Zatrzymanie aktywistki LGBT przerodziło się w protest. "Niewiarygodna brutalność policji"

"Dwa miesiące miną, wasza hańba nie" - skandowali do policjantów uczestnicy spontanicznego protestu na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Przyszli oni na miejsce w ramach solidarności z aresztowaną aktywistką LGBT Margot. Zablokowali nieoznakowany radiowóz, w którym była Margot. Policja rozbiła blokadę wyrywając z niej ludzi, popychano także posłów i dziennikarzy.

W piątek sąd na wniosek prokuratury zarządził dwumiesięczny areszt wobec jednej osoby w związku ze sprawą uszkodzenia furgonetki z homofobicznymi hasłami. Chodzi o Margot, aktywistkę grupy Stop Bzdurom, która jest związana m.in. z akcją umieszczenia tęczowych flag na warszawskich pomnikach. Jej zatrzymanie przez policjantów na Krakowskim Przedmieściu przerodziła się w protest, w tym próbę blokowania radiowozu.

Gdy pojawiła się informacja o areszcie, Margot była w siedzibie Kampanii Przeciwko Homofobii na warszawskim Powiślu. Na miejscu pojawiła się policja i grupa protestujących. Margot nie została zatrzymana przez policję obecną na miejscu - choć sama zgłosiła się w tym celu do funkcjonariuszy.

Po tym razem z protestującymi przeszła na Krakowskie Przedmieście, obok kościoła Świętego Krzyża (gdzie na pomniku umieszczono niedawno tęczową flagę). Tam aktywistka została zatrzymana przez nieumundurowanych policjantów w celu doprowadzenia do aresztu i zabrana do nieoznakowanego radiowozu. Protestujący podjęli próbę blokowania radiowozu. Skandowali m.in. "dwa miesiące miną, wasza hańba nie". 

Zobacz wideo Protesty po aresztowaniu Margot

Policja siłą usunęła blokadę

Na miejscu zaczęła się spontaniczna demonstracja przeciwko aresztowaniu aktywistki, połączona z próbą blokowania radiowozu. Uczestnicy obsiedli samochód dookoła i nie wstawali z jezdni, by nie pozwolić mu odjechać. Radiowóz został otoczony przez kordon policji. W pewnym momencie policjanci zaczęli wyrywać protestujących i samochód ruszył. Niektórzy uczestnicy protestu próbowali gonić go, zaś policjanci starali się ich zatrzymać. Doszło do przepychanek. 

Policja twierdzi, że "tłum miał zachowywać się agresywnie" i że przed rozbiciem blokady wezwano protestujących do rozejścia się - czemu zaprzeczają relacje uczestników protestu. Nagrania i zdjęcia pokazują m.in., że kilka osób weszło na dach radiowozu, a także że wznoszono hasła przeciwko policji. Widać jednak także brutalne zachowanie policjantów wobec protestujących. Uczestnicy protestu mówili o "niewiarygodnej brutalności" policjantów.

Na miejscu byli obecni posłowie i posłanki Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. "Sam widziałem jak Margot oddawała się w ręce Policji na ulicy przed KPH. Policja wtedy nie reagowała. Zaaresztowała ją przed Kościołem św Krzyża. To wygląda na siłową ustawkę w wykonaniu rządu. Nie widzę żadnych prób mediacji z aktywistami zamiast tego narasta napięcie" - pisał obecny na miejscu poseł Maciej Gdula. Opisał też, że "policja siłą usunęła aktywistów" i jego samego "przepychano chociaż pokazywał legitymacje poselską". 

Dziennikarz: Zostałem uderzony i powalony na ziemię przez policjantów

W trakcie protestu naruszono także nietykalność posłów i dziennikarzy. "Zostałem uderzony i powalony na ziemię przez policjantów. Uderzona została też posłanka Magdalena Filiks. Policja użyła przemocy wobec protestujących na Krakowskim Przedmieściu" - pisał reporter Radia ZET Maciej Sztykiel.

Dziennikarz pisze, że na miejscu nie było ani jednego negocjatora policji. "Nie było ANI JEDNEGO wezwania do rozejścia się. Ani jednego. Policja po prostu rozgoniła protestujących, potocznie - "brutalnie wjechała w nich". Zero woli bezkonfliktowego rozwiązania sytuacji" - stwierdził dziennikarz. Także inni przedstawiciele mediów byli szarpani lub spisywani przez policję pomimo identyfikowania się jako dziennikarze i dziennikarki. 

Już po rozejściu się dużej części protestujących zaczęły pojawiać się informacje, że policja otacza i zatrzymuje ludzi w okolicy Krakowskiego Przedmieścia. "Aresztowani są w kilku miejscach" - poinformowała posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. Jak napisała, posłowie i posłanki Lewicy udali się na komisariaty, by kontrolować działania policji. 

Zarzuty ws. zniszczenia homofobicznej furgonetki

Margot to jedna z aktywistek zatrzymanych niedawno w związku ze sprawą "znieważenia pomników" i obrazy uczuć religijnych przez powierzenie tęczowych flag na kilku warszawskich pomnikach. Jednak wniosek prokuratury o areszt dotyczył innej sprawy. 

Jak opisywała w lipcu stołeczna "Gazeta Wyborcza", Margot została została zatrzymana i usłyszała zarzuty dot. zdarzenia z końca czerwca. Należący do Fundacji "Pro Prawo do Życia" samochód, który jeździ po mieście i odtwarza homofobiczne hasła, miał zostać zatrzymany i uszkodzony m.in. przez oblanie farbą i przebicie opon i plandeki z homofobicznymi treściami. Szkody oszacowano na sześć tysięcy złotych. Ponadto - wg prokuratury - Margot miała wywrócić Łukasza K., kierowcę samochodu. 

Zarzuty wobec niej dotyczą udziału w zbiegowisku, uszkodzenia mienia, przepychanki z Łukaszem K. i "czynu o charakterze chuligańskim". Najpoważniejszym z nich jest uszkodzenie mienia, za co grozi do pięciu lat więzienia. Jak pisała "Wyborcza", prokuratura wnioskowała o areszt w związku z obawą utrudnienia postępowania i ucieczki. W połowie lipca - podało Oko.pres - Sad Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa odrzucił wniosek prokuratury o areszt i zamiast tego zastosował dozór policyjny i kaucję. Jednak prokuratura odwołała się od tej decyzji i w drugiej instancji sąd przychylił się do wniosku o areszt.

Prawnik i polityk Ryszard Kalisz komentuje areszt dla aktywistki: "Dwa miesiące tymczasowego aresztowania dla Margot. Nie widzę żadnej prawnej przesłanki dla tego środka zapobiegawczego. Mam duże wątpliwości co do czynu zabronionego, nie zaistniało ciężkie przestępstwo. Bezpodstawna decyzja Sądu w składzie jednoosobowym. Państwo pisowskie".

"Przeczytajcie sobie w wolnej chwili przesłanki, jakie muszą być spełnione, by można było stosować tymczasowe aresztowanie. Nie bójmy się tego powiedzieć: Margot będzie pierwszą więźniarką polityczną państwa PiS, Kaczyńskiego i Ziobry. 2 miesiące aresztu dla niej - nie do obrony" - napisał z kolei warszawski radny Marek Szolc.