MEN chce, by uczniowie od września wrócili do szkół. Dyrektorka: Nie wiem, czy to będzie możliwe

- Wielka niewiadoma - tak zapowiedź Ministerstwa Edukacji Narodowej o powrocie dzieci do szkół we wrześniu komentuje Hanna Szczerbak, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 im. Mikołaja Kopernika w Skawinie. Pracownicy oświaty przyznają w rozmowach z Gazeta.pl, że wciąż nie wiedzą, jak szkoły będą rzeczywiście funkcjonować. A przede wszystkim: czy uczniom i nauczycielom będzie można zapewnić bezpieczeństwo.

- Można powiedzieć, że zapadła decyzja, że tam, gdzie to możliwe, powrót dzieci do szkół [we wrześniu -red.] będzie realizowany - stwierdził w piątek w Radiu Wrocław wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.

- Indywidualne decyzje będą zapadały na poziomie dyrektorów konkretnych placówek, ponieważ to oni najlepiej, w porozumieniu z Powiatowymi Inspektoratami Sanitarnymi, znają sytuację epidemiologiczną w okolicy i samej placówce - dodał.

"Przygotowujemy się do normalnej, stacjonarnej pracy szkół i placówek oświatowych od września" - potwierdziła przed kilkoma dniami w e-mailu do naszej redakcji rzeczniczka MEN Anna Ostrowska. Podkreśliła jednocześnie, że "nawet najlepsze i najnowocześniejsze technologie nie zastąpią bezpośredniego kontaktu i nie stworzą przestrzeni do nawiązywania relacji oraz budowania więzi, które powstają w szkolnych murach".

Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas zapowiedział z kolei w czwartek w TVN24, że szczegółowe wytyczne w sprawie powrotu dzieci do szkół zostaną wydane po 15 sierpnia.

"Polskie szkoły po reformie Anny Zalewskiej i likwidacji gimnazjów są przepełnione. Nie da się zorganizować zajęć tak, jak planują to inne kraje w Europie, aby w jednej ławce siedział jeden uczeń" - alarmuje rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego Magdalena Kaszulanis.

Zobacz wideo Afryka i Ameryka Południowa walczą z koronawirusem

Dyrektorki szkół podstawowych: Wielka niewiadoma

- Ta sytuacja jest trudna dla nas wszystkich. Chciałabym, by uczniowie wrócili do szkół, ale trzeba zapewnić im i nauczycielom bezpieczeństwo. A jednocześnie rodzice są już zmęczeni spędzaniem czasu w zamknięciu z dziećmi w domach i na wrzesień czekają - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Dorota Grześkowiak, dyrektorka Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Ostrowie Wielkopolskim.

Trudno mi w obecnej sytuacji powiedzieć: 'tak, jestem gotowa na wrzesień'. Do tej pory przekazy płynące z ław rządowych były różne. Jestem urzędnikiem, muszę się stosować do przepisów prawa, które, mam nadzieję, zostaną jasno określone. Nie wiem, co ostatecznie powie minister edukacji, co powie główny inspektor, co powie premier. Jeśli powrót uczniów do szkół zostanie prawnie usankcjonowany, wszyscy staniemy na głowie, żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo

- podkreśla. Dorota Grześkowiak zaznacza jednocześnie, że szkoła jest wyposażona we wszelkiego rodzaju środki dezynfekujące, maseczki, rękawiczki, płyny. W klasach dostawiono także ławki, by uczniowie, w przypadku powrotu, nie siedzieli zbyt blisko siebie. To jednak może nie wystarczyć.

- Mam różne pomysły. W szkole uczy się 612 osób, jedyną możliwością byłoby wprowadzenie zajęć również w godzinach popołudniowo-wieczornych. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. A może powrót tylko klas 1-3? Albo tylko klasy pierwszej?  - zastanawia się dyrektora szkoły w Ostrowie Wielkopolskim.

Z podobnymi obawami i dylematami mierzą się też dyrektorki innych placówek.

- Czekamy wszyscy na wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego, Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wielka niewiadoma. Z jednej strony poczucie zagrożenia, z drugiej oczekiwania rodziców i uczniów związane z powrotem do szkoły. Ja również chciałabym, żeby uczniowie wrócili. Czy to będzie możliwe, nie wiem

- przyznaje wprost Hanna Szczerbak, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 im. Mikołaja Kopernika w Skawinie.

- Myślę, że powinny zostać zachowane środki ostrożności, takie jak pomiar temperatury, maseczki, dystans społeczny. W szkolnych warunkach może być to jednak bardzo trudne. Mamy sporą grupę uczniów, może dojść do sytuacji, gdy ten dystans nie będzie możliwy do utrzymania - stwierdza Hanna Szczerbak.

"Nie zamykajmy szkoły"

Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 1 im. Adama Mickiewicza w Łodzi również czeka na "konkretne, rzeczowe i jasne wytyczne". Kierownictwo szkoły przyznaje w przesłanym do nas oświadczeniu, że co prawda jest w stanie zadbać o takie kwestie jak dezynfekcja rąk, pomieszczeń i wietrzenie klasa, ale "trudno przy ponad 500 uczniach w szkole mówić o zachowaniu bezpiecznej odległości".

Mniej wątpliwości ma Dorota Szulc ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Toruniu. Dyrektorka podkreśla, że szkoła jest przygotowana na przyjęcie dzieci, a jednocześnie "nie ma takich środków ani metod, które zapobiegną rozprzestrzenianiu się wirusa".

Jeśli wrócimy do szkoły, czego bym sobie życzyła, to oczywiście nie unikniemy możliwości zakażenia, ale nie unikniemy tego też nie wracając do szkoły. Powrót widzę w ten sposób: każde dziecko na wejściu będzie miało mierzoną temperaturę, rodzice muszą być świadomi, że jeśli okaże się ona podwyższona, to dziecko wraca do domu. Po lekcjach oczywiście dezynfekcja sal i korytarzy. Mamy środki, lampy wirusobójcze, więc jest to czym robić

- zaznacza Dorota Szulc.

"Poza tym, jeśli gdzieś pojawi się ognisko wirusa to zawsze można okresowo zamknąć szkołę, ale nie róbmy tego dlatego, że jest zagrożenie. Zagrożenie zawsze będzie jakieś" - dodaje.