Tatry. Wprowadził psa na Orlą Perć. "Zwierzę skomlało, miało całe łapy we krwi"

Turysta ze Słowacji zabrał swojego psa na Orlą Perć - jeden z najtrudniejszych szlaków w polskich Tatrach. Zwierzę skomlało i piszczało, miało też poranione do krwi łapy. Zdarzenie nagrała kobieta, która szła szlakiem za mężczyzną. - Pies ma całe łapy we krwi, robi mu pan krzywdę umyślnie, a ja mam to nagrane (...) Pies się męczy, ja nie wiem, jak można być takim człowiekiem - mówiła kobieta do turysty. Teraz grozi mu do 500 zł grzywny.

O zdarzeniu, do którego doszło w zeszły czwartek na trasie na Orlą Perć (jeden z najtrudniejszych szlaków w Tatrach), napisał jako pierwszy portal Tatromaniak. Czytelniczka serwisu opisała, że przemierzając szlak przez długi odcinek szła za mężczyzną, który wziął na Orlą Perć swojego psa. Zwierzę było w złym stanie. "Ten pies skomlał, piszczał i trząsł się. Nie widziałam, żeby dostawał jakąkolwiek wodę po drodze. Łapki miał całe we krwi, podczas schodzenia momentami wręcz zostawała ona na kamieniach - opisała kobieta, dodając, że wcześniej - na odcinku od Granatów do Krzyżnego - "nikt nawet nie zwrócił uwagi temu człowiekowi". 

Zobacz wideo Wyjedź poza Zakopane. Przystań w Czorsztynie, panorama Czorsztyna i Niedzicy, Osada w Kluszkowcach

Tatry. Turysta ze Słowacji wniósł psa na Orlą Perć. Grozi mu do 500 zł kary

Kobieta parokrotnie próbowała zwrócić mężczyźnie uwagę, co słychać na zrobionym przez nią nagraniu, które można zobaczyć na stronie serwisu Tatromaniak. - Niech go pan tak nie ciągnie. Wie pan, że jest zakaz, zdaje pan sobie sprawę, że nie może pan tu z psem przebywać? Pies ma całe łapy we krwi, robi mu pan krzywdę i to umyślnie, a ja mam to nagrane, tak panu powiem. I nie chcę pana tu więcej widzieć z psem. Robi mu pan naprawdę krzywdę, pies się męczy, ja nie wiem, jak można być takim człowiekiem - mówiła kobieta. Mężczyzna jednak nie reagował. Z relacji przytoczonej przez portal wynika, że pies wysuwał się właścicielowi z rąk i "niewiele brakowało, a runąłby w przepaść".

Jak podaje RMF FM, mężczyznę zauważyli też wolontariusze Tatrzańskiego Parku Narodowego, którzy poinformowali o zdarzeniu straż parku. Przed godziną 22, gdy mężczyzna po odpoczynku w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów dotarł niemal do końca swojej trasy powrotnej i był już w okolicy Wodogrzmotów Mickiewicza, zatrzymali go strażnicy. Jak się okazało, był to obywatel Słowacji - tłumaczył, że nie wiedział, że po polskiej stronie Tatr jest zakaz zabierania zwierząt na szlak. Nie miał przy sobie pieniędzy ani dokumentów, więc strażnicy spisali jego dane i powiadomili o sprawie słowacką policję. Ta ma go ukarać mandatem w wysokości do 500 złotych.

To nie pierwszy przypadek, gdy turyści nielegalnie zabierają zwierzęta w wysokie góry. Zaledwie kilka dni temu w okolicach Zawratu znaleziono błąkającego się psa, który miał tam przebywać od kilku dni. Były też przypadki porzucenia psów na szczycie Giewontu. Z kolei w lipcu ubiegło roku turyści znaleźli na Świnicy skrajnie wycieńczonego, małego psa, którego znieśli w plecaku do schroniska Murowaniec. Stamtąd dalej przetransportował go TOPR.