Lublin: radny PiS musi zapłacić 5 tys. zł na Marsz Równości. Sąd utrzymał wyrok

Radny Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Pitucha musi zapłacić pięć tysięcy złotych za pomówienie organizatora Marszu Równości w Lublinie. Polityk przyznaje jednak: "Swojego zdania, co do szkodliwości marszów nie zmieniam".
Zobacz wideo

Jak podaje "Dziennik Wschodni" Tomasz Pitucha musi zapłacić pięć tysięcy złotych na rzecz Marszu Równości w Lublinie. Radny Prawa i Sprawiedliwości twierdził, że marsz ma promować pedofilię.

Akt oskarżenia przeciwko radnemu PiS został skierowany po tym, jak Tomasz Pitucha umieścił na swoim Facebooku wpis dotyczący Marszu Równości. - "Najzagorzalsi fani filmu W. Smarzowskiego ("Kler") chcą zorganizować w Lublinie tzw. marsz równości, promujący homoseksualizm, pedofilię" - pisał polityk.

Radny PiS ma wpłacić 5 tys. zł na Marsz Równości: "swojego zdania, co do szkodliwości marszów nie zmieniam"

- To jest dzień, którego bardzo długo oczekiwałem. Po kilkunastu rozprawach doczekałem się sprawiedliwości. Pieniądze, które wpłaci pan Pitucha pójdą na organizację marszu, szerzenie szacunku do drugiego człowieka, na szerzenie tolerancji. Jestem strasznie zadowolony, że to się udało - powiedział pełnomocnik organizatora Bartosz Staszewski po ogłoszeniu wyroku.

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w lipcu, jednak Tomasz Pitucha odwołał się od niego do sądu wyższej instancji. Radny przekonywał, że nie miał zamiaru nikogo urazić, a jego wypowiedź nie dotyczyła konkretnej osoby. Polityk został skazany za pomówienie oraz karę grzywny w wysokości pięciu tysięcy złotych, która ma zostać wpłacona na rzecz stowarzyszenia Marsz Równości w Lublinie.

- Trzeba przegrać wiele procesów, żeby powstrzymać to zło, które się dzieje poprzez promocję homoseksualizmu. Przyjmuję z pokorą ten wyrok na tym etapie. Swojego zdania, co do szkodliwości marszów nie zmieniam. Marsze przynoszą bardzo dużo negatywnych skutków społecznych. (...) Wyroki sądów należy wykonywać. Poczekam jednak na uzasadnienie i będę reagował - mówił Tomasz Pitucha, który przyznał, że zastanawia się nad skierowaniem sprawy do sądu kasacyjnego.