Koronawirus równie groźny jak grypa? Prof. Lidia Brydak: Śmiertelność jest prawie na tym samym poziomie

- Śmiertelność z powodu grypy i koronawirusa jest prawie na tym samym poziomie, między jednym procentem a dwoma procentami - mówi w rozmowie z Gazeta.pl profesor Lidia Brydak, kierowniczka Krajowego Ośrodka ds. grypy. - Po pierwsze - nie panikujmy. Higiena przede wszystkim. Kluczowe jest bardzo częste mycie rąk - nie żadnymi wynalazkami, tylko po prostu mydłem - dodaje.

Koronawirus z Chin rośnie w siłę i dotychczas doprowadził do śmierci 132 osób na całym świecie. Do polskich szpitali trafiło już kilkunastu pacjentów, u których podejrzewano zakażenie, ale w każdym z przypadków alarm okazał się fałszywy. O tym, czy należy bać się koronawirusa i na ile może on być podobny do znanego nam wirusa grypy, rozmawiamy z profesor Lidią Brydak.

>>> MSZ o koronawirusie: Wszystkie granice, wszystkie punkty wejścia na terytorium Polski są monitorowane 

Katarzyna Nowak, Gazeta.pl: Minister Zdrowia przyznał, że najprawdopodobniej pojawienie się koronawirusa w Polsce jest wyłącznie kwestią czasu. Powiedział także, że nie powinniśmy panikować i nie ma powodów, by niepokoić się bardziej niż w przypadku cięższych odmian grypy, które co sezon szaleją w kraju. Co to oznacza? 

Profesor Lidia Brydak, kierowniczka jednego ze 149 na świecie Krajowych Ośrodków ds. Grypy i szefowa Zakładu Badania Wirusów Grypy przy Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego: Chciałabym zwrócić uwagę, że my, Polacy, lekceważymy infekcje związane z grypą. Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia w świecie rocznie umiera od 290 do 650 tysięcy osób z powodu powikłań pogrypowych. U dzieci mamy zachorowalność na poziomie 20 do 30 procent, u dorosłych zachorowalność wynosi od pięciu do 10 procent, a trzech do pięciu milionów stanowią przypadki ciężkich powikłań pogrypowych. 

Grypa też nie musi posiadać biletu lotniczego ani wizy. Przechodzi przez bramki i nie jest po prostu wykrywalna. Atakuje bez względu na wiek i przynależność polityczną. Mamy leki antygrypowe, ale one służą do leczenia, a nie do profilaktyki. W przypadku grypy mamy szczepionki [szczepionki na koronawirusa jeszcze nie opracowano - red.], a mimo to procent zaszczepienia populacji w Polsce jest na skandalicznie niskim poziomie - wynosi jedynie czterech procent, co jest pożałowania godne. Moim zdaniem wszystkie osoby, które wyjeżdżają za granicę - bez względu do jakiego kraju - oraz te, które jeszcze się nie zaszczepiły, powinny się w Polsce zaszczepić przeciwko grypie. Jesteśmy w trakcie sezonu infekcji grypowych, a szczyt zachorowań dopiero nadejdzie. 

W jakim czasie mogą wystąpić powikłania pogrypowe, które są uważane za najgroźniejsze? 

Jeżeli jest to osoba z grupy podwyższonego ryzyka, to te powikłania są w ciągu bardzo krótkiego czasu. Osoby z grupy podwyższonego ryzyka to osoby np. te, które leczą się lekami immunosupresyjnymi, które są po transplantacji narządów, które są po zawałach, zatorowości płucnej itd. Osoby z grup podwyższonego ryzyka powinny absolutnie się szczepić, podobnie jak powinno szczepić się zdrowe dzieci od szóstego miesiąca życia i kobiety w ciąży. Jeszcze w 1957 roku, kiedy doszło do drugiej pandemii XX wieku, pandemia grypy azjatyckiej w Anglii zabiła ponad dwa tysiące kobiet w ciąży; wiele tych, które przeżyło, urodziło martwe płody [łącznie zmarło wówczas od miliona do czterech milionów osób - red.]. I odtąd Anglicy szczepią kobiety w ciąży, a u nas jest nadal potworny opór. Nieuzasadniony, bo nie ma takiej możliwości, że fragment wirusa grypy [w szczepionce - red.] mógłby wywołać powikłania. Owszem, może być odczyn alergiczny, ale alergię wykazują testy. Bezwzględnie należy się szczepić. 

Koronawirus z Chin nie jest jeszcze dobrze zbadany, ale pojawiła się już informacja, że osoba zakażona może przekazywać wirusa dalej, gdy jeszcze nie ma objawów.  

Nawet do 14 dni. Ale to nie pierwszy przypadek tego typu. Gdy doszło do rozpętania histerii z powodu świńskiej i ptasiej grypy, to Światowa Organizacja wydała wtedy 10 złotych reguł, które dokładnie pokrywają się z obecną sytuacją. Jeśli chodzi o Chiny - jak się jest w mieście, gdzie występuje zagrożenie, to unika się targów, nie dotyka się padłych zwierząt itd. Ale przede wszystkim: higiena, higiena i jeszcze raz higiena. Kluczowe jest bardzo częste mycie rąk - nie żadnymi wynalazkami, tylko po prostu mydłem. Jak kichamy, to nie w ręce, bo potem możemy dotknąć do twarzy. 

Zarówno grypa, jak i koronawirus, charakteryzują się pojawieniem wysokiej temperatury powyżej 38 stopni, trudnościami w oddychaniu, dusznością, kaszlem. Osoby, które mają takie objawy, powinny zgłosić się do szpitali zakaźnych.

Nasze szpitale są przygotowane na tę sytuację i na pojawienie się w nich osób zakażonych koronawirusem? 

Na początku trzeba odróżnić, czy to jest grypa, czy koronawirus. Ministerstwo poinformowało, że w czwartek do Polski mają zostać sprowadzone tzw. primery umożliwiające szybkie potwierdzenie bądź wykluczenie wirusa. W razie czego mamy też laboratorium w sąsiedztwie, w Berlinie, gdzie wyślemy te materiały. Po pierwsze - nie panikujmy. Ja się zgodzę z panem profesorem Andrzejem Horbanem, Konsultantem Krajowym w Dziedzinie Chorób Zakaźnych, że obecnie śmiertelność z powodu grypy i koronawirusa jest prawie na tym samym poziomie - między procentem a dwoma [Z najnowszych danych przekazanych przez doktora Pawła Grzesiowskiego wynika, że śmiertelność koronawirusa wynosi już od dwóch do trzech procent - red.]. 

Czyli profilaktyka przy grypie i przy koronawirusie jest taka sama - jeśli jesteśmy zdrowi, to przede wszystkim zachowujemy higienę. 

Tak. A wszystkie osoby - i wyjeżdżające, i niewyjeżdżające - powinny się zaszczepić przeciwko grypie, żeby ich organizm mógł wytworzyć przeciwciała i zapobiegać infekcji.

Przeczytaj także: Uciekinier z laboratorium, który wkrótce zawędruje do Polski? Siedem rzeczy, które trzeba wiedzieć o nowym koronawirusie z Chin

***

Lidia Brydak jest profesorem w Katedrze Mikrobiologii i Immunologii Uniwersytetu Szczecińskiego.  Zawodowo związana jest z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego - Państwowym Zakładem Higieny, gdzie jest głównym specjalistą i kierownikiem Krajowego Ośrodka ds. Grypy. Jako wirusolog specjalizuje się w zagadnieniach związanych z grypą. W 2010 roku została odznaczona przez Bronisława Komorowskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Więcej o:
Komentarze (108)
Koronawirus równie groźny jak grypa? Prof. Lidia Brydak: Śmiertelność jest prawie na tym samym poziomie
Zaloguj się
  • astachanowicz

    Oceniono 14 razy 12

    Za kilka miesięcy będzie można oszacować, jaki jest odsetek śmiertelnych ofiar. Na razie: "jesteśmy przygotowani, silni, zwarci i gotowi".... czyli nie mamy nawet testów wykrywających wirusa... Polska - bananowa dyktatura z kartonu :-(

  • krzysiozboj

    Oceniono 16 razy 10

    Tylko jak się liczy te 1-2% ? Mamy ok 6 tys chorych, ok 130 zgonów i ok 100 którzy wyszli z choroby. Nie za szybko załozono, że te 6 tys prawie w całości wyzdrowieje i zgonów będzie 1-2% całości?

  • pytaniepomocnicze

    Oceniono 21 razy 7

    133 ofiary śmiertelne, 126 wyzdrowiało. 6000 w ciężkim stanie liczy, że przeżyją. Ta kobieta to naprawdę przykład niekompetentnej kretynki.

  • known2own

    Oceniono 13 razy 7

    Jesli zachorowalnosc (czyli nowe przypadki/populacje) bylaby na podanym przez pania Profesor poziomie, to mielibysmy w Polsce ok. 75tys. zgonow na grype rocznie. Co oczywiscie nie jest prawda. Chyba, ze to tzw. pisowski kierownik i pomylil zachorowalnosc i chorobowosc.

  • lichwiarska_szmata

    Oceniono 27 razy 7

    Grypa i śmiertelność 2%? Tę panią chyba Bóg opuścił. Gdyby tak było, to przyczyną kilkunastu procent zgonów byłaby grypa. A w zedzłym roku powinno na nią umrzeć 60 tysięcy Polaków (2% z 3 milionów). A umarło 100 osób. Ja to widzę tak: albo ta pani nie miała w szkole matemayki, albo nagania. Na szczepionki.

  • nemo123

    Oceniono 8 razy 6

    Pani Brydak pewnie sie zna na wirusach, ale gdy probuje podac liczby staje sie ... malo precyzyjna. Twierdzi, ze:
    -grypa i koronawirus maja podobna smiertelnosc 1-2 procent
    - na grype choruje zaleznie od wieku od 5 do 30%
    - co roku na grype umiera 290-650 tys. ludzi.

    Niestety ale te 3 fakty nie zgadzaja sie.
    Jezeli na grype choruje chociaz 5% i smiertelnosc wynosi chocby "tylko" 1% to:
    - choruje 5% z 7mld = 350mln
    - umiera 1% z 350mln = 3,5mln
    Co zupelnie nie zgadza sie z podanym trzecim faktem.
    Pani Profesor powinna unikac podawania publicznie danych, ktorych nie przemyslala, bo staje sie niewiarygodna.

  • wenge1

    Oceniono 8 razy 6

    Troszkę naciągana ta wypowiedź pani profesor. Śmiertelność na wskutek powikłań przy grypie sezonowej to 0,1- 0,5 % i w 90% dotyczy osób po 60 roku życia: //rcb.gov.pl/grypa-w-sezonie-epidemicznym-2018-2019-w-polsce-i-europie/ Porównanie do koronawirusa w typie "to praktycznie to samo" nie przystoi naukowcowi. Zgoda, można powiedzieć podobnie zaraźliwa i 20x bardziej niebezpieczna.

  • kamila3345

    Oceniono 18 razy 6

    Śmiertelność grypy 2%?!!! Boże broń nas przed polskimi profesorami. Oznaczałoby to kilkadziesiąt tysięcy zgonów rocznie

  • idonea

    Oceniono 12 razy 6

    Zaszczepiłam się w zeszłym roku i mimo to złapałam najgorszą grypę od lat. W niektórych sezonach skuteczność szczepionki to 12%, okazało się jak poszukałam info.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX