Nowe fakty ws. zabójstwa 26-letniej Kristiny. Wcześniej zgłaszała nękanie, uznano, że to tylko "dokuczanie"

Zanim 26-letnia Kristina została zastrzelona przez swojego byłego partnera, trzy miesiące przed śmiercią szukała pomocy na policji i prosiła funkcjonariuszy o ochronę przed mężczyzną - wynika z ustaleń TVN 24. Działania Pawła R. potraktowano jednak jako wykroczenie, a nie przestępstwo. Mężczyzna odwiedził ją w pracy i z bliskiej odległości strzelił jej w głowę. W lubuskiej policji wszczęto postępowania dyscyplinarne i wyjaśniające w tej sprawie.
Zobacz wideo

Są wstępne ustalenia z raportu wyjaśniającego, którego przygotowanie zlecono w lubuskiej policji po tragicznym zdarzeniu, do którego doszło 11 września w jednej z pralni w Gorzowie Wielkopolskim. 26-letni mieszkaniec miasta, Paweł R., wszedł do środka i z bliskiej odległości strzelił w głowę swojej równolatki i byłej partnerki, Kristiny V. Kobieta zmarła na miejscu. Jej oprawca został zastrzelony podczas policyjnego pościgu. Już na wstępie pojawiały się informacje, że przed śmiercią Ukrainka była nagabywana przez mężczyznę, który nie mógł pogodzić się z rozstaniem. Znajomi pary relacjonowali, że mężczyzna "zakochał się w niej na zabój", nagabywał ją i wysyłał SMS-y z pogróżkami. 

Gorzów Wielkopolski. 26-letnia prosiła policję o pomoc, zanim doszło do tragedii

Zanim 26-letnia Kristina została zastrzelona, prosiła o pomoc funkcjonariuszy z gorzowskiej komendy policji - wynika ze szczegółów policyjnego raportu, do którego dotarli dziennikarze TVN 24. Pierwszy raz kobieta zjawiła się na komisariacie w połowie czerwca tego roku. Już wtedy mówiła, że czuje się zastraszana przez byłego partnera i prosiła o interwencję. Oficer dyżurny po wysłuchaniu jej zeznań zakwalifikował jednak działania Pawła R. jako "złośliwe dokuczanie innej osobie" z artykułu 107 Kodeksu wykroczeń (jest stosowany m.in. w przypadku sporów sąsiedzkich). Działania z tego tytułu to nie przestępstwa, a wykroczenia - nie można było więc wdrożyć środków takich jak wydanie zakazu zbliżania i kontaktowania się oprawcy z ofiarą. Oficer dyżurny mógł zakwalifikować sprawę gróźb wobec 26-latki z artykułu 190 Kodeksu karnego (dotyczy gróźb karalnych). Wówczas przyznanie ochrony ofierze byłoby możliwe. 

Z ustaleń dziennikarzy TVN 24 wynika, że na początku września Paweł R. został finansowo ukarany za wykroczenie. Nie był to jednak koniec sprawy, bo w pomoc 26-latce zaangażował się funkcjonariusz miejscowego zarządu CBŚP. O sytuacji kobiety i o tym, że coraz bardziej boi się ona swojego oprawcy, który nie przestaje wysyłać jej wiadomości z pogróżkami, opowiedział mu jego kolega. Funkcjonariusz udał się wraz z kobietą na komisariat, a Ukrainka zeznała, że Paweł R. kieruje wobec niej groźby karalne. Nie złożyła tego dnia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, bo policjanci nie mieli czasu na jego przyjęcie. Dzień później funkcjonariusz CBŚP osobiście skierował wniosek o ściganie Pawła R., ale Kristina V. odmówiła złożenia podpisu pod zawiadomieniem do prokuratury. Jak wskazują rozmówcy TVN 24, najprawdopodobniej poczuła się źle potraktowana na komisariacie. Była też zastraszona i mogła się obawiać utraty szansy na stały pobyt w Polsce.

We wrześniu Kristina została zamordowana. W gorzowskiej komendzie policji prowadzona jest kontrola i postępowanie wyjaśniające. Dodatkowo prowadzone jest postępowanie dyscyplinarne wobec policjanta, który jako pierwszy przyjmował zgłoszenie od Kristiny V. Dlaczego zakwalifikował on działania Pawła R. jako wykroczenie? - To klasyczna ucieczka przed wszczęciem postępowania o przestępstwo. To rzutuje na statystykę przestępczości, która jest ujęta w mierniki - mówi anonimowy policjant cytowany przez TVN 24. 

Więcej o: