"Król mafii wnuczkowej" ma wrócić do aresztu. Za "Hossem" wydano list gończy, bo gangster znów przepadł

Arkadiusz Ł., pseudonim "Hoss" znów jest poszukiwany listem gończym. Policjanci nie zastali go w miejscu zamieszkania po tym, jak sąd na wniosek prokuratury zdecydował o ponownym areszcie "króla mafii wnuczkowej". Kontaktu z "Hossem" nie ma również jego obrona.

Twórca "mafii wnuczkowej" został skazany na 7 lat więzienia już we wrześniu ubiegłego roku, ale wyrok nie był prawomocny, sąd i prokuratura nie nie występowały o przedłużenie aresztu, więc "Hoss" na wolności oczekiwał na apelację. 

W ostatnich miesiącach był jednak aresztowany kolejny raz w związku z drugą sprawą karną. W ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy w Poznaniu postępowanie jednak umorzył i zwolnił Ł. z aresztu. Do umorzenia doszło nie dlatego, że "Hossowi" nie udowodniono winy, ale ze względu na koncepcję "czynu ciągłego", za który już go skazano. Jak tłumaczy rzecznik sądu, cytowany przez TVN24, "czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku".

- Sąd przyjął wówczas koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, i uznał je za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje te same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później - tłumaczy sędzia Aleksander Brzozowski. 

Zobacz wideo Czeska policja szuka złodziei... 140 szczoteczek do zębów

Po umorzeniu sprawy "Hoss" i jego brat zostali zwolnieni, z czym nie zgadza się prokuratura. Zdaniem śledczych sposób rozpoznania apelacji będzie wpływał na umorzone w ubiegłym tygodniu postępowanie. Prokuratura Okręgowa w Warszawie domagała się więc aresztu dla gangstera, zakładając, że prawdopodobnie sąd apelacyjny podtrzyma karę 7 lat więzienia, oraz obawiając się, że "Hoss" spróbuje ucieczki. 

Sąd zgodził się, że oskarżony może zniknąć - tak, jak zrobił to w 2017 roku - dlatego zdecydował o półrocznym areszcie dla Ł. Tuż po otrzymaniu dokumentacji z sądu policjanci pojechali w miejsce zamieszkania "Hossa", by doprowadzić go do aresztu, ale przestępcy nie zastali. Teraz, gdy wydano za nim list gończy, każda jednostka policji w kraju, która miałaby informacje o miejscu pobytu Arkadiusza Ł., musi go zatrzymać i odprowadzić do aresztu. 

Jak podaje "Głos Wielkopolski", kontaktu z Ł. nie ma również jeden z jego obrońców, adw. Paweł Głuchowski. Ponadto prawnik twierdzi, że doszło do uchybienia, ponieważ "Hoss" nie został poinformowany o posiedzeniu aresztowym i "nie miał możliwości przekonać sąd do innej decyzji". 

"Hoss" wymyślił metodę na wnuczka

Wyrok w sprawie "Hossa" zapadł we wtorek 3 sierpnia 2019 roku w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Proces w sprawie "króla mafii wnuczkowej" toczył się przez ponad dwa lata. Zdaniem śledczych to właśnie "Hoss" w latach 90. wymyślił metodę na wnuczka - oszukiwał samotnych seniorów mieszkających w Niemczech, Luksemburgu i Szwajcarii. Wraz ze wspólnikami typował ich imiona i dane kontaktowe z książki telefonicznej, a następnie dzwonił i podawał się za dalekiego krewnego, który potrzebuje pieniędzy. Na ławie oskarżonych zasiadł razem ze swoim bratem Adamem P.

Autorka książki o "mafii wnuczkowej" opowiada: "Hoss" żył niczym król. Dorobił się milionów oszukując starszych ludzi

"Hoss" skazany na 7 lat więzienia. Z sali okrzyk "Don't worry, be happy"

Jak informuje "Głos Wielkopolski", Arkadiusz Ł. ("Hoss") został skazany na 7 lat więzienia, a jego brat Adam P. - na 6 lat więzienia. Sąd uznał, że obaj działali w zorganizowanej grupie przestępczej, a z oszukiwania osób starszych uszynili sobie stałe źródło dochodu. Jak wskazywali oskarżyciele, "Hoss" wyłudził łącznie półtora miliona złotych i biżuterię o wartości pół miliona.

Sąd zdecydował, że obaj skazani muszą też pokryć koszty sądowe. Podczas procesu prokurator domagał się 8 lat pozbawienia wolności dla "Hossa" i 7 lat dla jego brata. Obrońca chciał uniewinnienia obu mężczyzn. "Hoss" wychodząc z sali powiedział dziennikarzom, że jest niewinny. Gdy opuszczał salę, jedna z jego krewnych krzyknęła w jego stronę "Don't worry, be happy"- relacjonował wówczas "Głos Wielkopolski". 

Zatrzymanie "Hossa"

Arkadiusz Ł. pierwszy raz trafił w ręce policji w lutym 2017 roku. Zatrzymano go wówczas na warszawskiej Woli. Prokuratura domagała się dla niego aresztu, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów zdecydował, że wystarczy dozór policji. Mężczyzna się z niego nie wywiązywał, więc wystawiono za nim list gończy. W ujęcie go zaangażowali się policjanci z zespołu "łowców cieni". Drugi raz "Hoss" został zatrzymany na warszawskim Żoliborzu w połowie marca 2017 roku.

Więcej o: