Tragedia w Bukowinie Tatrzańskiej. Zarzuty dla inwestora, który postawił budę w pobliżu stoku

Zarzut popełnienia samowoli budowlanej usłyszał inwestor wypożyczalni na stoku w Bukowinie Tatrzańskiej - przekazała zakopiańska prokuratura. W poniedziałek na Rusińskim Wierchu dach prowizorycznej budki spadł na turystów i spowodował śmierć trzech turystek z Warszawy. Inwestor złożył wyjaśnienia, ale prokuratura nie wystąpiła o areszt.

Prokuratura w Zakopanem poinformowała o postawieniu zarzutu popełnienia samowoli budowlanej inwestorowi wypożyczalni na stoku narciarskim w Bukowinie Tatrzańskiej. Jak przekazano, inwestorem okazał się dzierżawca terenu, na którym stała prowizoryczna budka. Była ona zrobiona z naczepy tira obitej deskami, a dach, który oderwał się i śmiertelnie ranił 52-letnią kobietę i jej dwie córki w wieku 15 i 21-lat, był przykręcony pięciocentymetrowymi śrubami. Inspektor Nadzoru Budowlanego już wcześniej poinformował, że była to samowola budowlana.

Bukowina Tatrzańska. Inwestor usłyszał zarzut samowoli budowlanej

Prokuratura przekazała, że inwestor, który usłyszał zarzut samowoli budowlanej, to osoba prywatna. - To mieszkaniec Podhala, nie chciałabym ujawniać żadnych innych danych na początkowym etapie - przekazała szefowa Prokuratury Rejonowej w Zakopanem Barbara Bogdanowicz. Za samowolę budowlaną (przestępstwo z art. 90 prawa budowlanego) inwestorowi grozi kara grzywny lub więzienia do lat 2. Śledczy nie wykluczają, że zostaną mu postawione kolejne zarzuty, m.in. ten dotyczący nieumyślnego spowodowania śmierci trzech osób oraz uszkodzenia ciała czwartej ofiary (16-latka, który po zdarzeniu wciąż przebywa w szpitalu).  

Inwestor zgłosił się do prokuratury dobrowolnie. Nie wnioskowano o areszt, ale zastosowano wobec niego środki zapobiegawcze - dozór policyjny, zakaz opuszczania kraju i poręczenie majątkowe. - Złożył wyjaśnienia, teraz będziemy je weryfikować - powiedziała prok. Bogdanowicz. Jak dodała, przesłuchana została już część świadków, m.in. mąż i ojciec ofiar.

Zanim dach uderzył w grupę turystów, przeleciał w powietrzu prawie 60 metrów. Potwierdzają się wcześniejsze informacje, że oprócz czterech osób, które zostały przygniecione przez dach, w bezpośrednim zagrożeniu znajdowała się jeszcze dwójka innych turystów, którzy zdążyli odskoczyć. Jeden z mężczyzn zaraz po zdarzeniu opowiadał: "Kątem oka zobaczyłem, że cała czasza z tego pawilonu unosi się i zaczyna lecieć w naszą stronę. sam upadłem. To był odruch. Poleciało mi to po głowie. (...) Żona znajomego i dwie córki dostały po plecach tą całą kopułą, a to jest uderzenie takie jakby tir przy prędkości 80 km/h wjechał".

- To jest początek śledztwa, na razie na tym etapie możemy powiedzieć o jeszcze dwóch osobach, które [oprócz ofiar - red.] były w bezpośrednim zagrożeniu i gdyby nie podjęły swoich działań, to mogły być również ofiarami - mówiła na konferencji prasowej prokurator Bogdanowicz.

Więcej o: