Policja obstawia centrum Warszawy przed strajkiem przedsiębiorców. Tanajno o "inwigilacji"

Policja obstawiła plac Defilad przed planowanym na sobtę strajkiem przedsiębiorców. Według organizatorów ma nie dochodzić do starć, jak w ubiegłym tygodniu. Jeden z współorganizatorów Paweł Tanajno zarzucił policji inwigilację i krytykował działania władz w związku z epidemią koronawirusa.

Na sobotę w Warszawie zaplanowano kolejny strajk przedsiębiorców, organizowany m.in. przez kandydata na prezydenta Pawła Tanajno. W czasie strajku w ubiegłym tygodniu doszło do starć z policją. 

Policja przygotowała duże siły na dzisiejszy protest. Na zdjęciach widać, że plac Defilad i centrum Warszawy są obstawione przez funkcjonariuszy i radiowozy.

"Informujemy, że żadne zgromadzenie nie zostało zarejestrowane. Wszystkie zgromadzenia będą nielegalne. Obecny przekaz wskazuje, że główny cel protestujących to walka z Policją. Pomysłodawcy, mówiąc o proteście, używają określeń 'hybrydowy' i 'manewry'. Czuć charakter 'pokojowy'" - napisała w komunikacie stołeczna policja. Organizatorzy strajku twierdzą, że mają informację od policji, że jeśli uczestnicy pozostaną na pl. Defilad i zachowają odległości, to funkcjonariusze nie będą dawać mandatów ani rozbijać strajku. Jednak po godz. 14 policja zaczęła odtwarzać komunikat o tym, że obowiązuje stan epidemii i "osoby łamiące przepisy porządkowe narażają się na odpowiedzialność karną". 

Tanajno mówił dziennikarzom, że jest na pl. Defilad, by "złożyć hołd ofiarom polityki rządu". Mówił też, że na pl. Defilad odbywają się "spotkania biznesowe przedsiębiorców" w samochodach.  - To symbol lenistwa i beztroski polityków. To symbol obywateli, którzy cierpią przez decyzje polityków - powiedział. Krytykował to, jak władze zdecydowały się walczyć z epidemią koronawirusa. Powiedział, że władze nie miały planu, w Europie są różne modele i mogły zareagować tak, jak np. Wielka Brytania czy Szwecja. Ta pierwsza wprowadziła obostrzenia później niż inni (ale nadal one obowiązują), zaś drugi kraj rekomendował dystansowanie społeczne, ale nie wprowadził lockdownu. Według "Financial Times'a" właśnie te dwa kraje mają na obecnym etapie epidemii najwyższą liczbę ofiar na milion mieszkańców. 

Tanajno zarzucał, że organizatorzy akcji są inwigilowani i naruszana jest wolność zgromadzeń. - Namierzyliśmy wśród naszych współpracowników agenta, przetestowaliśmy jego zdolności, wysłaliśmy informację, że odbędzie się szturm na TVP i momentalnie odjechało tam 50-70 wozów policyjnych - powiedział. 

Mówił, że na demonstracji uczestnicy planują zachować odległość, by nie naruszać zasad bezpieczeństwa. Zarzucał, że możliwe jest już w dużej mierze życie gospodarcze, np. chodzenie do restauracji, ludzie gromadzą się np. na spotkaniu z Andrzejem Dudą w Garwolinie czy z okazji rocznicy urodzin Jana Pawła II w Wadowicach, a przed zapowiadanym protestem centrum Warszawy obstawiły setki policjantów. 

Starcia w policją w ubiegłą sobotę

Na demonstracji w ubiegłą sobotę na Starym Mieście w Warszawie doszło do starć protestujących z policją, użyto gazu łzawiącego.

Po demonstracji minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński oświadczył, że zastosowane przez policję środki porządkowe był "adekwatne do zaistniałej sytuacji". "Jako Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji oceniam działania Policji za w pełni profesjonalne i podjęte w ważnym interesie publicznym" - napisał w oświadczeniu Mariusz Kamiński.

Szef MSWiA zauważył, że "podstawowym zadaniem państwowym Policji jest egzekwowanie obowiązującego prawa". "Wprowadzony zakaz zgromadzeń publicznych wynika z zagrożeń epidemicznych, a nie z chęci ograniczania praw obywatelskich" - dodał Mariusz Kamiński. Przypomniał, że "nadal obowiązują ograniczenia dotyczące gromadzenia się, a także przepisy sanitarne takie jak obowiązek zachowania odpowiedniej odległości pomiędzy osobami oraz obowiązek noszenia maseczek. Rygory te mają chronić wszystkich obywateli przed rozwojem zagrażającej zdrowiu i życiu ludzkiemu epidemii"

- Policjanci zatrzymali ponad 380 osób, nałożyli ponad 150 mandatów karnych. Będą przygotowane wnioski o ukaranie dla ponad 220 osób. Wśród nich jest pięć przypadków, w których mamy do czynienia z popełnionym przestępstwem - mówimy tu m.in. o znieważeniu, naruszeniu nietykalności, jak również uszkodzeniu dwóch pojazdów. W przypadku tych sytuacji mamy do czynienia z zatrzymaniem procesowym - powiedział nadkomisarz Sylwester Marczak z Komendy Stołecznej Policji.

Więcej o: