27-latka z USA to zaginiona Monika z Legnicy? Ojciec ukrywa prawdę od 26 lat. "Sprzedałem, zabiłem..."

"Oddałem ją, sprzedałem, zabiłem" - to niektóre z wyjaśnień, które przedstawiał śledczym Robert B., ojciec Moniki, która zaginęła w Legnicy 26 lat temu jako półtoraroczna dziewczynka. Prawdy wciąż nie odkryto. We wtorek 19 maja legnicka policja wznowiła śledztwo w sprawie. Mieszkająca na stałe w USA 27-letnia kobieta twierdzi, że to ona może być zaginioną. Zlecono badania genetyczne, które mają dać ostateczną odpowiedź w sprawie.

We wtorek legnicka policja wznowiła śledztwo w sprawie zaginięcia Moniki - mieszkanki Legnicy, która po raz ostatni widziana była 26 lat temu. Miała wówczas półtora roku, a po raz ostatni widziano ją pod lokalną apteką. Była tam wraz z ojcem - Robertem B., który tego samego dnia zniknął bez śladu i odnalazł się dopiero po trzech latach - już bez córki. Matka Moniki nigdy nie dowiedziała się, co stało się z jej dzieckiem. Teraz sprawa wróciła w efekcie nagłego zwrotu wydarzeń - mieszkająca na stałe w USA 27-letnia kobieta zgłosiła się do śledczych, twierdząc, że może być zaginioną przed laty dziewczynką. Niedawno dowiedziała się, że pochodzi z zagranicznej adopcji - zaczęła przeglądać portale z zaginionymi, szukając wszelkich śladów, które mogłyby pomóc jej w odnalezieniu biologicznych rodziców. Na jednym ze zdjęć rozpoznała siebie sprzed lat.

Zobacz wideo Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Zaginięcie Moniki z Legnicy. Ojciec ukrywa prawdę od 26 lat. "Powiedziałem, że ją zabiłem, żeby pochodzić po świeżym powietrzu"

Jakie mogły być losy zaginionej dziewczynki? Ojciec Moniki, którego śledczy od początku podejrzewali o związek z jej zaginięciem, kilkukrotnie zmieniał swoje zeznania, podając coraz bardziej kuriozalne wytłumaczenia - relacjonują dziennikarze "Interwencji" Polsat News. Początkowo mężczyzna ukrywał się. W 1996 roku, dwa lata po zaginięciu Moniki, Robert B. był wpisany na na listę dziesięciu najniebezpieczniejszych poszukiwanych polskich przestępców - wystawiono za nim list gończy, szukał go Interpol. Do zatrzymania doszło w 1997 roku w Wiedniu.

Po zatrzymaniu mężczyzna mówił: "słyszałem, że jestem poszukiwany, ale żyłem normalnie". Na początku przekonywał śledczych, że sprzedał córkę parze mieszkającej w Wiedniu, a następnie parokrotnie ją odwiedzał. Zmieniał kwoty, za które miał sprzedać Monikę. - Na początku mówił, że sprzedał dziecko za 20 mln złotych. Potem to było 5 mln. Następnie stwierdził, że jednak dziecka nie sprzedał, ale oddał i "jeszcze dopłacił" - relacjonowała reporterka "Interwencji", Irmina Brachacz.

Kolejne wersje zeznań mężczyzny znacząco się różniły. Mówił m.in., że dziewczynka zginęła w wypadku w Czechach, następnie - że ją zabił, a ciało zakopał w lesie (las został przeszukany - nic nie znaleziono). Następnie twierdził, że kolejne wersje zdarzeń sugerowali mu śledczy. 

- Powiedziałem, że ją zabiłem, żeby pojechać na miejsce rzekomej zbrodni, pochodzić trochę po świeżym powietrzu. Zawsze to było jakieś zabicie czasu. To prawie cały dzień trwało. Zanim mnie przywieźli, odwieźli do Wrocławia. I tak czas leciał po prostu - mówił Robert B., cytowany w programie "Interwencja".

Mężczyzna próbował też oskarżyć o śmierć Moniki jej babcię - przekonywał śledczych, że być może kobieta "złożyła wnuczkę w ofierze". Ostatecznie poprzestał na stwierdzeniu, że nie wie, co stało się z Moniką. 

Prokuratura oskarżyła B. o porwanie i sprzedaż własnej córki - akt oskarżenia wpłynął do sądu w 1998 roku, ale przez wiele lat w sprawie niewiele się działo. Ostatecznie mężczyznę skazano na 15 lat więzienia. Dopiero po utrzymaniu wyroku przez sąd apelacyjny trafił za kratki - było to w 2013 roku.

Na razie nie wiadomo, czy 27-letnia kobieta jest zaginioną przed laty Moniką. Zlecono badania genetyczne, które mają to wyjaśnić. Policja czeka na powrót matki Moniki, która przebywa obecnie poza Polską. To od niej zostanie pobrany materiał do testu DNA, który potwierdzi lub wykluczy pokrewieństwo kobiet. Prokuratura nie chce na razie komentować sprawy.

Więcej o:
Komentarze (137)
"Sprzedałem, zabiłem". Ojciec zaginionej Moniki z Legnicy ukrywa prawdę od 26 lat. Śledztwo wznowiono
Zaloguj się
  • 1p.3.15

    Oceniono 43 razy 35

    W sumie to chyba lepiej się stało dla dziewczyny, niż mieć takiego ojca.

  • nutka7.17

    Oceniono 26 razy 24

    Jeśli ta kobieta jest rzeczywiście tym zaginionym dzieckiem, to miała dużo szczęścia, że wychowała się w normalnej rodzinie, paradoksalnie dzięki swojemu ojcu bandycie, a nie w patologicznej "rodzinie", jak można wywnioskować nawet z tak zdawkowych przesłanek na ten temat.

  • goldberg

    Oceniono 53 razy 21

    Dowiedzieć się że jesteś z Polski, kraju kaczego sÓwerena - niezła załamka.

  • keramwistagano

    Oceniono 24 razy 18

    Aborcja? Nigdy - lepiej zabic po urodzenie, Bog sie zmiluje, ksiadz wybaczy, wiocha zapomni.....
    Potem wezmiemy widly i pojdziemy tepic LGBT ..

    Prawdziwy katolik

  • tygrysio_misio

    Oceniono 17 razy 13

    Brawa dla dziewczyny. Nawet jeśli to nie ta, to może powiążą jej DNA z innym zaginięciem.

  • szaja25

    Oceniono 28 razy 12

    Po co tyle czynności, przekopywania lasu itd? Wystarczyło klejnoty w imadło wsadzić i odpowiednio dokręcić, zaraz by się znalazła.

  • laicka

    Oceniono 16 razy 12

    Swoją drogą ciekawe ile z tzw. zaginięć to faktycznie sprzedaż, ile zabójstwo, a ile porwanie przez pedofilów (tych prawdziwych, podręcznikowych).

  • knightrider15

    Oceniono 17 razy 11

    1998 aresztowany, 2013 dopiero poszedł do więzenia??!!! Czy to prawda?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX