Prezydent Duda i minister Błaszczak fetują na tle "golasów". Śmigłowce dla GROM-u są na razie w najuboższej wersji

Mają być "najlepsze" i "wyposażone tak, jak życzyli sobie żołnierze sił specjalnych". Tymczasem cztery przyjęte do służby śmigłowce S-70i Black Hawk są gołe jak święty turecki. To tak jakby kupić samochód w absolutnie podstawowej wersji i twierdzić, że to opcja "full wypas".

Black Hawki zostały przyjęte do służby w piątek na podniosłej uroczystości w Warszawie z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy i ministra obrony Mariusza Błaszczaka. Tradycyjnie okazja została wykorzystana do wygłaszania twierdzeń o tym, jaki to świetny, nowoczesny i w ogóle najlepszy sprzęt trafia do wojska.

- Polscy żołnierze sił specjalnych zasługują na najlepszy sprzęt. I właśnie ten sprzęt dziś wchodzi do służby. To są śmigłowce wyposażone w najnowocześniejsze systemy łączności, nawigacji. Są wyposażone tak, jak życzyli sobie tego żołnierze z sił specjalnych

- mówił Błaszczak.

Black Hawk - opcja podstawowa

Tymczasem każdy mający jakieś pojęcie na ten temat, słysząc ministra uśmiechał się pod nosem patrząc na śmigłowce stojące za nim. Nie widać bowiem na nich śladu szeregu systemów, które są standardem na maszynach tego rodzaju służących siłom specjalnym. Bardzo rzuca się to w oczy, ponieważ większość z nich wymaga zainstalowania na kadłubie maszyny jakichś czujników, anten, kamer, wyrzutni czy innych modyfikacji.

Nie widać więc śladu po systemach wykrywających wycelowanie w maszynę wiązki lasera czy radaru. Nie ma czujników wykrywających błysk odpalenia rakiety i pracy jej silnika. Nie ma wyrzutni flar i dipoli mających zmylić nadlatującą rakietę lub po prostu na chwilę ukryć śmigłowiec przed czujnikami na ziemi. Nie ma też rozpraszaczy gorących gazów wylatujących z silników, które są magnesem na standardowe rakiety przeciwlotnicze naprowadzające się na źródło ciepła.

Dodatkowo nie widać na dziobie głowicy optoelektronicznej z zestawem kamer umożliwiających obserwację otoczenia niezależnie od pory dnia i pogody. Podobnie nie ma radaru umożliwiającego bezpieczne latanie na małej wysokości w każdych warunkach.

Nie ma też sondy do tankowania w locie i dodatkowego wewnętrznego zbiornika paliwa, które razem znacznie zwiększają zasięg śmigłowca, co jest bardzo ważne w działaniach sił specjalnych.

Zamontowano za to w drzwiach maszyn różne karabiny maszynowe i napędowe, dodające im bojowego wyglądu, ale będące de facto szybko montowanymi i demontowanymi dodatkami.

Grafika przedstawiająca black hawka zmodyfikowanego zgodnie z potrzebami komandosów lotnictwa wojskowego USA - wariant HH-60W. Zwłaszcza na dziobie widać dodatkowe wyposażenieGrafika przedstawiająca black hawka zmodyfikowanego zgodnie z potrzebami komandosów lotnictwa wojskowego USA - wariant HH-60W. Zwłaszcza na dziobie widać dodatkowe wyposażenie Fot. Lockheed Martin

Dla porównania w tle widać 'goły' dziób naszego S-70iDla porównania w tle widać 'goły' dziób naszego S-70i Fot. Leszek Chemperek/CO MON

Musi być Black Hawk na biało-czerwono

Co znamienne, na burtach śmigłowców przeznaczonych do skrytych operacji specjalnych i wymalowanych w ciemnych barwach, mieni się piękna klasyczna biało-czerwona szachownica. Tak, żeby nie dało się przegapić czyj to śmigłowiec. W większości zachodnich wojsk od dawna maluje się takie oznaczenia w wersji o ograniczonej widzialności, czyli w odcieniach szarości lub z mocno wyblakłymi kolorami.

W polskim wojsku to jednak najwyraźniej niemożliwe. Jakoś od lat nie udaje się zmienić stosownych przepisów. Musi być dumnie w pełni barw biało-czerwonych. Że kiedyś może jakiś wrogi żołnierz dzięki temu znacznie lepiej wyceluje w wieczornej szarudze do lecącego nisko śmigłowca z naszymi komandosami i trafi ich serią ciężkiego karabinu maszynowego? Cóż. Tradycja rzecz święta.

Bitwę o tę kwestię stoczono już przy okazji wprowadzania do służby myśliwców F-16. Zwolennicy zmian ją przegrali.

Dodatki w Black Hawk mają być

Nie ulega wątpliwości, że przekazane w piątek śmigłowce muszą zostać doposażone, zanim naprawdę będą mogły służyć komandosom do akcji bojowych. MON sam to sugeruje. Podawana cena kontraktu wynosząca 683 mln złotych ma zawierać "doposażenie". Podobnie na niektórych oficjalnych grafikach pojawia się twierdzenie o "doposażeniu". Według nieoficjalnych informacji i plotek, maszyny owszem mają niedługo zostać wzbogacone o niezbędne specjalistyczne wyposażenie. Konfiguracja ma być już od dawna wybrana i zatwierdzona.

Nie są jednak znane szczegóły. Nie wiadomo kiedy, za ile i co ma zostać zamontowane. MON zasłania się tajemnicą, choć ta szybko pryśnie, kiedy tylko pojawią się pierwsze zdjęcia maszyn w docelowej konfiguracji. Szczegółowe możliwości różnych systemów owszem mogą i powinny być ukrywane, ale nie ich sama obecność.

Gdybyśmy chcieli zrobić z naszych "golasów" maszyny na wzór najlepszych amerykańskich odpowiedników w postaci HH-60W (wersja śmigłowca Black Hawk dla lotnictwa wojskowego USA przeznaczona do misji CSAR, czyli głównie ratowania lotników zestrzelonych za liniami wroga), to ich cena by się podwoiła. Zamiast 75 milionów złotych za maszynę, którymi chwali się teraz MON, byłoby to bliżej 200 milionów. Jest jednak mało prawdopodobne, abyśmy chcieli kupić aż tak "bogatą" wersję. Nasze S-70i trzeba by do tego gruntownie przebudować o ile byłoby to w ogóle możliwe.

Grafika przedstawiająca różne dodatkowe systemy (na niebiesko) montowane na podstawowym wojskowym UH-60M Black Hawk, aby stał się specjalnym HH-60WGrafika przedstawiająca różne dodatkowe systemy (na niebiesko) montowane na podstawowym wojskowym UH-60M Black Hawk, aby stał się specjalnym HH-60W Fot. USASOAC/tłumaczenie Tomasz Dmitruk

Wystarczyłoby nie przesadzać

W obecnej postaci nasze nowe maszyny mogą posłużyć komandosom GROM (bo mają latać w ramach konkretnie tej jednostki) do treningu albo w sytuacji kryzysowej do szybkiego przewiezienia w jakiś punkt zapalny. Oczywiście przy dobrej pogodzie i bez ryzyka spotkania kogoś, kto chciałby im na poważnie zrobić krzywdę w powietrzu.

Sugeruje to sam MON pisząc w swoich komunikatach o tym, iż nowe śmigłowce zwiększą mobilność komandosów i ułatwią walkę z zagrożeniami w rodzaju wojny hybrydowej czy terroryzmu. Jeśli jakieś "zielone ludzki" próbowałyby zająć na przykład komendę policji w Suwałkach, to S-70i jak znalazł mogłoby szybko przewieźć do miasta zespół komandosów.

To niewątpliwie wzmocnienie potencjału naszych sił zbrojnych. Gdyby MON od początku tak to przedstawiał i akcentował, że na razie S-70i posłużą do szkolenia bo muszą zostać dodatkowo wyposażone, to właściwie można by tylko przyklasnąć. Jednak kolejnymi bombastycznymi deklaracjami o "naj-" sprzęcie dla sił specjalnych ministerstwo samo wystawia się na krytykę.

Dlaczego akurat teraz są kupowane bez przetargu cztery "gołe" S-70i, przypadkiem montowane w podkarpackich zakładach PZL Mielec należących do koncernu Lockheed Martin i jakim cudem udało się je dostarczyć w mniej niż rok, pisałem już kiedy podpisano na nie kontrakt w styczniu 2019 roku. Wielkie znaczenie ma tu polityka.

Więcej o: