Agent Tomek obciąża Kamińskiego i Wąsika. Notatki ws. "willi Kwaśniewskich" to "efekt nacisków"

"Najdroższa akcja CBA", która miała wykazać rzekome przestępstwa Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich, była oparta na "podkoloryzowanych" notatkach - twierdzi Tomasz Kaczmarek. Były agent CBA, który brał udział w operacji ujawnia jej szczegóły i mówi: Moje notatki i złożone zeznania są efektem nacisków ze strony moich byłych przełożonych.

Reporterzy programu "Superwizjer" dotarli do materiałów, w których Tomasz Kaczmarek (czyli słynny agent Tomek) obciąża swoich byłych przełożonych - Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Z jego zeznań wynika, że gdy szukał dowodów na rzekome łamanie prawa przez Aleksandra i Jolantę Kwaśniewskich, jego szefowie z CBA naciskali na niego, by "podkoloryzował" swoje notatki operacyjne. To nagranie pochodzi z grudnia, z konfrontacji Kaczmarka z jedną z osób, wobec której prowadzono operację CBA, której celem byli Kwaśniewscy.

- Odnosząc się do swoich zeznań chcę wskazać, że są one wynikiem rozkazów i poleceń, jakie dostałem od Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika - mówił na nagraniu. Dalej stwierdza: 

"Miałem wytworzyć przeświadczenie, że dom w Kazimierzu Dolnym należy do Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Ja osobiście takiego przeświadczenia nigdy nie powiązałem. Moje notatki i złożone zeznania są efektem nacisków ze strony moich byłych przełożonych, a pan który siedzi obok mnie przytoczonych słów nie wypowiadał. Informowałem o tym Macieja Wąsika, ale nakazał mi on, żebym zeznawał i sporządzał dokumenty w ten sposób, aby wytworzyć przeświadczenie, że dom w Kazimierzu Dolnym w nielegalny sposób należy do małżeństwa Kwaśniewskich. Nigdy takiego materiału dowodu nie powziąłem. Były to tylko insynuacje ze strony Macieja Wąsika".

Skonfrontowany z tym nagraniem Kaczmarek powiedział, że zgodnie z prawem nie może wypowiadać się nt. postępowania, ale "chyba mógłby powiedzieć, jak w rzeczywistości wyglądała kwestia operacji związanej z domem w Kazimierzu". Mówi, że teraz chce "naprawić błędy" i przekonuje, że przełożeni w CBA zapewniali go, że mają więcej dowodów w sprawie willi, a on wierzył im na słowo. - Kamiński i Wąsik mówili mi, że jest tak "grubo", że nie powinienem mieć żadnych wątpliwości w tym, że mam podkoloryzować swoją prace - mówił Tomek. Paweł Wojtunik, szef CBA w latach 2009-2015 potwierdził, że jedyne "dowody" w sprawie to notatki Kaczmarka, bez żadnych nagrań. 

Autorzy reportażu zadają pytanie, czy dziś można zaufać słowom Kaczmarka, skoro wcześniej mówił nieprawdę, był posłem PiS, a dziś sam ma zarzuty m.in. prania brudnych pieniędzy. Sam agent Tomek mówi, że postawienie mu zarzutów to "polityczna zemsta", a on sam chce "rozliczyć się z przeszłością. Twierdzi, że "ataki" na jego stowarzyszenie były prowadzone z inicjatywy Wąsika. Zapewnia, że jest w stanie udowodnić to przed sądem i mówi, że chce "chronić swoją rodzinę". 

Wydano miliony na zakup will, nie doszukano się przestępstwa

Reportaż opisuje kulisy operacji, w której brał udział agent Tomek. Zaznajomił się on z Janem J., synem wcześniejszej właścicielki willi w Kazimierzu. Wspominał, że poznanie Kaczmarka zdawało się być zwykłym sąsiedzkim spotkaniem, po którym mężczyźni się zaprzyjaźnili. W tamach operacji agent CBA udawał kolegę Jana J. - Cała moja relacja z Janem była ukierunkowana na zadowolenie Kamińskiego i Wąsika co do chęci pozyskania przez nich kwestii dotyczących domu - powiedział. 

Aleksander Kwaśniewski mówił reporterom, że wraz z małżonką bywał w willi, ponieważ przyjaźnili się z ówczesną właścicielką, a później Jolanta Kwaśniewska pomagała znajomej w sprzedaży nieruchomości. Kupił ją Marek Michałowski, ówczesny szef Budimexu, który - jak relacjonuje "Superwizjer" nie mieszkał tam i poprosił poprzednią właścicielkę Marię J. o doglądanie domu. "CBA przyjęło wersję, że nowy właściciel to słup, a willa należy do Kwaśniewskich. Dlatego agent Tomek chciał zbliżyć się do syna Marii J." - relacjonują reporterzy. 

Kaczmarek mówił Janowi J. o chęci zakupy willi i dopytywał o plotki, jakoby należała do pary prezydenckiej. Syn dawnej właścicielki zaprzeczał, a CBA postanowiło dokonać zakupu kontrolowanego willi, by sprawdzić, czy pieniądze trafią do Kwaśniewskich. Cenę ustalono na 3 mln złotych. Dokonano zapłaty, rodzina J. chciała wymienić gotówkę na euro, a CBA zdecydowało się przerwać operację. Rodzinę Jana J. aresztowano na obiedzie, na który zabrał ich agent Tomek. Operacja spaliła na panewce, a CBA został z willą za trzy miliony złotych. 

Sprawa willi jest określana jako "najdroższa operacja CBA". Nie tylko wyłożono trzy miliony złotych na zakup nieruchomości, ale też ogromne środki na budowanie przykrywki Kaczmarka jako odnoszącego sukcesy biznesmena, posiadającego drogie samochody i prowadzącego wystawne życie. Takie nakłady nie doprowadziły do wykrycia żadnego przestępstwa. Sprawa w prokuraturze dot. możliwego nadużycia uprawnień przez Kamińskiego w kwestii will została umorzona. Kamiński i Wąsik zdecydowali się nie komentować sprawy po tym, jak reporterzy "Superwizjera" poprosili ich o odpowiedź na pytania. 

Kamiński i Wąsik "powinni usłyszeć zarzuty"

Doniesienia "Superwizjera" komentują dziennikarze i politycy. Michał Szczerba z PO napisał, że materiał jest "porażający". "Minister i zastępca nadużywali uprawnień, doprowadzili do znacznej szkody w zakresie wydatkowania środków CBA. Powinni usłyszeć zarzuty. W poniedziałek rano na biurku Mateusza Morawieckiego powinny leżeć ich dymisje. PS. Współczuję pp. Kwaśniewskim" - napisał. 

Niektóre osoby zwracają jednak uwagę na kwestię wiarygodności byłego agenta, który sam ma teraz zarzuty. "Agent Tomek to dla mnie szalenie mało wiarygodna postać. Po nastu latach zaczyna opowiadać. Na pewno robi zamieszanie. Co dalej? Pewnie nic. I to jest najgorsze" - napisała Żaneta Gotowalska z "Gazety Wyborczej". "Sugeruję ostrożnie podchodzić do słów agenta Tomka i jego wersji wydarzeń" - stwierdził z kolei Mateusz Baczyński z Onet.pl.