Marsz Niepodległości 2019. Dużo rac, palenie flag i neofaszyści z Forza Nuova na ulicach Warszawy

Według stołecznego ratusza w Marszu Niepodległości udział wzięło 47 tys. osób, choć sami organizatorzy szacują frekwencję aż na 150 tys. Przemarsz przebiegał na ogół spokojnie, choć podobnie jak przed rokiem w Warszawie pojawiła się neofaszystowska grupa z Włoch Forza Nuova. Doszło też do podpalenia flag tęczowej i Unii Europejskiej. Nie obyło się bez skandowania haseł: "a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści" czy "tu jest Polska, nie Izrael".

Tegoroczny Marsz Niepodległości przeszedł pod hasłem "Miej w opiece naród cały". Jeszcze przed wyruszeniem uczestników przy rondzie Dmowskiego zaroiło się od czerwonych rac, których używanie podczas zgromadzeń jest zakazane. Marsz wyruszył niedługo po godzinie 14, ale szybko został wstrzymany. Prawdopodobnie z powodu manifestacji, którą na rondzie de Gaulle'a zorganizowali Obywatele RP. Jak relacjonował obecny na miejscu dziennikarz Gazeta.pl Patryk Strzałkowski, z powodu oczekiwania atmosfera zaczęła robić się nerwowa.

Policja rozwiązała spontaniczne zgromadzenie na trasie marszu i siłą usunęła część manifestantów. Jak tłumaczyła stołeczna komenda, przebieg zgromadzenia powodował "zagrożenie życia i zdrowia wielu osób". Zwinięty został też duży banner z napisem "Konstytucja".

'Nie islamska, nie laicka, tylko Polska katolicka!'. Tak wyglądał X Marsz Niepodległości w Warszawie >>>

Marsz Niepodległości 2019 r. Hasło "Naziole won" wywieszone na hotelu

Na początku marszu z balkonu hotelu Metropol przy rondzie Dmowskiego wywieszono napis "naziole won", na budynku nieopodal pojawiła się flaga Polski z m.in. symbolem tęczy, flagą Romów, symbolami chrześcijaństwa, judaizmu, prawosławia i islamu. Jednemu z uczestników marszu udało się zdjąć transparent. Krzysztof Bosak stwierdził, ze była to "lewacka prowokacja". Podobnie wywieszoną flagę nazywali organizatorzy marszu. Uczestnicy wznosili okrzyki: "raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę", "tu jest Polska, nie Izrael" czy "a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści".

Centrum Warszawy w nacjonalistycznym smogu. Potwierdziły to czujniki jakości powietrza >>>

Z mostu Poniatowskiego uczestnicy rzucali petardy i race. Jedna z ciężarówek zaparkowanych pod mostem zapaliła się, ale policjanci szybko ugasili ogień. Bartosz Staszewski, aktywista i reżyser, zamieścił na Facebooku nagranie, na którym widać, że uczestnicy marszu palili flagi Unii Europejskiej i LGBT.

Forza Nuova w Warszawie

Na marszu podobnie jak przed rokiem mogliśmy zobaczyć powiewające sztandary Forza Nuova, to neofaszystowska organizacja, której założyciel Roberto Fiore był we Włoszech skazany za działalność terrorystyczną. Udało mu się jednak zbiec do Wielkiej Brytanii. W marszu w tzw. czarnym blok szli członkowie Nacjonalistycznego Frontu Ostrów, na banerze pojawiło się hasło "Lewactwo nie może już czuć się bezpiecznie". Członkowie ruchu wykrzykiwali m.in.: "USA - imperium zła" i "czarny blok, biała siła".

Ile osób wzięło udział w marszu? Według Kamila Dąbrowy, rzecznika stołecznego ratusza manifestacja zgromadziła 47 tys. osób. Z kolei organizatorzy twierdzą, że było ich aż 150 tys. Danych frekwencyjnych nie podała jeszcze policja. Marsz na ogół miał spokojny przebieg. Poza narodowcami szło w nim wiele rodzin z dziećmi czy grupy rekonstrukcyjne. 

O podsumowanie Marszu poprosiliśmy też naszego reportera Patryka Strzałkowskiego, który obserwował przemarsz idąc wśród jego uczestników: 

Tak, na Marszu były rodziny z dziećmi. I to było smutne

Marsze Niepodległości w Warszawie przez długi czas były kojarzone z wandalizmem, rozróbami i bitwami z policją. Od kilku lat sytuacja jest inna, nie ma zamieszek, a najwyżej pojedyncze incydenty. Organizatorzy i zwolennicy nacjonalistycznej manifestacji obruszają się na krytykę: "To patriotyczna manifestacja, są całe rodziny z dziećmi!".

To ostatnie jest faktem. Na tegorocznym marszu byli ludzie młodzi i starsi, była przewaga mężczyzn, ale też sporo kobiet, byli ludzie z większych i mniejszych miast, były osoby z niepełnosprawnościami, można było spotkać księdza czy zakonnicę. I tak, były rodziny z dziećmi.

Rodziny z dziećmi wózkach, z kilkulatkami na barana, z uczniami i nastolatkami szły na całej długości marszu. Szły obok "czarnego bloku" z neofaszystowską symboliką, obok ONR i ich gości z faszystowskiej Forza Nuova.

Dzieci szły obok mężczyzn, którzy rzucali przedmioty i wyzwiska w stronę kontrmanifestacji, którzy rzucali się w stronę jej uczestników. Szły obok tłumu skandującego "Polska nie Izrael", "biała Polska dla Polaków", czy najczęściej słyszanych na marszu haseł: "j**ć TVN", "raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę". W pewnym momencie na oko 7-letnia dziewczynka zaczęła śpiewać: "A na drzewach zamiast liści będą wisieć...". Inny chłopiec pytał ojca, kim są zamaskowani mężczyźni skandujący "czarny blok, czarna siła".

Marsz był - w swojej skali - spokojny, tak jak w ostatnich latach. Był jednak równie co zawsze przepełniony agresją, hasłami o nienawiści i przemocy, z przeplatającymi się wątkami rasistowskimi i antysemickimi. Nie były to pojedyncze przypadki, na całej trasie marszu królowały wulgarne i nienawistne hasła. To fakt, że w manifestacji biorą też udział rodziny z dziećmi, ale właśnie widok wystawiania dzieci na takie otoczenie był jedną z najbardziej smutnych rzeczy na manifestacji.