Bukowina Tatrzańska. Prokuratura ma nagrania z uderzenia dachu w ofiary. "To nie miało prawa funkcjonować"

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem zajmuje się badaniem przyczyn tragedii, do której doszło w poniedziałek 10 lutego na stoku narciarskim w Bukowinie Tatrzańskiej. Śledczy zbierają materiały dowodowe, wśród których znajduje się m.in. nagranie z momentu uderzenia konstrukcji dachu w turystów.
Zobacz wideo

Jak podaje RMF FM dach przeleciał w powietrzu prawie 60 metrów, zanim uderzył w turystów znajdujących się przy zaparkowanym samochodzie. Potem dach rozpadł się na trzy części i zatrzymał dopiero po 130 metrach. Prokurator Jacek Dyka przekazał, że ze wstępnych oględzin wynika, że bezpośrednią przyczyną śmierci ofiar było naruszenie rdzenia kręgowego i wewnętrzne urazy twarzoczaszki.

Prokuratura zbiera dowody w sprawie tragedii w Bukowinie Tatrzańskiej. Nie żyje matka i jej dwie córki

Prokuratura zajmuje się gromadzeniem materiału dowodowego. Jednym z ważniejszych dowodów w sprawie będzie nagranie z monitoringu. - Widać moment nie tyle zerwania z tej budki dachu, ale moment uderzenie w te osoby - przekazał Jacek Dyka.

Śledczy ustalili także kto był dzierżawcą terenu, jednak szczegóły nie są ujawniane ze względu na dobro śledztwa. Wypożyczalnia, z której wiatr zerwał dach, znajdowała się w tzw. wozie Drzymały. Zrobiona była z naczepy tira obitej deskami. Najprawdopodobniej była to samowola budowlana.

- To były krokwie prowizorycznie zrobione. Maksymalne mocowania to były na poziomie gwoździ, wkręty na poziomie długości 5 cm. Nie chcę żartować, ale to nie była solidna konstrukcja. Dla laika - jak moja osoba - nie trzeba tu biegłego, by stwierdzić, że to nie miało prawa funkcjonować - ocenił prokurator. Jak podaje RMF FM we wtorek rozpoczęła się rozbiórka wypożyczalni.

Śledztwo ma wykazać, kto odpowiada za wykonanie wadliwej konstrukcji wypożyczalni oraz samowolne postawienie tego budynku. Przypominamy, że wczoraj zerwany przez wiatr dach wypożyczalni sprzętu narciarskiego uderzył w cztery osoby. W wyniku zdarzenia śmierć poniosły 52-letnia kobieta i jej dwie córki w wieku 15 i 21 lat.

Więcej o: