"Polska zgodziła się zapłacić wysoki rachunek". Media w USA o tym, na co przystał MON

Polski rząd pokryje większość kosztów związanych z obecnością na terenie Polski pięciu i pół tysiąca amerykańskich żołnierzy - twierdzi portal branżowy Breaking Defense. Nie padają konkretne kwoty, ale ma to być "wysoki rachunek". Na nasz koszt ma powstać cała infrastruktura związana z przysłaniem do Polski dodatkowego tysiąca amerykańskich żołnierzy. I nie tylko.

Informacje portalu to efekt prośby o doprecyzowanie przez Pentagon oświadczenia szefa Departamentu Obrony, Marka Espera. Wydał je w poniedziałek w związku z ujawnionym w weekend faktem sfinalizowania negocjacji na temat nowej umowy regulującej pobyt amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Dodatkowe siły po podpisaniu umowy

Z oświadczenia wynika, jakie dodatkowe siły do Polski planuje wysyłać wojsko USA. To będzie ten tysiąc żołnierzy, przy pomocy których amerykańskie władze zdołały nakłonić Polskę do wynegocjowania nowych warunków współpracy. Jako pierwszy jest wymieniany "wysunięty element" dowództwa V. Korpusu US Army, czyli około 200 żołnierzy, którzy stworzą w Polsce warunki do ewentualnego przyjęcia całego dowództwa, mającego odpowiadać w razie potrzeby za całość sił wojsk lądowych USA na froncie europejskim.

Do tego "dowództwo dywizyjne", czyli najpewniej już częściowo rozlokowane w Polsce dowództwo 1. Dywizji Piechoty US Army. W Poznaniu stacjonuje obecnie jego "wysunięty element". Z oświadczenia nie wynika, czy zostanie on w jakimś stopniu rozbudowany, czy zostanie, jak jest.

Dodatkowo sekretarz obrony poinformował enigmatycznie o rozmieszczeniu w Polsce "zdolności zwiadowczych, rozpoznawczych i wywiadowczych". Prawdopodobnie oznacza to bezzałogowe maszyny rozpoznawcze, które już stacjonują na lotnisku w Mirosławcu. Potwierdzają to informacje uzyskane przez portal Breaking Defense. Według nich Polska ma sfinansować "infrastrukturę dla dywizjonu dronów MQ-9 Reaper". Być może chodzi o rozbudowę obecnej bazy w Mirosławcu.

embed

Ponadto ma powstać infrastruktura dla brygady zmechanizowanej i brygady lotnictwa bojowego. Brygada zmechanizowana już rotacyjnie stacjonuje w Polsce i okolicznych państwach NATO. Zapewne chodzi o rozbudowę infrastruktury mającej poprawić warunki dla Amerykanów. Trwają lub są planowane inwestycje w szeregu garnizonów na południowym zachodzie Polski. Między innymi w Żaganiu, Świętoszowie, Karlikach, Trzebieniu i Bolesławcu. Nie wiadomo, czy chodzi o zwiększenie skali tych inwestycji, czy jedynie ich potwierdzenie i przeniesienie ich kosztów na stronę polską.

Brygada lotnictwa bojowego, co w praktyce oznacza około stu różnych śmigłowców mających za zadanie wspierać oddziały lądowe, dotychczas była rozlokowywana w Niemczech. Do Polski i innych wschodnich państw NATO przylatywały jedynie wydzielone mniejsze oddziały. Być może teraz głównym miejscem rozlokowania brygady będzie Polska. Na lotnisku w Powidzu są już prowadzone duże inwestycje mające ułatwiać operowanie z niego amerykańskiemu lotnictwu. Dodatkowe są w planach. Podobnie jak z infrastrukturą dla brygady zmechanizowanej, trudno powiedzieć, co nowego zawarto w tym zakresie w uzgodnionym porozumieniu.

Z informacji uzyskanych przez Breaking Defense wynika kilka dodatkowych konkretów. Polska ma też finansować rozbudowę infrastruktury na poligonie Drawsko Pomorskie, który ma być docelowo nowoczesnym polsko-amerykańskim centrum szkoleniowym. Prace w tym zakresie już trwają. Ma również powstać infrastruktura na jednym z lotnisk, która ma służyć sprawniejszemu rozładunkowi samolotów transportowych. Trwają już przygotowania do budowy na lotnisku we Wrocławiu, które jest blisko rejonu rozmieszczenia brygady zmechanizowanej i jest często wykorzystywane przez Amerykanów. Breaking Defense pisze również enigmatycznie o infrastrukturze dla wsparcia sił specjalnych, która "pozwoli im przeprowadzać misje w powietrzu, na lądzie i na morzu". Być może chodzi o zbudowanie czegoś w Krakowie, gdzie mieści się dowództwo polskich wojsk specjalnych i gdzie działają też Amerykanie. Wszystko jest jednak tajne.

Dodatkowo ma powstać infrastruktura dla "batalionu wsparcia", czyli logistyków dbających o zaopatrzenie pozostałych sił USA.

Zobacz wideo

Rozbudowa częściowo w ramach starszych planów

Zdecydowana większość wymienionych inwestycji pokrywa się z tym, co Amerykanie już wcześniej planowali robić w Polsce. Pisaliśmy o tym szeroko ponad rok temu. Opis szeregu inwestycji znajduje się w jawnych planach budżetowych Pentagonu. Koszt tych, które ujawniono, wynosił w przybliżeniu pół miliarda dolarów w przeciągu kilku lat. Uzyskanie tych pieniędzy zrobiło się dla Pentagonu problematyczne, ze względu na między innymi zabranie przez administrację Donalda Trumpa części wojskowych funduszy inwestycyjnych i przekazanie ich na budowę muru przy granicy z Meksykiem. Być może Polska zgodziła się pokryć te koszty.

W ujawnionym w 2018 roku oficjalnym dokumencie, który był opisem wstępnej pozycji negocjacyjnej Polski w rozmowach z Amerykanami o zwiększeniu ich obecności nad Wisłą, rząd w Warszawie kusił kwotą nawet dwóch miliardów dolarów. Choć wówczas ambitnie mówiliśmy o rozmieszczeniu w Polsce na stałe dywizji zmechanizowanej US Army, czyli sił kilkukrotnie większych niż te, które faktycznie będą. Ile konkretnie teraz zgodziliśmy się zapłacić, nie wiadomo. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem spekulować, że będzie to kilka miliardów złotych. Co istotne, część tych pieniędzy i tak zapewne wróci do polskiej gospodarki w postaci zamówień dla firm budowlanych.

W tekście Breaking Defense jest jednak jeszcze jeden ciekawy wątek. Cytowany jest w nim rzecznik Pentagonu, podpułkownik Thomas Campbell. Według niego Polska zgodziła się nie tylko finansować infrastrukturę dla wojska USA, ale też pokrywać "koszty logistyczne". Może to oznaczać płacenie przynajmniej części kosztów utrzymania amerykańskich żołnierzy w Polsce. Byłby to ciągły wydatek, a nie jednorazowy.

Jedno jest pewne. Dla prezydenta Trumpa kwestia płacenia przez sojuszników za obecność wojska USA na ich terytorium jest wyjątkowo ważna. Można się spodziewać, że presja na polskich negocjatorów była silna. Teraz pozostaje tylko czekać, aż zostaną ujawnione jakieś dokumenty z konkretnymi liczbami. Wówczas zobaczymy, jak daliśmy sobie radę z presją.