COVID-19 może przeciążyć szpitale. Ten wykres pokazuje, co nam dają środki zaradcze i izolacja

Władze kolejnych krajów przyznają, że rozprzestrzenianie się koronawirusa może być nieuniknione. Jednak ograniczenia poruszania i inne środki zaradcze spowolnią to, co może mieć kluczowe znaczenie. Nagły wybuch epidemii przeciąży system opieki zdrowotnej - w Lombardii już teraz pacjenci wymagający intensywnej terapii leżą na łóżkach w korytarzach szpitali.
Zobacz wideo Zobacz wideo: Minister zdrowia odpowiada na pytania widzów w sprawie koronawirusa

Koronawirus rozprzestrzenia się w kolejnych krajach krajach poza Chinami. Największe są ogniska choroby we Włoszech, Iranie i Korei Południowej, ale przypadki zakażeń stwierdzono w prawie wszystkich krajach Europy, w tym w Polsce. Władze zachęcają do zachowania środków ostrożności, wprowadzane są ograniczenia m.in. dla imprez masowych czy podróżowania. 

Reagujemy na to na różne sposoby. Część ludzi wpada w panikę, w sklepach wykupywane są mydła czy jedzenie, niektóre osoby decydują się na noszenie maseczek, choć eksperci powtarzają o ich nieskuteczności dla "zwykłych" użytkowników. Inni przekonują, że zupełnie nie ma czym się martwić, COVID-19 niczym nie różni się od grypy, a ograniczenia są bez sensu, bo z czasem i tak większość ludzi może się zakazić. 

Jedna i druga postawa jest wbrew rekomendacjom ekspertów. Ale tym, co najlepiej pokazuje sens nawet daleko idących środków ostrożności jest wykres pokazujący zagrożenie załamaniem się systemu opieki zdrowotnej. Władze niektórych państw przyznają, że najpewniej wirus będzie się rozprzestrzeniał. Przedstawiciele Narodowej Służby Zdrowia Wielkiej Brytanii ogłosili, że epidemia w kraju jest "prawdopodobna". Tym, co możemy - i powinniśmy - zrobić wg niektórych ekspertów jest "spłaszczenie krzywej" zachorowań. O co chodzi?

Nasze decyzje przełożą się na to, ile osób straci życie przez wirusa

Prof. Carl T. Bergstrom z Uniwersytetu Waszyngtońskiego opublikował w niedzielę wykres pokazujący dwa scenariusze rozprzestrzeniania się koronawirusa. Z dotychczasowych danych wynika, że rozszerza się on bardziej niż grypa sezonowa. Pierwszy scenariusz zakłada brak środków kontrolnych, takich jak mycie rąk, ograniczenia w podróżowaniu, zgromadzeniach itd. Przypadków przybywa w nim szybko. W drugim scenariuszu ostatecznie i tak wiele osób zostaje zakażonych, ale jest to znacznie spowolnione i rozłożone w czasie. Czym się różnią? Skutkami na systemu opieki zdrowotnej. Choć zdecydowana większość zakażonych łagodnie przechodzi chorobę, to część wymaga hospitalizacji. W pierwszym scenariuszu gwałtowny wzrost zakażeń oznacza przeciążenie szpitali i potencjalną zapaść systemu opieki zdrowotnej. Mogłoby zabraknąć łóżek, sprzętu i personelu do opieki nad chorymi na COVID-19, a także na cierpiącymi na inne choroby. Z takim wyzwaniem mierzą się już teraz szpitale w Lombardii.

Zatem - pisze prof. Bergstrom - by uniknąć takiej sytuacji, musimy podjąć środki zaradcze i "spłaszczyć krzywą" rozprzestrzeniania się wirusa. "Kroki, które podejmiemy indywidualnie i jako społeczności, zdecydują o trajektorii epidemii. A to przełoży się na liczbę osób, które stracą życie. To nie tylko kwestia chronienia samego siebie. Chodzi o ochronienie wrażliwych osób wokół nas" - napisał. 

embed

Prof. mikrobiologii Siouxsie Wiles opublikowała na Twitterze grafikę, obrazującą jak dwa różne podejścia do rekomendacji specjalistów przekładają się na krzywą zachorowań. "To niczym nie różni się od grypy" - takie podejście może skutkować scenariuszem gwałtownego wzrostu i przeciążenia systemu opieki zdrowotnej. Postawa, która pomoże nam poradzić sobie z koronawirusem to "nie panikujmy, ale bądźmy ostrożni". Myj ręce, nie dotykaj twarzy, zostać w domu, jeśli chorujesz - to podstawowe rekomendacje.

Lombardia: intensywna terapia na korytarzach, system "na krawędzi"

Włochy są największym ogniskiem koronawirusa poza Azją i podjęły najbardziej ostre środki zaradcze, włącznie z ograniczeniem podróżowania dla kilkunastu milionów obywateli. To, jak poważna jest sytuacja, opisał w rozmowie z "Corriere della Sera" Antonio Pesenti, koordynator jednostki kryzysowej ds. intensywnej terapii w regionie Lombardii. Mikołaj Sinica z Porozumienia Rezydentów opublikował tłumaczenie rozmowy na język Polski, by pokazać, dlaczego musimy się przygotować na rozwój epidemii. 

Pesenti powiedział, że system opieki zdrowotnej w Lombardii - "jeden z najlepszych na świecie" - jest na krawędzi załamania. - Jeśli ludzie nie zrozumieją, że muszą zostać w domach, to sytuacja stanie się katastrofalna - powiedział. Według jego szacunków wymagane jest zwiększenia liczby stanowisk reanimacyjnych nawet dziesięciokrotnie. Spodziewa się, że że do 26 marca w Lombardii liczba przyjętych pacjentów wzrośnie do 18 tys., z czego około 3000 będzie wymagało intensywnej terapii.

- Już dziś mamy ponad tysiąc pacjentów przebywających na intensywnej terapii i tych, którym z minuty na minutę grozi pogorszenie się sytuacji. Monitorujemy sytuację 24 godziny na dobę. (...) Jesteśmy teraz zmuszeni do prowadzania intensywnej terapii na korytarzach, salach operacyjnych, salach wybudzeń

- powiedział. Problemem są także braki sprzętu i presja na personel. Zakażeni pacjenci muszą być oddzieleni od innych, a lekarze i pielęgniarki muszą stosować odzież ochronną i inne zabezpieczenia. Praca w kombinezonach jest utrudniona, pracownicy medyczni są spoceni i zmęczeni po kilku godzinach.

Lekarz podkreślił, że zagrożeni będą nie tylko chorzy na COVID-19, ale i wielu innych pacjentów. - Jak dotąd w Lombardii karetki zawsze przyjeżdżały w 8 minut. Teraz jest ryzyko, że nie dotrą w ciągu godziny.To ogromne zagrożenie dla tych, którzy mają atak serca, i nie tylko - powiedział.