Dyrektor w Radiu Gdańsk żądał w nocnym e-mailu zwolnień dziennikarzy za ich "korzenie". Teraz przeprasza

Dyrektor w Radiu Gdańsk po trzeciej nad ranem wysłał maila, w którym domagał się zwolnienia dwóch dziennikarzy, bo nie realizują linii programowej i mają niewłaściwe "korzenie pracy". Teraz przeprasza i utrzymuje, że po chłodnej analizie treści - "sam się z nią nie zgadza".

Coraz głośniej robi się o sprawie e-maila, jaki wysłał o godz. 3.35 nad ranem Mariusz Roman, dyrektor programowy Radia Gdańsk. O wiadomości wysłanej we wtorek pisała trójmiejska "Gazeta Wyborcza". Roman domagał się w niej zwolnienia dwóch dziennikarzy rozgłośni: Artura Kiełbasińskiego i Jarosława Popka. W mailu padła też sugestia, by zastąpić ich "(osobami) godnymi zaufania publicznego".

Mail z 3.35 i apele, "aby obu Panu zwolnić", "zastąpić godnymi zaufania publicznego"

Mail jest nie tylko z godz. 3.35 nad ranem, ale też ma sporo błędów, a autor wytyka dziennikarzom, że np. pochodzą "z rodzin wojskowych". Przytaczamy (pisownia oryginalna) fragment maila Mariusza Romana:

Stawiam wniosek, aby obu Panu zwolnić, z uwagi na brak identyfikacji z Radiem Gdańsk i braku zaufania do kierownictwa Radio Gdańsk. Obaj, zostali ukształtowani mentalnie, w pracy zawodowej - wieloletniej, w Gazecie Morskiej, dodatkowo - Ojciec, red. J. Popka, pochodzi z rodziny wojskowej, gdzie Jego Ojciec, przez wiele lat, pełnił wysoką pozycję w Marynarce Wojennej, w czasach PRL, czyli zniewolenia naszej Ojczyzny, od okupanta sowieckiego. W nowej rzeczywistości, odzyskania przekazu informacji dla postronnych obywateli, nie rokują obiektywnego przekazu informacji. Dlatego, wnioskuję, jak, na wstępie. Aby zastąpić ich, godnymi zaufania publicznego

Z kolei we wcześniejszej części maila Mariusz Roman dowodził, że Kiełbasiński i Popek nie realizują "linii programowej Radio Gdańskiej, tej nowej, odkąd szefem i prezesem został Adam Chmielecki" (pisownia oryginalna".

Zarzucił im też, że "mentalnie pokutuje" w nich to, jakie mają "korzenie pracy". Stąd też później wypominał im m.in. pracę w "Gazecie Morskiej", czyli trójmiejskim dodatku "Wyborczej".

Mariusz Roman przeprasza. "Na chłodno analizując treść - sam się z nią nie zgadzam"

Jak donosi branżowy portal Wirtualnemedia.pl, wiadomość według informacji serwisu "wywołała oburzenie wśród pracowników, którzy rozsyłali ją między sobą i zamieszczali na niejawnych forach internetowych". Mariusz Roman wysłał później jeszcze jednego maila, w którym przepraszał za poprzedniego:

Pragnę jeszcze raz oficjalnie przeprosić, bardzo mi wstyd z tego powodu. W sposób szczególny przepraszam pana Jarosława Popka, za wycieczkę natury osobistej pod jego adresem. Wydarzyła się rzecz niedopuszczalna i bardzo boleję, że doszło do napisania tego e-maila.

Przeprosiny trafiły również do prezesa rozgłośni Adama Chmieleckiego, a Roman utrzymywał w niej, że gdy przeanalizował ją na chłodno, to "sam się z nią nie zgadza". Pada tam:

Trudno mi się nawet odnosić do treści, gdyż dzisiaj na chłodno ją analizując – mogę powiedzieć jedno – sam się z nią nie zgadzam.

Z kolei portalowi Wirtualnemedia.pl Mariusz Roman opowiedział: - W żaden sposób nie identyfikuję się z jego treścią. Nie odzwierciedla też on, w żaden sposób moich poglądów w sprawie. Przeprosiłem współpracowników, których dotyczyła treść w nim zawarta.