Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza pedofila. "Jestem traktowana gorzej niż moi oprawcy"

Prawicowy publicysta Stanisław Michalkiewicz po tym, jak sąd nakazał mu zapłacić odszkodowanie na rzecz ofiary księdza pedofila, opublikował prawdziwe imię i nazwisko poszkodowanej. Ujawnienie danych spotkało się z reakcją kobiety, której do tej pory udało się zachować anonimowość. "Nie mam już siły z wami walczyć dalej" napisała na Facebooku.
Zobacz wideo

"Nie daliście mi czasu, szansy, nic. Abym mogła dojść do siebie, odpocząć, ułożyć jakoś choć trochę życie i wtedy podać moje dane, na spokojnie, w zgodzie ze sobą. Nie mam już siły z wami walczyć dalej" - to tylko fragment długiego wpisu, który znalazł się na portalu społecznościowym grupy, która zajmuje się ujawnianiem przypadków pedofilii w Kościele. Prawicowy publicysta publicznie ujawnił prawdziwe imię i nazwisko ofiary, która w mediach przedstawiona była jako Katarzyna. Kobieta jako dziecko była więziona i wielokrotnie gwałcona przez księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego. Sąd przyznał kobiecie milion złotych zadośćuczynienia i 800 złotych dożywotniej renty.

Prawicowy publicysta Stanisław Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza pedofila. "Nie daliście mi czasu, szansy, nic. Nie mam już siły z wami walczyć dalej"

Przełomowy wyrok sądu, który uznał, że winę za krzywdy ofiary ponosi wspólnota kościelna, skomentował m.in. prawicowy publicysta Stanisław Michalkiewicz. W nagraniu udostępnionym w internecie porównał Katarzynę do prostytutek. - Wiele pań za mniejsze pieniądze spódniczki podciąga, a tu milion i dożywotnia renta. Milion złotych to taka panienka jedna z drugą przez całe życie mogą nie zarobić - powiedział. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", gwałcona przez księdza kobieta wytoczyła prawicowemu publicyście proces za te słowa. Sąd przyznał jej 150 tysięcy zadośćuczynienia, a wyrok zapadł zaocznie. Michalkiewicz nie odbierał wezwań od sądu, dlatego egzekucją kary zajął się komornik.

Gdy publicysta zorientował się, że pieniądze zgromadzone na jego koncie zostały przejęte przez komornika, postanowił po raz kolejny wypowiedzieć się o sprawie. Wtedy też zdradził prawdziwe imię i nazwisko ofiary księdza Romana B. Po tej sytuacji kobieta postanowiła umieścić na jednym z portali społecznościowych wpis, w którym odnosi się do sprawy.

Dziś wydarzył się mój kolejny dramat!! Dramat, na który nie mam już sił. To jest ponad moje siły wszystko. Z racji tego, że nie byłam żadną k***ą tylko dzieckiem, kiedy gwałcił mnie ksiądz, to wytoczyłam Panu Stanisławowi Michalkiewiczowi proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych. (...) Nie ma we mnie zgody na to, aby ktoś, kto zwłaszcza jest autorytetem, osobą publiczną wyrażał się w taki sposób o ofierze, w ogóle o drugim człowieku. (...) Skrzywdził mnie, nie tylko ten człowiek swoimi słowami ale również po jego wypowiedzi, wiele osób z jego kręgu życzyło mi śmierci, pisali, że dobrze, że mi się to stało i wiele innych obraźliwych słów. (...) Do wszystkich, również jego obrońców, którzy od dawna próbowali mnie zniszczyć, upokorzyć, zastraszyć - tak NIE NAZYWAM SIĘ KASIA!!!! W końcu się Wam udało!! (...) Jako ofiara byłam i jestem gorzej traktowana niż moi oprawcy. Poddaje się! Mam już tego wszystkiego dość.

Zachowaniem publicystów zbulwersowani są aktywiści, którzy od początku procesu bronili ofiarę księdza pedofila. - Michalkiewicz atakuje osobę, która doznała takiej krzywdy, jakiej większość z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić. Odbiera jej ostatni skrawek bezpieczeństwa, jaki posiadała, czyli anonimowość. Teraz musimy solidarnie stanąć po jej stronie - wezwała poznańska aktywistka Agnieszka Ziółkowska.