"Zabawa w chowanego" to film o ukrywaniu księży pedofili. Poraża w nim bezczelność sprawców i ich bezkarność

Wiktoria Beczek
Historia jednego z chłopców, o których mowa w filmie, to historia nie tylko ofiary gwałciciela, ale też ofiary systemu, który pozwalał na przenoszenie pedofila między parafiami. Tworzony przez hierarchów system gwarantował bezkarność sprawcy i pozwalał mu na krzywdzenie kolejnych dzieci. A trauma dziecka i jego oprawca zostaną z nim do końca życia. - On zawsze ze mną jest, nawet teraz. (...) mam wrażenie, że on pójdzie ze mną do grobu - mówi jeden z bohaterów filmu braci Sekielskich.

Drugi film braci Tomasza i Marka Sekielskich jest wstrząsający, być może jeszcze bardziej niż "Tylko nie mów nikomu". Bo choć nie podaje on tylu przerażających i bolesnych szczegółów molestowania dzieci, pokazuje ich samotność i bezradność - również jako dorosłych - w starciu z działającym na mafijnych zasadach systemem ukrywania i chronienia sprawców. Nasuwa więc pytanie - jak wielu przestępców uniknęło odpowiedzialności?

Aby uszanować prośbę twórców filmu i jednocześnie zachęcić do obejrzenia "Zabawy w chowanego" w sobotę, nie zdradzam nazwisk i danych księży. Mam jednak nadzieję, że już niebawem będzie o nich bardzo głośno i poniosą oni konsekwencję swoich czynów. Czynów, które rozpoczęła zasadzka na ofiary i spowodowała ich niewyobrażalny ból. Czynów, których sprawca bronił się kłamstwem i których wypierał się w sposób wyjątkowo bezczelny. I w końcu czynów, których sprawca i współwinni pozostawali - jak dotąd - bezkarni. 

1. Zasadzka

Film ma trzech bohaterów - braci Jakuba i Bartłomieja oraz Andrzeja. Wszyscy byli ofiarami jednego księdza, choć w dwóch różnych parafiach. Bracia wskazują, że duchowny obrał ich sobie za cel jako łatwe ofiary. Miał ich "pod ręką", bo byli synami organisty, a ponadto rodzina większość uwagi w tym czasie poświęcała ich ciężko choremu bratu. Same przenosiny ojca do nowej parafii były jak awans, bo rodzina dostała duże, wygodne mieszkanie. - Wydawało nam się, że złapaliśmy pana Boga za nogi - mówi starszy Jakub. Chłopakowi brakowało zainteresowania dorosłych, a wtedy pojawił się ksiądz, który miał dla niego czas, zabierał go do kina, uprawiali razem sport, rozmawiali. Jakub miał 13 lat, gdy ksiądz molestował go po raz pierwszy. Jak przyznał, nie powiedział o tym nikomu z obawy, że ojciec mógłby stracić pracę, a wówczas brakowałoby pieniędzy, by ratować chorego brata. 

Do Bartka ksiądz dobierał się po raz pierwszy, gdy ten miał około 8 lat. - Do spotkań dochodziło nie dość, że w moim domu, nie dość, że w moim pokoju, to zazwyczaj w obecności rodziców. Tak uśpił ich czujność - mówi w filmie. Wcześniej kupował chłopcu prezenty, zapraszał do siebie, wyróżniał wśród innych dzieci i zdobywał zaufanie rodziców. Sprawa Bartka to jedyna, która jeszcze się nie przedawniła.

2. Ból

Andrzej nie spotkał się księdzem, ale w dawnej parafii rozmawiał z siostrą zakonną, która od razu rozpoznała w nim "Andrzejka". Gdy powiedział jej, że był molestowany przez duchownego, odparła: "No i co chcesz? Potwierdzenia?". Swoje mętne tłumaczenia, dlaczego potwierdzić nie może, siostra zakończyła stwierdzeniem, że "nie była na 100 proc. świadkiem". Na ile procent świadkiem była - tego nie doprecyzowała. Andrzej przyznał, że mniejszy żal ma do księdza, który jego zdaniem jest chory, a większy do wszystkich dorosłych, którzy byli wokół, prawdopodobnie wiedzieli o jego czynach, a jednak nie reagowali. 

Jakub i Bartek uczą się dziś radzić sobie z bodaj najgorszą z możliwych traum. Starszy z braci obrazowo wyjaśnił, jak ogromną bliznę na psychice pozostawia molestowanie. W filmie mówi, że w pewnym momencie uświadomił sobie, że jego rówieśnicy mają normalne życie, a jego życie "jest przegrane". - On zawsze ze mną jest, nawet teraz. Chodzę na terapię, jest lepiej, ale mam wrażenie, że on pójdzie ze mną do grobu - mówi. 

3. Kłamstwo

Film jest przeplatany fragmentami rozmów księdza z rodzicami ofiar. W jednym z fragmentów opiekunowie deklarują, że o molestowaniu ich syna poinformują biskupa. Ksiądz przekonuje jednak, że biskup o wszystkim wie. Twierdzi, że "Andrzej w obecności biskupa wyznał, że wybacza, zapomina i będzie próbował jakoś z tym żyć". Nie jest to prawda. Andrzej nigdy nie spotkał się z żadnym przedstawicielem Kurii. Co więcej, jego matka próbowała zainteresować sprawą władze kościelne - bezskutecznie. 

Zobacz wideo "Zabawa w chowanego" - film braci Sekielskich [ZWIASTUN]

W innej rozmowie, tym razem z biskupem, hierarcha deklarował, że słowa księdza są kłamstwem i o niczym nie wiedział. Stwierdził wręcz, że oskarżenie boli go "może nawet bardziej" niż krzywda dziecka boli jego rodziców. Jednocześnie jeszcze w tym samym miesiącu biskup księdza odwołał.

4. Bezczelność

Młodszemu z braci udało się skonfrontować ze swoim oprawcą. Spotkał go po mszy w placówce medycznej, do której ten został skierowany, by znów - po czasie spędzonym w ukryciu - pełnić posługę. Ksiądz wydawał się być zaskoczony, gdy dowiedział się, że stoi przed nim syn organisty, ale już po chwili zapewniał, że nic nie pamięta. Czy nie pamięta, jak dawał prezenty? "To wynikało z chęci pomocy, miałem do waszej rodziny jakąś sympatię". Czy nie czuje się winny? "Poczucie winy każdy ma w sobie". Czy pamięta, co mu robił? "To jednak 20 lat. Może panu jakoś łatwiej pamiętać". 

Ksiądz w jednej z rozmów z rodzicami przyznał, że molestował ich dziecko. - To jest tragedia syna państwa, ale moja także w pewnym stopniu, na pewno duża. Bardzo mi żal i przykro. Rzeczywiście czasem człowiek nie panuje nad swoimi zachowaniami - mówił. W innym fragmencie zarzekał się, że nie działał celowo, by dziecko krzywdzić, a winnym jest szatan, który pragnie zniszczyć w ludziach wszystko, co najświętsze, boskie. - Zwłaszcza w nas, kapłanach - sprecyzował. W kolejnym fragmencie tłumaczył zaś, że jego czyny były spowodowane tym, że w młodości był "jakoś w tej dziedzinie bardzo często napastowany".  

5. Bezkarność

Przytoczona wcześniej rozmowa rodziców z biskupem odbyła się w 2016 roku. Wówczas ksiądz został odwołany, ale nie wszczęto wobec niego postępowania. Biskup zaczął działać dopiero, gdy ksiądz ma mieć postawione zarzuty. 

Ten sam biskup miał zainicjować przeniesienie innego księdza pedofila do innego województwa. W czasie tej "przeprowadzki" przeciwko duchownemu toczyło się postępowanie karne. Gdyby wówczas zareagował zgodnie z kodeksem prawa kanonicznego, wielu dzieciom nie stałaby się krzywda. Jednym z pokrzywdzonych był chłopiec, w którego sprawie biskup później zeznawał. Na sali sądowej pytany, czy wiedział o wcześniejszych czynach księdza, odparł: "Nie mówię nie i nie mówię tak". Twierdził też, że nie wiedział o toczącym się postępowaniu, choć dokumenty związane z zatrzymaniem duchownego znajdowały się w jego papierach. 

W filmie wspomniano o dokumencie, którego istnienie ujawniliśmy na łamach Gazeta.pl. Prokuratura Krajowa zaprzeczała jego istnieniu, ale nasze śledztwo wykazało, że w styczniu 2019 roku PK rozesłała do podległych jej prokuratur pismo na temat tego, jak powinni zachowywać się śledczy, jeśli Kościół dysponuje przydatnymi dla śledczych dokumentami w aktach procesu kanonicznego (dotyczy to również, choć nie wyłącznie, spraw pedofilskich). Z dokumentu wynika, że o każdej sytuacji, w której śledczy domagają się od Kościoła dokumentów z procesów kanonicznych, musi wiedzieć Prokuratura Krajowa. Czy to ma księży w jakiś sposób chronić? Na pewno stanowi o innym traktowaniu. 

Tymczasem prokuratura - mimo zapowiedzi - nie zamknęła postępowania w lutym 2020 roku. W sprawie księdza, którego ofiarą padli m.in. Jakub, Bartłomiej i Andrzej, śledczy wystąpili o trzecią opinię biegłego dotyczącą stanu zdrowia psychicznego podejrzanego.