F-35 czeka los F-16? Gen. Skrzypczak: USA sprzedają sprzęt za bajońskie sumy, a potem martwi się odbiorca

Rząd odtrąbił sukces, finalizując zakup F-35 od Amerykanów - gen. Waldemar Skrzypczak w rozmowie z Gazeta.pl samej transakcji nie krytykuje, ale wskazuje na jeden kluczowy warunek do spełnienia. - Trzeba oczekiwać od polityków, że F-35 nie podzieli losu F-16. Wszystko zależy od serwisu maszyn - zaznacza. Przestrzega zresztą przed typową "zagrywką" USA w takich sytuacjach: - Najpierw sprzedają sprzęt za bajońskie sumy, a potem martwi się odbiorca.

W Dęblinie oficjalnie podpisano umowę na zakup myśliwców F-35A od Amerykanów - wszystko w obecności prezydenta, premiera, szefa MON, ambasadorki USA w Polsce oraz przedstawiciela producenta samolotu z Lockheed Martin.

F-35 to myśliwce piątej generacji, a 32 maszyny (plus pakiet logistyczny, czyli części zamienne, oraz szkoleniowy) kosztować będą budżet 4,6 miliarda dolarów. Cenę jednego samolotu MON wylicza na 87,3 mln dolarów netto.

>>> Tak prezentuje się F-35 - amerykański myśliwiec 5. generacji

Zobacz wideo

Gen. Waldemar Skrzypczak, w przeszłości m.in. wiceminister obrony, w rozmowie z Gazeta.pl zaznacza, że trudno jest krytykować sam fakt zakupu wielozadaniowych maszyn dla polskiego lotnictwa, ale nie wolno ignorować całej otoczki wokół kontraktu.

Czytaj więcej: Umowa na zakup 32 myśliwców F-35 podpisana

- Nie ma wątpliwości, że to jeden z najnowocześniejszych myśliwców na świecie. Teraz jednak należy oczekiwać od polityków, że zadbają, że F-35 nie podzieli losu F-16 - tłumaczy gen. Skrzypczak.

Onet: Dwa F-16 skasowane, inne działają jako "dawcy"

Wspomnienie o "losie F-16" jest nieprzypadkowe: te myśliwce też kilkanaście lat temu kupowano od Amerykanów, także obwieszczając sukces i rewolucję w wojsku powietrznym.

Tymczasem w dniu podpisania umowy na F-35 Onet poinformował, że na stanie polskich Sił Powietrznych jest już tylko 46 myśliwców F-16. Dwie maszyny zostały skasowane, a niektóre nie latają, ponieważ wykorzystano je jako "dawców części" dla innych myśliwców.

- Stąd też obowiązkiem polskich polityków staje się też dopilnowanie tego, by Amerykanie pomogli w odtworzeniu zdolności bojowej F-16 w Polsce, ponieważ w tej chwili jej nie mają - mówi gen. Skrzypczak.

"To typowe dla USA. Sprzedać za bajońskie sumy, a potem martwi się odbiorca"

Były wiceminister zaznacza przy tym, że F-16 to popularny na świecie myśliwiec, przez co na części zamienne do niego czeka się długo, a Amerykanie najpierw produkują je na swoje potrzeby. Jak kwituje:

To jest typowe dla USA, to trwa od kilku lat, to nic nowego. Najpierw sprzedają sprzęt za bajońskie sumy, a potem martwi się odbiorca.

Czy scenariusz z F-16 może się powtórzyć? Gen. Waldemar Skrzypczak podkreśla, że w przyszłości wszystko rozbije się o serwis tych maszyn.

Taką decyzję o zakupie samolotów podjął rząd, o to nie można się kłócić, ale wszystko zależy od serwisu. Teraz należałoby dopilnować, by Amerykanie zbudowali centrum serwisowe w Polsce, by na miejscu te samoloty utrzymywać. Tego należy oczekiwać od polityków, to zadanie dla nich. Lockheed Martinowi też powinno zależeć, by nie skompromitować się przed polską opinią publiczną

- podkreśla. Kluczowy będzie też termin dostarczenia myśliwców - według MON pierwsze mają pojawić się w Polsce za cztery lata, w 2026 roku. Przez ten czas Siły Powietrzne będą zmagać się z bolączkami znanymi od lat: problematyczne, postradzieckie MiG-29 i Su-22 oraz też powoli starzejące się F-16. Gen. Skrzypczak widzi jeszcze jeden problem: po wycofaniu np. MiG-ów w ciągu kilku lat Siły Powietrzne będą miały do dyspozycji wyłącznie samoloty ofensywne F-16 i F-35.

- To będzie oznaczało, że zabraknie samolotów, które by je osłaniały. W dodatku nie mamy systemu obrony powietrznej, która zapewniłaby im ochronę - wylicza kolejne kierunki modernizacji wojsk powietrznych.

"Teraz dopłacamy". Gen. Skrzypczak o cenie za F-35

W kontekście zakupu F-35 wielokrotnie przywoływany jest argument, że Polska za te myśliwce przepłaciła, ponieważ mniej płacili za nie Belgowie, Brytyjczycy czy Duńczycy. Sprawa jest bardziej skomplikowana: Polska nie była członkiem amerykańskiego programu, przez nie może - w przeciwieństwie do innych państw - korzystać ze swoistych ulg czy rabatów. Dlatego ceny są inne dla każdego z krajów. Gen. Skrzypczak wyjaśnia:

Niechętnie wchodzimy w inne programy, choć wojskowi wyrażają dla nich aprobatę. Teraz po prostu za to dopłacamy.
Więcej o: