Kierowca ciężarówki, w której przewożono tygrysy: Przetrzymywanie zwierząt z powodu biurokracji to wstyd

- Zatrzymywaliśmy się, dawaliśmy im jeść i pić, karmiliśmy je kurczakami (...). Nie trzymajmy tygrysów w ciężarówce z powodu biurokracji, to wstyd - przekonuje kierowca ciężarówki, ktorą przewożono dziesięć tygrysów. Pojazd utknął na polsko-białoruskim przejściu granicznym, a zwierzęta zostały znalezione w tragicznym stanie. Jedno z nich padło, reszta jest pod opieką weterynarzy.
Zobacz wideo

Kierowca ciężarówki przewożącej tygrysy, która utknęła na polsko-białoruskim przejściu granicznym, udzielił wywiadu telewizji Polsat News. Przypomnijmy, że tygrysy były przewożone z jednego z rzymskich cyrków do Rosji. Kierowcy ciężarówki udało się przejechać przez polską granicę, ale białoruscy pogranicznicy wstrzymali transport z powodu braku oryginalnych dokumentów przewozowych. W chwili uratowania przez pracowników poznańskiego zoo tygrysy były skrajnie wycieńczone - chude, odwodnione, z zapadniętymi oczami, futra obklejone odchodami. Jeden z nich został znaleziony w klatce martwy. Dyrektorka poznańskiego zoo przyznała, że tygrysy były w tak złym stanie, że prawdopodobnie miały zostać sprzedane "na części".

Kierowca ciężarówki przewożącej tygrysy: Moim zdaniem to niegodne

Kierowca ciężarówki Marco Accardo podkreśla, że ekipa odpowiadająca za transport zwierząt regularnie karmiła tygrysy, a jedno ze zwierząt padło na granicy z powodu dużego stresu. Mówi również, że to biurokracja - a nie złe warunki przetrzymywania zwierząt - doprowadziła do ich fatalnej kondycji.

- Zatrzymywaliśmy się, dawaliśmy im jeść i pić, we wtorek wieczorem zatrzymaliśmy się w Arezzo w Toskanii - daliśmy im jeść, pić i pozwoliliśmy im zasnąć - mówi mężczyzna z rozmowie z Polsat News. - Karmiliśmy je kurczakami. Tygrysy jedzą również kurczaki - doprecyzowuje.

Jak podkreśla kierowca ciężarówki, już w ubiegły czwartek 24 października transport z tygrysami dojechał na przejście graniczne. Od tego momentu do środy 30 października ciężarówka nie mogła pojechać dalej, a zwierzęta wciąż znajdowały się w środku.

 Zostały podarowane zoo w Rosji. Wyruszyliśmy z nimi z Rzymu w zeszły wtorek wieczorem a tu przyjechaliśmy w czwartek. Moim zdaniem to niegodne, że od tego czasu nadal jesteśmy tutaj, stoimy na granicy z powodu jakiegoś dokumentu. To jakaś niestworzona historia - dokumentu, o którym nawet nasze ministerstwo nic nie wie

- powiedział w rozmowie z Polsat News, podkreślając, że "przetrzymywanie zwierząt z powodu biurokracji to wstyd".

Sprawę przewodu tygrysów bada prokuraturaZarzuty postawiono już organizatorowi transportu, 32-letniemu obywatelowi Rosji.