Biebrzański Park Narodowy. Strażacy: Pożar opanowany. Trwa dogaszanie na jednym odcinku

Choć nadal pali się około 300 hektarów Biebrzańskiego Parku Narodowego, strażacy przekonują, że po sześciu dniach akcji gaśniczej żywioł udało się już opanować. W piątek w działania zaangażowanych jest kilkaset osób, w tym ponad 280 strażaków zawodowych i około 70 strażaków z lokalnych jednostek OSP, 50 żołnierzy obrony terytorialnej, inne służby i okoliczni mieszkańcy.
Zobacz wideo Debata prezydencka. Woda

W większości miejsc nie ma już ognia i trwa dogaszanie tlących się korzeni i traw. Artur Wiatr z Biebrzańskiego Parku Narodowego ocenia, że w porównaniu z czwartkiem, sytuacja uległa znacznej poprawie. Największe ryzyko powrotu otwartego ognia jest teraz w okolicach Lasu Wroceńskiego, leżącego na północ od miejscowości Wroceń i na Grzędach. Do akcji gaśniczej w tym miejscu zaangażowano największą liczbę strażaków i pracowników Parku.

Strażacy: Ogień nie objął torfowisk

W piątek po południu najnowsze informacje na temat pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym przekazał Podlaski Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Jarosław Wendt

- Pożar mamy opanowany. Trwa dogaszanie na jednym odcinku - na obszarze Lasu Wroceńskiego. Chciałbym zdementować informacje, które pojawiły się w przestrzeni publicznej, że wielkość pożaru sięga ośmiu tysięcy hektarów. Jego wielkość to obecnie 5,3 tys. hektarów, a ogień już się nie rozprzestrzenia - powiedział Wendt w trakcie konferencji prasowej. 

- Nie kończymy działań ratowniczych. Na pewno potrwają one do soboty, do godzin porannych. Jeśli chodzi o torfowiska, to nie mamy informacji, by pożar wszedł głęboko i sięgnął pokładów torfowisk. Pożar ma charakter powierzchniowy - zapewnił komendant wojewódzki PSP w Białymstoku.

W Lesie Wroceńskim pracują między innymi strażacy ze szkoły aspirantów z Krakowa. Przyznają, że jest ona bardzo trudna z powodów logistycznych. Brygadier Tomasz Mucha ze Szkoły Aspirantów Straży Pożarnej w Krakowie tłumaczy, że do gaszenia tlących się korzeni potrzeba dużej ilości wody oraz specjalnych węży, którymi trudno operować w gęstym brzozowym lesie.

Strażacy z Krakowa oceniają, że skala zniszczeń w przyrodzie parku narodowego jest ogromna. "Dojeżdżając na miejsce działań, widzimy czarną, wypalona pustynię, która dochodzi do domów" - relacjonują.

Z kolei Rzecznik Państwowej Straży Pożarnej Krzysztof Batorski w rozmowie z Polskim Radiem poinformował, że chęć pomocy w akcji gaśniczej zadeklarowali między innymi strażacy ze Szwecji. W ten sposób chcą się odwdzięczyć polskim strażakom, którzy dwa lata temu pomogli w gaszeniu pożarów szwedzkich lasów. Jednak zdaniem Batorskiego, obecnie nie ma potrzeby ściągania do pomocy dodatkowych osób, a obecni nad Biebrzą strażacy pracują w systemie rotacyjnym.