Częstochowa. Skatowali 50-latkę, ciało wyrzucili pod płot. 15-letni podejrzany: "Wyj***ła się pewnie"

Na jeden z przystanków autobusowych w Częstochowie podrzucono ciało 50-letniej kobiety. Zdaniem prokuratury została zakatowana przez 15-latka i jego 18-letniego kolegę. Młodszy z podejrzanych wciąż przebywa na wolności i bez refleksji wypowiada się na temat zdarzenia. - Była na placu już z mordą obitą, wyj***ła się pewnie - mówi w "Uwadze" TVN.
Zobacz wideo

3 października rano na przystanku autobusowym przy ulicy Konwaliowej w Częstochowie przechodzień znalazł ciało 50-latki. Z ustaleń śledczych wynikało, że kobieta straciła życie w nocy z 2 na 3 października na terenie cegielni przy ul. Bagiennej. Tam - jak wskazuje prokuratura - została pobita ze skutkiem śmiertelnym przez 15-letniego Marcela W. i jego o trzy lata starszego kolegę, Daniela K. Wszystkiemu przyglądać się miał pracujący na terenie zakładu ojciec młodszego z nastolatków. Jak opisywała częstochowska "Wyborcza", pobicie było nagrywane telefonami komórkowymi.

Częstochowa. 15-letni podejrzany o skatowaniu 50-latki:  Zaj*** pięścią parę razy

Do aresztu z zarzutem pobicia ze skutkiem śmiertelnym trafił jedynie starszy nastolatków. 15-latek do dziś pozostaje na wolności, mimo że prokuratura zarzuca mu identyczny czyn. Po 48 godzinach zwolniony został także jego ojciec. Dziennikarze "Uwagi" TVN dotarli do 15-letniego Marcela. Nastolatek bez ogródek mówi o zdarzeniu i twierdzi, że gdy przyjechał na teren cegielni z 18-letnim kolegą i swoim ojcem, kobieta leżała już przy zakładowym placu. Sugeruje też, że była pijana.

- Leżała już z mordą obitą, pewnie wyj***ła się naj***na i leżała w błocie - mówi, przyznając jednocześnie, że gdy kobieta leżała na ziemi, zaczął wraz z kolega wymierzać jej ciosy. - Alkohol, nerwy, adrenalina, nie wiem. No i zaczęło się, nie powiem, kto ją pierwszy uderzył - zaznacza. Jak podkreśla, bił głównie jego starszy kolega.

Przyrżnął, no co ja będę mówił. Ręką, żadnych sprzętów nie było. Kopał, właśnie pięścią zaj***ł parę razy

- mówi 15-latek reporterowi "Uwagi" TVN. Jak dodaje, wszyscy uczestnicy zdarzenia byli pod wpływem alkoholu. - Byliśmy pijani, ale każdy rozumował. Czteropaka se jeb***em. Tam wypiłem jeszcze z pięć kieliszków. No to byłem trzeźwy. Bo co to jest, no szanujmy się - przyznaje otwarcie.

Chłopak przyznaje, że wraz z ojcem i 18-letnim kolegą wywieźli 50-latkę z terenu cegielni w bagażniku samochodu. Do porzucenia jej na przystanku miał ich skłonić krewny jego ojca. - Na Konwaliową zawiózł ją mój tata do krewnego. Chciał, żeby ten krewny zabrał ją do domu, ale krewny powiedział: "K***a, wy**b ją pod płot". To tak zrobiliśmy - mówi nastolatek, tłumacząc, że "nie wydaje mu się", by 50-latka zmarła z powodu pobicia.

Nastolatek jest znany policji od chwili, gdy skończył 12-lat. Wcześniej był notowany za kradzieże trunków i spożywanie alkoholu. Jak podaje "Uwaga" TVN, prokurator wnioskował o umieszczenie go w schronisku dla nieletnich, ale sąd nie przychylił się do tego wniosku. - Sąd może zastosować ten środek, kiedy zachodzi uzasadniona obawa, że nieletni może się ukryć, będzie próbował zatrzeć ślady przestępstwa albo nie można ustalić jego tożsamości. W tym wypadku przesłanki te nie zostały spełnione - tłumaczy w rozmowie z telewizją Dominik Bogacz, rzecznik Sąd Okręgowego w Częstochowie.