Fałszywy ksiądz brał 1,5 tys. euro za legalizację pobytu obcokrajowców. Robił z nich zakonników

Ojciec Leonard Kokosa, fałszywy ksiądz, pomagał obcokrajowcom w legalizacji ich pobytu. Za 1,5 tys. euro robił z nich zakonników lub studentów seminarium. - Niebezpieczni są tak, jak każda sekta - mówi o nim jeden z dominikanów.

Jak podaje "Wprost", w Warszawie fałszywy ksiądz pomaga w legalizacji pobytu obcokrajowców. Ojciec Leonard Kokosa podaje się za prowincjała Joannitów, czyli Zakonu św. Jana Jerozolimskiego. O jego działalności imigranci dowiadują się pocztą pantoflową. Ten robi z nich braci i siostry w zakonie, który nie istnieje oraz studentów prowadzonego przez niego seminarium duchownego. Nigdy jednak nie uczestniczyli oni w żadnych zajęciach. Jak pisze "Wprost", pomoc fałszywego księdza kosztuje 1,5 tys. euro.

Wskazane seminarium pozostaje poza systemem szkolnictwa wyższego i nauki oraz poza nadzorem ministra. Nie jest również wpisane do Systemu informacji o nauce i szkolnictwie wyższym POL-on

- informuje "Wprost" Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Natomiast Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podaje, że od stycznia 2011 roku Suwerenny Zakon św. Jana Jerozolimskiego został wykreślony z rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych przez Departament Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych MSWiA.

Przy legalizowaniu pobytu obcokrajowców w Polsce Leonard Kokosa powołuje się na wpływy u ważnych urzędników, np. na znajomość z Agatą Ewertyńską, która jest dyrektorką Wydziału Spraw Cudzoziemców w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim. Ta twierdzi, że Kokosy nie zna i nigdy nie wysyłała do niego żadnych informacji.

Jak ustalił "Wprost", do Wydziału Spraw Cudzoziemców wpłynęło 12 wniosków z adresem nieistniejącego zakonu Kokosy. Ewertyńska zapowiedziała, że w ich sprawie powiadomi Straż Graniczną.

Zobacz wideo Straż graniczna ściga szmuglerów

"Niebezpieczni są tak, jak każda sekta"

Ojciec Leonard naprawdę nazywa się Lech Zbigniew Kokosa. 72-latek jest byłym księdzem Kościoła Polskokatolickiego. Święcenia przyjął w 1971 roku. Służył w Radomiu, Kielcach, Tarnowie i Berlinie Zachodnim. Później wyjechał do Nowego Jorku.

Został zawieszony tuż po powrocie ze Stanów, gdzie pracował w Polskim Narodowym Kościele Katolickim

- tłumaczy ks. Jerzy Bajorek, rzecznik prasowy Kościoła Polskokatolickiego. Nie wiadomo jednak, dlaczego Kokosa został zawieszony. Jego teczka zaginęła. W 1993 roku złożył śluby zakonne klasztoru joannitów niemaltańskich. Sam o sobie mówił, że zajmuje się bioenergoterapią, zielarstwem i uzdrawianiem "przez miłość Bożą".

W 2005 roku Kuria Metropolitalna we Wrocławiu ostrzegała wiernych przed działalnością fałszywego księdza, który bez wiedzy Arcybiskupa Metropolity Wrocławskiego założył Instytut Jerozolimski pod wezwaniem św. Jana Umiłowanego Ucznia Pańskiego. Kokosa odprawiał msze i pobierał datki od wiernych. Twierdził, że z kurią kontaktować się nie musi, bo nie jest od niej zależny.

Niebezpieczni są tak, jak każda sekta

- powiedział ojciec Tomasz Franc z Dominikańskiego Centrum ds. Sekt i Zagrożeń Duchowych. Jak dodał, oszust rozprowadzał mieszanki ziół z gotowych produktów, dostępnych w każdej aptece.

Kokosa zniknął

Kilka dni przed publikacją materiału na temat poczynań fałszywego księdza, na stronie zakonu pojawił się komunikat, że osoby podające się za dziennikarzy rozsyłają sms-y do studentów seminarium, dlatego sprawa zostanie skierowana do prokuratury, ponieważ "narażają oni dobre imię zakonu". Jak dodano, "ani zakon, ani żaden z jego członków nie załatwia wiz do Polski", a jedynie "daje schronienie młodym ludziom, którzy pragną pogłębiać wiarę, aby stać się misjonarzami Chrystusa w swoich ojczystych krajach".

Jednocześnie Kokosa zniknął - nie odbiera telefonów, nie odpowiada na sms-y.

Proszę zadzwonić do Belzebuba, on udzieli informacji. Będziecie nękać, zawiadomię policję. O. Bogdan

- napisał do dziennikarzy współpracownik fałszywego księdza.

Więcej o: