyma zbliżający się sezon grypowy?

Wrzesień to początek sezonu grypy i przeziębień. W ubiegłych latach istniało jednak przyzwolenie na to, aby pokasłujące i zakatarzone dzieci przychodziły do szkoły i brały udział w zajęciach. W tym roku ma się to zmienić. Jeśli nauczyciel zaobserwuje u ucznia niepokojące objawy, ma go odesłać do izolatki, w której dziecko zaczeka na swojego rodzica lub opiekuna. Jeżeli jednak nauczyciele będą reagować w ten sposób na każdego ucznia z objawami choroby, system szybko okaże się niewydolny. Problemem jest także organizacja pracy w szkołach w powiatach "czerwonych". W tych częściach kraju, w których zakażeń koronawirusem będzie najwięcej, w dalszym ciągu będą prowadzone lekcje stacjonarne. Obowiązkowe będzie jednak mierzenie temperatury nauczycielom i uczniom. 

- W naszej placówce jest łącznie blisko tysiąca uczniów i pracowników. Nie ma możliwości dokonywania wszystkim pomiaru - powiedział w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Jacek Rudnik, były dyrektor gimnazjum, a obecnie wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach.

Zobacz wideo Pandemia trwa, a wakacje się kończą. Uczniowie mają wrócić do szkół

Zdalne kształcenie z zaświadczeniem? Dyrektorzy pytają o podstawę prawną

Dyrektorzy mają też wątpliwości co do nauczania zdalnego. MEN chce, aby uczniowie z obniżoną odpornością mogli zostać w domu i kontaktować się ze szkołą za pomocą narzędzi internetowych. Szkoły wskazują, że nie mają możliwości, pracowników i pieniędzy, aby zapewnić dzieciom taką możliwość. Mówią także, że nie ma do tego podstawy prawnej. 

-  To są tylko pobożne życzenia pana ministra Piontkowskiego, bo żadne rozporządzenie dotyczące COVID-19, które ostatnio nowelizowano, nie nakłada na nas obowiązków w tym względzie. Uczniowie, którzy zostaną odesłani do domu z przeziębieniem lub z innego powodu, powinni kontaktować się ze swoimi rówieśnikami i nadrabiać zaległości - skwitował Jacek Rudnik, z którym rozmawiał "DGP". 

Obawy rodziców związane z koronawirusem oraz zamieszanie dotyczące nowych regulacji dla placówek edukacyjnych mogą sprawić, że opiekunowie dzieci będą starać się o zwolnienie z obowiązku uczęszczania do szkoły od lekarza rodzinnego. Minister edukacji Dariusz Piontkowski apelował jednak, aby tego nie robić. 

Więcej o: