Anna Dymna: Słyszę pytania "mądrych" ludzi, po co "wydaję pieniądze na debili?" Ale czy mam przestać pomagać przez takie gadanie?

Jacek Gądek
- Mama zawsze mi mówiła, że człowiek z natury jest dobry, czasem tylko się tego wstydzi albo po prostu nie ma wzorców i nie wie, że może dobrym być. Gdy ruszyła Orkiestra, to odkrywałam, że miała rację - mówi Anna Dymna, aktorka, twórczyni Fundacji Mimo Wszystko, która pomaga osobom niepełnosprawnym intelektualnie.
Zobacz wideo

Co pani podopieczni, osoby niepełnosprawne intelektualnie, mówią o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy?

Anna Dymna: - Nie wszyscy moi podopieczni potrafią mówić, ogarniać słowami swoje uczucia i myśli. Są jednak bardzo wrażliwi i emocjonalni. Świat rozumieją sercem. Są szczęśliwi, gdy czują się potrzebni. Od lat grają razem ze mną w Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Cieszą się każdym wrzuconym do puszki pieniążkiem. Dokładnie wiedzą, po co gra Orkiestra.

Rozmawiamy zawsze o tym, że życie jest piękne i jest największą wartością, że musimy pomagać ludziom chorym, słabym, samotnym, bezradnym, tym - którzy nie mogą sobie sami poradzić, dzieciom i ludziom starszym. Oni wiedzą, czują lepiej od nas, jakie to ważne, by ktoś był obok, pomógł żyć. Z radością więc czekają na ten dzień, gdy sami mogą komuś pomagać. Czują się ważni i szczęśliwi.

Od zawsze pani gra w Orkiestrze?

Od początku, czyli chyba od 28 lat. I grać będę zawsze.

Nigdy nie zmienię swojego stosunku do Orkiestry i Jurka Owsiaka. Od dziecka byłam uczona tak przez mądrych ludzi, przez swoją mamę i tatę, przez wielu nauczycieli, jak i przez księdza na religii, że człowiek jest szczęśliwy, gdy pomaga innym żyć. Mama zawsze mi mówiła, że człowiek z natury jest dobry, czasem tylko się tego wstydzi albo po prostu nie ma wzorców i nie wie, że może dobrym być.

Gdy ruszyła Orkiestra, to odkrywałam, że miała rację. Patrzyłam na setki ludzi, którzy z radością, nie bacząc na śnieg, mróz, deszcz, zbierają godzinami do puszek na Orkiestrę, jak bardzo potrzebują robić coś dobrego dla innych, jaką sprawia im to radość. Jurek Owsiak wykrzyczał im prosto: być dobrym to żaden obciach, to najwspanialsze uczucie i radość, każdy z was może pomóc dzieciom, ludziom chorym, starym, wyposażać szpitale, a więc i ratować czyjeś życie.

A jak jakiś technokrata powie: pieniądze z WOŚP to kropla w porównaniu do budżetu NFZ?

A co mnie to obchodzi? Wolę sobie przypominać znane słowa: "Ten, kto ratuje życie jednego człowieka, ratuje cały świat".

Nie jestem NFZ-em tylko obywatelem, który może pomóc trochę państwu, tylko dlatego, że chce - że udaje się mu namówić do pomagania innych. I staram się pomagać mądrze i konkretnie, na ile starcza mi sił i radości. Robię to zgodnie z obowiązującym prawem, ale też przy pomocy moich mistrzów i autorytetów. Założyłam fundację "Mimo Wszystko" i razem z moimi pracownikami i przyjaciółmi pomagam osobom niepełnosprawnym intelektualnie godnie żyć. Słyszę czasem pytania "mądrych" ludzi: "A po co pani wydaje społeczne pieniądze na debili? A nie lepiej pomóc zdolnemu dziecku?". Ale czy ja mam przestać pomagać przez takie gadanie?

Albo ktoś inny mówi: "Wpieprza mnie, że wyręczasz państwo". Widocznie państwo nie ma teraz pieniędzy, by budować ośrodki dla osób intelektualnie niepełnosprawnych i się nimi zajmować. Jeśli udaje mi się zapalić komuś światełko, to przecież dobrze, prawda? Dlaczego ktoś ma siedzieć po ciemku? Przykro tylko, że czasem państwo tego nie docenia.

W zasadzie zapalacie je wspólnie?

Tak. Wspieramy się, pomagamy sobie jak trzeba. Współpracujemy tam, gdzie się da z różnymi organizacjami, fundacjami, stowarzyszeniami. To daje nam siłę. Gdy zbieram pieniądze na Orkiestrę, to liczy się to, że jesteśmy razem, że razem robimy coś dobrego dla kogoś.

Gdy do puszki wrzucał mi pieniążki chłopczyk i mówił mi, że jego tatuś żyje dzięki sprzętowi kupionemu przez WOŚP, to i ja, i moi podopieczni, i wolontariusze czujemy, że to jest dobre, że warto co roku grać w Orkiestrze. Zwykle zbieramy przede wszystkim w Sukiennicach. Moi podopieczni nie są wytrzymałymi ludźmi, a tam jesteśmy pod dachem i jest cieplej, w dodatku wszyscy na nas czekają. W tym roku było cudownie. Byli ze mną wolontariusze, podopieczni i dzieci, które z dumą pomagały nosić puszki dorosłym. Ja miałam osobistego asystenta, miał chyba ze cztery lata, który z takim przejęciem i dumą zbierał pieniążki, że do swojej puszeczki, którą nazwałam "puszką maluszka" nazbierał 1000 złotych. Cała nasza grupa "Mimo Wszystko" uzbierała 15 630,38 zł i 233,46 euro.

Zacnie.

Mnie najbardziej się podoba to, że Orkiestra sprawia, że ludzie się cieszą pomagając. Małe i duże dzieci, ludzie niepełnosprawni, wszyscy - cieszą się, bo inni patrzą na nich jak na dobrych ludzi. Dlatego zawsze gram w Orkiestrze. Wiem, że WOŚP i Jurek Owsiak są uczciwi. Gdyby nie byli, dawno przecież Orkiestra by nie grała. Wiem, że dzięki niej pomoc naprawdę trafia do potrzebujących. Znam Jurka - podziwiam jego charyzmę, wytrwałość, szczerość i za to, że mimo wszystko wciąż ma siłę i nieustannie swoją radością zaraża tysiące ludzi. I że działa tak mądrze i precyzyjnie, i na taką skalę.

Pieniądze to jakiś element WOŚP, a czy wokół Orkiestry stworzyła się trwała wspólnota?

Ludzie się garną, bo w naszej rzeczywistości, bardzo najeżonej sporami i nienawiściami, takie działania jak wspólne granie ogromnej symfonii miłości i życzliwości w Orkiestrze złożonej z instrumentów naszych serc sprawiają, że ten dzień jest jasny i radosny. W dodatku to uczucie radości z pomagania zostaje w ludziach i już nigdy nie gaśnie.

Czy pani podopieczni czekają na kolejne finały WOŚP?

Oni są w różnym stopniu niepełnosprawni i mają kłopoty z pamięcią. Ale mają świetną pamięć uczuć. Bardzo mocno coś przeżyją, a za kilka godzin już zapomną, co przeżyli, ale samo uczucie radości pamiętają. Zawsze są szczęśliwi na hasło, że idziemy razem zbierać na Orkiestrę i pomagać innym.

Widziałam, jak chęć niesienia pomocy działa na ludzi. Podeszliśmy do jednego ze stoisk. Młody chłopak wrzucił złotówkę do puszki, na co dostał od nas serduszko z moim autografem. Powiedzieliśmy mu "dzię-ku-je-my". I dostał też piernika w kształcie serca. Przez to wszystko aż mu się trochę głupio zrobiło, więc dorzucił jeszcze 5 zł. Wyszła z tego szybka lekcja wychowania, choć dla nas to wszystko jedno, czy ktoś da grosz czy 100 zł. Ważne, że dałeś i pomogłeś. Kiedyś dasz tysiąc.

Czego możemy się nauczyć - my, zabiegani w pracy i wokół własnych spraw - od pani podopiecznych, bardzo prostolinijnych ludzi?

Ludzie niepełnosprawni intelektualnie uczą nas, że "najlepszym schronieniem dla człowieka jest drugi człowiek". Oni to wiedzą doskonale. Dla nich najważniejsze jest, by obok był ktoś życzliwy, do kogo można się przytulić, trzymać za rękę, spojrzeć mu w oczy, opowiedzieć, co boli, co cieszy. To jest dla nich ważne, nie pieniądze czy cokolwiek innego. Mimo że mózgi nie pracują im w pełni sprawnie, to wiedzą, jak jacyś mędrcy: przyszedł do mnie drugi człowiek i się z tego cieszą. Takiej radości ze spotkania z drugim człowiekiem możemy się od nich uczyć.

Więcej o: