Tragedia w Bukowinie Tatrzańskiej. Prokurator: Poszkodowani mieli odjechać ze stoku

Prokuratura ma podjąć decyzję dotyczącą śledztwa w sprawie tragicznego wypadku w Bukowinie Tatrzańskiej. Zerwany przez wichurę dach zabił dwie osoby i ranił dwie kolejne. Jedna z nich w poniedziałek wieczorem zmarła w nowotarskim szpitalu. Prokurator Jacek Dyka poinformował, że poszkodowani przyjechali z Warszawy i byli pierwszy dzień na stoku.

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem zajmie się katastrofą, do której doszło na stoku w Bukowinie Tatrzańskiej. Z wypożyczalni sprzętu na Rusińskim Wierchu zerwany przez silny wiatr dach budynku przygniótł cztery osoby. Dwie osoby zginęły na miejscu - 15-letnia dziewczyna i jej 52-letnia matka. Poszkodowani zostali także druga córka kobiety - 21-latka oraz 16-latek, oboje trafili do szpitali: w Nowym Targu oraz w Zakopanem. Jak się okazało w poniedziałek wieczorem, 21-latka także zmarła.

 - Stan kobiety jest bardzo ciężki, a rokowania niepomyślne - mówił wcześniej w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim" dyrektor Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Targu, Marek Wierzba.

Tragedia w Bukowinie Tatrzańskiej. Poszkodowani mielili odjechać ze stoku

Prokurator Jacek Dyka z zakopiańskiej prokuratury w rozmowie z dziennikarzami na miejscu tragedii powiedział, że prawdopodobnie jeszcze w poniedziałek zapadnie decyzja prokuratury dotycząca zakresu jej prac i wszczęcia śledztwa. W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że śledczy zajmą się kwestią bezpośredniego narażenia na utratę zdrowia i życia osób, które korzystały z tego miejsca. Ustalane ma być także to, kto stworzył "wadliwą" konstrukcję budynku oraz kto był inwestorem i dzierżawcą. 

Rzeczniczka prasowa Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego poinformowała w rozmowie z Gazeta.pl, że dopiero we wtorek będzie w stanie udzielić informacji dot. budynku. W mediach pojawił się spekulacje, że może to być samowola budowlana.  

- Mamy tutaj zaniechanie inwestora w zakresie zabezpieczania - dodał Jacek Dyka. Poinformował, że we wtorek może zostać przeprowadzona sekcja zwłok ofiar. Podkreślił, że możliwe, że za osoby pokrzywdzone uznane zostaną nie tylko te, w które uderzył dach, ale każdy, kto w tym momencie przebywał na stoku - gdyż potencjalnie wszyscy mogli być narażeni na utratę zdrowia lub życia. 

Prokurator powiedział, że do tragicznego wypadku doszło w momencie, kiedy narciarze - rodzina z Warszawy - kończyli wizytę na stoku i mieli wkrótce odjechać. Wyciąg był wtedy zatrzymany, zdążyli nawet schować swój sprzęt narciarski do samochodu. Poszkodowani przyjechali do Bukowiny w sobotę i był to pierwszy dzień, kiedy wybrali się na stok.

W nocy z niedzieli na poniedziałek w Tatrach wiał bardzo silny wiatr. Jego prędkość na szczytach dochodziła do 105 kilometrów na godzinę.

Więcej o: