Ostatnie spotkanie z Marią Kaczyńską. "Mówiła: nie wiem, czy w przyszłym roku będzie okazja"

- Był z nami starszy pan z Ukrainy. Jak już wziął za rękę panią prezydentową, to nie chciał puścić. Zapytała, ile ma dzieci. Odpowiedział, że trzynaścioro. "I to z jedną żoną?" - dopytywała zaskoczona. Poprosiła, żeby wymienił imiona wszystkich. Zaczął, ale na którymś z tego całego stresu się zatrzymał - tak wspomina Marię Kaczyńską jeden z uczestników spotkania w Pałacu Prezydenckim, które odbyło się na dzień przed katastrofą smoleńską.

Zaglądam do dostępnego w sieci archiwum prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Ostatnia wzmianka o działalności pierwszej damy Marii Kaczyńskiej pochodzi z 9 kwietnia. Tego dnia doszło do spotkania w Pałacu Prezydenckim z Polonią ze Wschodu. Najprawdopodobniej było to ostatnie oficjalne wydarzenie, w którym wzięła udział prezydentowa przed wylotem do Smoleńska.

Najprawdopodobniej, bo Kancelaria Prezydenta nie jest w stanie ustalić, czy tak było rzeczywiście.  "W zasobie Archiwum Prezydenta RP nie odnaleziono informacji, która rozstrzygnęłaby definitywnie Pana pytanie" - informuje mnie Janusz Kuligowski, dyrektor Archiwum Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

W piątek, dzień przed katastrofą smoleńską, Maria Kaczyńska przyjęła w Pałacu Prezydenckim Polaków z Rosji, Kazachstanu, Białorusi i Ukrainy, którzy przyjechali do kraju w ramach akcji "Wielkanoc w Polsce" organizowanej przez lubelskie stowarzyszenie "Wspólne Korzenie". Prezydent Lech Kaczyński objął wówczas akcję swoim patronatem. W spotkaniu z pierwszą damą wzięło udział ok. 40 osób.

"Maria Kaczyńska podziękowała im za przywiązanie do języka polskiego, polskiej kultury i wiary katolickiej, za przechowywanie tożsamości i kultury polskiej. Zapewniła, że sprawy Polaków w świecie są dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zawsze priorytetem" - brzmi treść komunikatu na prezydenckiej stronie.

Kancelaria Prezydenta RP

- Nie spotkaliśmy się wtedy z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Pięknie przyjęła nas jego małżonka, tłumaczyła, że mąż nie może się z nami zobaczyć, ma sporo zajęć, przygotowuje się do wyjazdu - wspomina po latach Józef Husarz, wiceprezes stowarzyszenia.

- Bardzo dobrze pamiętam to spotkanie - mówi Zbigniew Wojciechowski, wicemarszałek województwa lubelskiego, były prezes "Wspólnych Korzeni". Jechał tego dnia do Pałacu Prezydenckiego z Lublina z rodziną Iwanowów z Białorusi - panią Madiną i czwórką jej dzieci.

O rodzinie było wówczas głośno w ogólnopolskich mediach. Kobieta przyjechała do Polski do pracy. Najmłodszy syn, wówczas 3-letni Jan Paweł, jest chory na mukowiscydozę. Urodził się już w Polsce. Rodzina miała problemy finansowe i mieszkaniowe, istniała groźba, że będzie zmuszona do powrotu na Białoruś.

Kancelaria Prezydenta RP

- Poprosiliśmy parę prezydencką o to, by zostało przyznane im polskie obywatelstwo. W sprawę zaangażowała się osobiście Maria Kaczyńska, wierzę, że wielokrotnie rozmawiała w tej sprawie z prezydentem. W krótkim czasie państwo Iwanowowie obywatelstwo otrzymali - mówi Zbigniew Wojciechowski.

- Jasio Pawełek miał ze sobą kwiaty, chciał podziękować pani prezydentowej za to, że zostali uratowani. Nie wyobrażali sobie powrotu na Białoruś. Chłopiec pomagał pani prezydentowej w odbieraniu upominków od uczestników. Pani Maria Kaczyńska przyniosła dla niego pluszową zabawkę - dodaje.

Ostatnie spotkanie z Marią Kaczyńską

Zbigniew Wojciechowski otrzymał tego dnia z rąk Marii Kaczyńskiej przyznany przez Lecha Kaczyńskiego Złoty Krzyż Zasługi, a Józef Husarz - srebrny. - Pierwszy raz powiem to publicznie: marynarkę, do której pani prezydentowa przypinała krzyż, mam do tej pory. Użyłem jej tylko raz, na pogrzebie. To przypięcie zostało i już pozostanie. Ma to dla mnie ważny, symboliczny wymiar - podkreśla.

Kancelaria Prezydenta RP

Józef Husarz: Byliśmy tam około dwóch godzin. Niesamowita, ciepła osoba. Był czas na to, by każdy z uczestników zamienił kilka słów z pierwszą damą, każdy przywiózł też jakąś pamiątkę ze Wschodu. Maria Kaczyńska przytulała obecne tam kobiety serdecznie, po ludzku.

- Uśmiechnięta, dobra, kochana, życzliwa. Obejmowała rodaków jak mama, taki obraz pozostał - mówi Zbigniew Wojciechowski.

- Zabawna historia: był z nami starszy pan z Ukrainy. Jak już wziął za rękę panią prezydentową, to nie chciał puścić. Zapytała, ile ma dzieci. Odpowiedział, że trzynaścioro. "I to z jedną żoną?" - dopytywała zaskoczona. Poprosiła, żeby wymienił imiona wszystkich. Zaczął, ale na którymś z tego całego stresu się zatrzymał - mówi fotograf Jerzy Czapliński.

Zobacz wideo Dzień, który wstrząsnął Polską

"Nie wiem, czy w przyszłym roku będzie okazja"

Jerzy Czapliński: Pani Maria zapytała w pewnym momencie: "a ma pan jakąś fotografię ze mną? To ja panu napiszę dedykację". Powiedziałem: "pani prezydentowo, przecież się spotkamy w przyszłym roku". Odparła: "no nie wiem, czy będzie taka okazja".

Fotograf podkreśla, że jego zdaniem Marii Kaczyńskiej chodziło po prostu o zbliżające się wtedy wybory prezydenckie.

- Rzeczywiście, mówiliśmy do pani prezydentowej "do zobaczenia w przyszłym roku". Odpowiadała z uśmiechem, że zobaczymy, jak to się wszystko potoczy - potwierdza wicemarszałek Zbigniew Wojciechowski.

Jerzy Czapliński: To nie było pierwsze spotkanie z panią Marią Kaczyńską, w którym brałem udział. Zwykle po jakimś czasie żegnała się z uczestnikami i wychodziła. 9 kwietnia było inaczej. Wracała jeszcze ze dwa, trzy razy. Chciała się upewnić, że pożegnała się ze wszystkimi.

Więcej o: