Św. Mikołaj "do wynajęcia" o kulisach swojej pracy. "Rodzice nie żałują pieniędzy na prezenty"

- Mieszkanie, dom to zazwyczaj szybka wizyta, "firmówki" potrafią trwać nawet sześć godzin. Jeśli chodzi o mnie, to przed tegorocznymi świętami mam zaplanowanych ok. 20 zleceń. Ostatnie w Wigilię, potem już nie ma tematu - mówi w rozmowie z Gazeta.pl pan Mateusz, który od kilku lat pracuje jako święty Mikołaj.
Zobacz wideo

Gazeta.pl: Święty Mikołaj pracuje przed Wigilią?

Mateusz, mikolaj-do-wynajecia.pl: Dużo wcześniej, już od ubiegłego miesiąca. 30 listopada miałem pierwsze w tym roku spotkanie. 

Kto tak wcześnie zaprasza Mikołaja?

To była rodzina pod Krakowem. Być może dzieci nie mogły się doczekać prezentów. Poza tym, szczyt szczytów przypada wcale nie na Wigilię, a na Mikołajki.

Odwiedza pan głównie rodziny?

Nie tylko, obsługujemy też otwarcia galerii handlowych, otwarcia sklepów, imprezy  firmowe. Firmy obdarowują pracowników, wręczają prezenty klientom.

Mieszkanie, dom to zazwyczaj szybka wizyta, "firmówki" potrafią trwać nawet sześć godzin. Jeśli chodzi o mnie, to przed tegorocznymi świętami mam zaplanowanych ok. 20 zleceń. Ostatnie w Wigilię, potem już nie ma tematu.

Załóżmy, że dzwonię do pana, mówię, że mam małe dzieci i chciałbym, żeby odwiedził nas święty Mikołaj. Jak wygląda ustalanie szczegółów?

Kontaktuję się z taką osobą 3-4 godziny przed wizytą, żeby potwierdzić i umówić się co do miejsca przekazania prezentów. Najczęściej spotykamy się gdzieś przed domem, czy na klatce schodowej, gdzie przepakowuję je do worka. Istnieje opcja, żebyśmy my zapewnili prezenty, ale zazwyczaj klienci nie idą aż na taką wygodę.

Dopytuję o imiona dzieci, wiek, co lubią robić. W ubiegłym roku przy okazji jednej z wizyt było tyle informacji, że musiałem się specjalnie uczyć na pamięć na to spotkanie dziesięciu zdań ze wszystkimi szczegółami. 

Jak przebiega wizyta?

Witam się słowami "ho, ho, ho, czy są tu grzeczne dzieci?". Czekam na odpowiedź, oczywiście mówię, że jestem już stary i głuchy, proszę, żeby dzieci głośno krzyczały. Dzięki temu szybko buduje się interakcję. Czekam na zaproszenie do środka, zawsze mam przygotowane przez gospodarzy jakieś specjalne miejsce, kanapę lub fotel.

Siadam, pytam dzieci, czy są grzeczne w szkole, w domu, czy słuchają rodziców, czy sprzątają swój pokój. Daję też możliwość zadania pytania mnie. Mogą zapytać dosłownie o wszystko.

I o co pytają?

Ile mam lat, skąd przyjechałem, jak długo zapuszczałem brodę, ile mam reniferów i gdzie one są.

Co pan odpowiada?

Najczęściej wymyślam odpowiedzi na poczekaniu. Na przykład, że zostawiłem renifery na rondzie w pobliskiej miejscowości.

Pytam czasem, czy dzieci chcą wyjść na zewnątrz i je zobaczyć. Zawsze są chętne, ale potem o tym zapominają, gdy przychodzi już do wręczania prezentów. Jestem też częstowany domowymi piernikami. Trudno mi je jeść z powodu sztucznej brody, więc proszę, żeby pakowano mi je na wynos, bo przecież jestem gruby i muszę podzielić się z reniferami.

Zdarzają się próby demaskacji?

Czasem słyszę: "a dlaczego ciebie panie Mikołaju jest więcej niż jeden? Bo widziałem dzisiaj Mikołaja na motorze". Albo: "a przecież Mikołaj już był u mnie w przedszkolu". Pytam wtedy, czy był identyczny, jak ja. Kiedy pada odpowiedź, że nie, to tłumaczę, że to mój pomocnik.

Jakie rodziny zapraszają św. Mikołaja?

Rzadko się zdarza, by było to tylko kilka osób, np. mama, tata i dziecko, najczęściej to kilka bliskich sobie rodzin. Zwykle panuje bardzo miła atmosfera, wspólnie sobie żartujemy. Nie zdarzyło się, żeby ktoś był agresywny lub za dużo sobie na coś pozwalał.

Ostatnio byłem na wizycie, gdzie było dziesięcioro dzieci i ze dwadzieścia osób dorosłych! Rodzic nie przekazał mi wcześniej informacji na temat dzieci. Kiedy zadzwoniłem, powiedział, że ma cały plan, jak ma to wyglądać, ale nie powiedział o tym dzieciom i nie powie też mi.

Okazało się, że rodzic chciał, żebym na początku chodził dookoła domu, żebym się pokazał i schował, a potem wszedł. Na wizycie było bardzo zabawnie, co chwilę ktoś miał jakieś pytania, przeprowadzałem konkursy i zgadywanki. To chyba była najdłuższa prywatna wizyta. Miała trwać maksymalnie godzinę, trwała 30 minut dłużej.

Zaskakują pana czasem prezenty, które pan wręcza?

Rodzice bardzo hojnie obdarowują dzieci, sprzęt elektroniczny z najwyższej półki, np. smartwatche, dobre słuchawki do iPhone'a. Nie chcę powiedzieć, że zapraszają nas tylko zamożne osoby, ale ewidentnie nie żałują pieniędzy.

Zdarzały się nietypowe prośby?

Kiedyś jedna pani powiedziała, że bardzo ważne jest to, żebym powiedział córce, że wszedłem do domu przez igloo.

Jak to: przez igloo?

Miałem identyczną reakcję, jak pan. Nie dopytywałem, ale się zgodziłem.

Później się zorientowałem, że w pokoju dziewczynki wisiała trójwymiarowa naklejka igloo na ścianie. Dziewczynka wierzyła, że Mikołaj właśnie z tej naklejki wychodził.

Poza tym, rodzice proszą mnie, żebym zwrócił dzieciom uwagę na konieczność mycia zębów, na poprawienie ocen w szkole.

Wkłada pan sobie poduszki pod ubranie, żeby być grubszym?

Nie, nie, mamy sztuczne brzuchy. W zestawie są też m.in. kręcone białe włosy, okulary, dzwonek. To profesjonalny strój. W końcu jestem świętym Mikołajem, nie mogę wyglądać jak przebieraniec.

Więcej o:
Komentarze (9)
Św. Mikołaj "do wynajęcia" o kulisach swojej pracy. "Rodzice nie żałują pieniędzy na prezenty"
Zaloguj się
  • koment22

    Oceniono 14 razy 10

    Dzieci wierzą w św. Mikołaja, ich rodzice w św. Jarosława a dziadkowie w św. Tadeusza. Dlatego ciągle stoimy w miejscu.

  • anitani

    Oceniono 8 razy -2

    Mikołaj wychodzący z igloo? Kurde, ale ludziom odwala po karpiu.

  • antybandzior

    Oceniono 13 razy -3

    A czy ktoś chciał potrzymać Mikołaja za laskę?

  • 31.februarius

    Oceniono 8 razy -4

    "Kto tak wcześnie zaprasza Mikołaja?
    To była rodzina pod Krakowem. Być może dzieci nie mogły się doczekać prezentów. Poza tym, szczyt szczytów przypada wcale nie na Wigilię, a na Mikołajki."

    M a s a k r a!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX