18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

Niemiec miał nękać poznaną w sieci Polkę. Odmówiła zeznań przed sądem. Mężczyznę uniewinniono

"Masz połowę mojego serca, ja mam połowę twojego" - pisze 43-letni Hans M. do 23-letniej Sandry K. "Wracaj do Niemiec i daj mi spokój" - odpisuje mieszkanka Warszawy. Kilka miesięcy później Hans staje przed sądem jako oskarżony m.in. o nękanie kobiety. Nagle, podczas jednej z rozpraw, wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.
Zobacz wideo

Czerwiec 2017. Stołeczna policja publikuje na swojej stronie internetowej informację o zatrzymaniu "na gorącym uczynku" 43-letniego Niemca, który miał nękać młodą Polkę.

To była zwykła znajomość internetowa. 23-letnia mieszkanka Warszawy korespondowała z obywatelem Niemiec w języku niemieckim i angielskim, bez żadnych zobowiązań. Nie przypuszczała nawet, że normalna korespondencja może się przerodzić w stalking i przemoc

- opisują sprawę funkcjonariusze.

Policja dodaje w komunikacie, że "kobieta przeraziła się, kiedy nagle po około dwóch tygodniach znajomości internetowej przed drzwiami jej mieszkania pojawił się rozmówca zza granicy". Według funkcjonariuszy Niemiec "chodził za nią, robił sceny zazdrości, wyzywał, groził, że ją zabije oraz dobijał się do drzwi jej mieszkania".

Pokrzywdzona wezwała policjantów, kiedy pod jednym z centrów handlowych 43-latek podbiegł do niej i używając wobec niej siły, zaczął ją napastować. Mundurowi zatrzymali obywatela Niemiec i umieścili go w policyjnej celi

- relacjonują policjanci.

O przerażającej historii informują ogólnopolskie media. Później jednak temat przycicha. Postanawiam sprawdzić, czy obywatel Niemiec ostatecznie został uznany za winnego i trafił do więzienia. Lektura akt jednak zaskakuje. W całej tej sytuacji doszło bowiem do nieoczekiwanego obrotu sprawy.

"Krzyczał, że mnie kocha"

- Stałem na głównym wejściu w galerii. Usłyszałem krzyki, ale nic za bardzo nie widziałem  W pewnym momencie zza schodów wybiegła ta kobieta. Krzyczała "pomocy". Powiedziała, że pan, który za nią szedł, nachodził ją i wcześniej była zawiadomiona policja, i żeby zatrzymać go do przyjazdu policji - mówi przed sądem ochroniarz. Opisuje zdarzenie, którego był uczestnikiem 31 maja 2017 roku.

Do jednej z galerii handlowych wpada Sandra K. (według jednego z ochroniarzy "strasznie zdenerwowana i zapłakana"). Mówi pracownikom ochrony, że jest nękana przez Hansa M. Między Hansem M. a ochroniarzami dochodzi do szarpaniny, gdy ten odmawia opuszczenia budynku.

Policjant: Mężczyzna nie reagował na nasze okrzyki i wezwania do zatrzymania się, w związku z czym użyto wobec niego chwytów obezwładniających oraz kajdanek.

Hans M. trafia do policyjnej izby zatrzymań.

23-latka opowiada policji, że poznała Niemca kilka tygodni wcześniej na Facebooku. Na początku odpisywała, potem urwała kontakt. Hans M. przyjechał wobec tego do Polski. Twierdzi, że Hans M. dobijał się do jej mieszkania, chciał zabrać ze sobą do Niemiec, "krzyczał, że ją kocha".

Sandra K.: 28 maja ok. godz. 19 wezwałam policję, ponieważ Hans M. stał pod moimi drzwiami wejściowymi do mieszkania, dzwonił, pukał i mówił, żebym za niego wyszła, że chce ze mną porozmawiać, że chce ze mną zamieszkać i że chce ze mną być 24 godziny na dobę. Zanim przyjechała policja, uciekł.

W dniu zatrzymania mężczyzna miał chwycić Sandrę K., "ściskać, dotykać po piersiach, brzuchu i całować po twarzy". Sandra K. mówi policjantom, że wyrwała się Niemcowi i pobiegła do galerii. Tam poskarżyła się ochroniarzom.

Sandra K.: Obawiam się Hansa M.

"Miłość jest życiem, a życie miłością"

Kobieta otwiera się nieco bardziej podczas kolejnego przesłuchania, tym razem w obecności biegłego psychologa i prokuratora. Wyjaśnia, że dorabia na portalu, "gdzie kobiety się rozbierają". Wpadła Niemcowi w oko ("od razu na kamerce pisał, że jestem jego boginią"). Coś ją "podkusiło" i podała mu adres swojego profilu na Facebooku.

Sandra M.: Bardzo dużo wypisywał, że mu się podobam i w ogóle. Wydawał mi się czułym facetem. Wysyłał mi zdjęcia i mówił dużo o sobie. Opowiadałam mu sytuacje z moim chłopakiem, że mi się nie układa. Potem ten pan był bardzo zazdrosny o mnie. Chciał się ze mną spotkać. Cały czas uważał tak, jakbym była jego dziewczyną. Dużo rzeczy mi zabraniał. Kazał mi zerwać z chłopakiem. Codziennie bardzo dużo pisał. I pisał, że mnie kocha, że nie może żyć beze mnie.

Hans M. po przyjeździe do Polski nocował najpierw w hotelu, potem już w swoim aucie stojącym w pobliżu bloku Sandry K.

23-latka przyznaje, że spotkała się z Hansem M. w jego samochodzie. - Wsiadłam do samochodu, ale on się do mnie dobierał. Powiedziałam mu, że mnie oszukał, bo zależy mu tylko na seksie - mówi.

Kobieta dostarcza śledczym fragmenty internetowych rozmów z mężczyzną. Komunikują się ze sobą łamaną angielszczyzną. Hans K. pisze Sandrze M., że "miłość jest życiem, a życie miłością" i "tylko on i ona są najważniejsi na świecie".

"Ty masz połowę mojego serca, ja mam połowę twojego" - czytam w archiwum konwersacji.

Mężczyzna oprócz miłosnych wyznań wpada też w furię ("myślisz, że ta pier*olona policja może mi coś zrobić, ty głupia suko!!!!!"), obraża kobietę ("pie*dol się!!!!!!!") i grozi jej ("już nie żyjesz!!!"). Próbuje wzbudzić w Sandrze M. zazdrość, pisząc o swojej byłej partnerce.

Sandra K. odpowiada: "Wracaj do Niemiec, wypier*alaj do ex".

Hans M. reflektuje się. "Kocham cię. Nic nie rozumiesz. Nie kocham mojej ex. Kocham tylko ciebie!!!!!!".

"Come to me ku*wa. Ku*wa I want be with u [pisownia oryginalna - red.]" - pisze mężczyzna.

Sandra M.: "Jedź do Niemiec i daj mi spokój. Jesteś po*ebany. Żal mi Ciebie...".

Hans M. wysyła 23-latce zdjęcie ze swoją zapłakaną twarzą. Gdy kobieta nie odpisuje, mężczyzna kieruje do niej dziesiątki kolejnych wiadomości. "Tęsknię". "Jesteś dla mnie wszystkim".

23-latka nie urywa jednak całkowicie kontaktu. Po jakimś czasie pisze: "Spie*dalaj!!!!!".

"Nie rozumiem, co ona robi"

2 czerwca 2017 r. Hans M. słyszy dwa prokuratorskie zarzuty. Pierwszy z nich dotyczy incydentu przed galerią handlową. Według prokuratury, Niemiec miał wtedy doprowadzić Sandrę K. "przy użyciu przemocy i wbrew jej woli, do poddania się innej czynności seksualnej poprzez dotykanie jej oraz całowanie po twarzy".

Drugi z zarzutów dotyczy "uporczywego nękania" poprzez przesyłanie niechcianych wiadomości, ustalenie miejsca zamieszkania kobiety, nadchodzenie jej, przebywanie pod budynkiem, chodzenie za Sandrą K. i wzbudzanie przez to u niej poczucia zagrożenia i naruszanie jej prywatności.

Hans M. nie przyznaje się do pierwszego z zarzutów ("ja rozumiem, że seksualnie to jest wtedy, kiedy dotykam piersi lub genitaliów"). Do drugiego - tak. Mężczyzna wyjaśnia, że "chciał chronić" Sandrę K., bo ta miała otrzymywać pogróżki i być szantażowana.

Hans M.: Przyjechałem do Polski, aby ją chronić tutaj na miejscu, aby zdobyć jej zaufanie i poznać ją osobiście.

Jak ustalił, gdzie mieszka kobieta? Sandra M. wysyłała Niemcowi zdjęcia... Snickersów, robione na tle bloków. W korespondencjach wspominała, że mieszka w Warszawie, blisko galerii handlowej. Dzięki internetowym mapom 43-latek szybko ustalił jej adres.

Hans M.: Gdyby nie chciała, abym ją znalazł i ją zlokalizował, toby takich rzeczy nie robiła. Ale teraz nie rozumiem, co ona robi.

Mężczyzna twierdzi, że spotkał się z Sandrą K. w parku, tam mieli pić piwo i się całować. - Była też taka sytuacja, kiedy byliśmy razem w samochodzie i prawie doszło do stosunku. Nie będę teraz opowiadać szczegółów, ale to było ekstremalne - mówi. Później precyzuje, że były dwie takie sytuacje.

W dniu zatrzymania w galerii handlowej Niemiec napisał kobiecie "przyjdź mój aniele, ja ciebie potrzebuję". 

Hans M.: Moje auto stało w tym miejscu, gdzie ona przechodziła. Więc gdyby nie chciała, żebym ją spotkał, toby tamtędy nie przechodziła. Kiedy ona mnie widzi, to z jednej strony się boi, ale z drugiej chce ze mną być. Zacząłem za nią iść. Potem ja próbowałem ją objąć, ale ona skuliła się i zaczęła płakać, więc ją puściłem, ale nie robiłem niczego z przemocą.

Podkreśla, że tego dnia jej nie całował.

Hans M.: Ja wiem dokładnie, że ona mnie kocha. Gdybym teraz stąd wyszedł i do niej napisał, że wyjeżdżam do Niemiec, to na pewno by się ze mną spotkała.

Przeszłość Hansa M.

Niemiec decyzją sądu trafia do aresztu.

Badanie sądowo-psychiatryczne nie wykazuje deficytu intelektu, zaburzeń pamięci, objawów uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.

Biegli: Niektóre wypowiedzi sugerowały występowanie objawów psychotycznych pod postacią urojeń, pozostawał wobec nich niekrytyczny.

Kolejna opinia: Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że jest on osobą o zaburzonej strukturze osobowości, ze słabymi mechanizmami obronnymi, zaburzoną oceną rzeczywistości, co sprzyja wydawaniu powierzchownych, szybkich sądów i ocen oraz wnioskowaniu podyktowanemu emocjami.

W dniu zatrzymania "miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność rozpoznawania znaczenia czynów i pokierowania swoim postępowaniem".

Z akt sądowych wynika, że niemal 20 lat wcześniej spędził osiem tygodni w szpitalu psychiatrycznym. Sam się tam zgłosił z powodu stanów lękowych, obniżonego nastroju, urojeń. Wydawało mu się wtedy, że mógł "oddziaływać na ludzi, miał nieść pokój i miłość wśród ludzi, jego myśli były przesyłane i realizowane".

W przeszłości karany za napad, handel narkotykami. Przyjmował: ecstasy, amfetaminę, kokainę, LSD, psylocybinę, meskalinę, palił marihuanę i haszysz. Czysty od 15 lat.

Żonaty, ale w separacji. W 2011 r. po kilku miesiącach po ślubie rozstał się z żoną. Później przez cztery lata miał partnerkę ze Szczecina.

Biegła o Sandrze K.: Bez tendencji do niezamierzonego wprowadzenia w błąd, pseudologii (patologicznego kłamstwa, konfabulacji).

Nieoczekiwany obrót sprawy

Sierpień 2017 r. Do sądu trafia akt oskarżenia. We wrześniu Hans M. wychodzi z aresztu.

Grudzień 2017 r. Sandra K. ma składać zeznania przed sądem i potwierdzić to, co mówiła policjantom i prokuraturze.

Odmawia.

Sandra K.: Jesteśmy z oskarżonym obecnie parą. Zostaliśmy parą mniej więcej dwa tygodnie po tym, jak opuścił areszt śledczy. Ja się pierwsza do niego odezwałam, napisałam do niego na Facebooku. Poprosiłam go o spotkanie, że chciałabym z nim porozmawiać. Zaczęliśmy się spotykać.

Kobieta chce, "żeby sąd tę sprawę zakończył". Informuje, że utrzymuje z Hansem M. "kontakty seksualne".

Kolejna rozprawa, styczeń 2018 r.

Hans M.: Było tak, że ja umieściłem kilka zdjęć na Facebooku i wówczas ona do mnie napisała, że jest jej przykro z powodu mojego aresztowania. Ja odpisałem, że nie ma problemu, że ją kocham cały czas, nawet pomimo aresztu. Ta miłość dała mi siłę, żeby wytrzymać w areszcie.

Wersję Hansa M. i Sandry K. potwierdza jej były partner. Nakrył ją z Niemcem w jednoznacznej sytuacji.  - Powiedziałem, że tak się nie robi. Pokłóciliśmy się, a z oskarżonym poszarpałem się i wyszedłem - mówi.

Więcej światła na ten rozwój wypadków rzucają fragmenty korespondencji znalezione w aktach. Najprawdopodobniej pochodziły z urządzenia Hansa M. i nie znajdowały się w treści tych, które dostarczyła wcześniej Sandra K. Dyskusje obejmują okres przed przyjazdem Niemca do Polski i po nim.

Sandra K. narzeka na swojego partnera, pisze, że raz zamknął ją w domu ("płakać mi się chce"). "Lubię cię" - pisze Hansowi M.

Mężczyzna wysyła kobiecie zdjęcia swojego członka we wzwodzie, twierdzi, że jest napalony. "Ja też" - odpowiada 23-latka. Ona przesyła z kolei Niemcowi swoje zdjęcia, które z czasem stają się coraz bardziej wyzywające. W końcu pojawiają się i takie, na których widać nagie piersi. Na jednej z fotografii ma na sutkach bitą śmietanę.

"Moja cipka jest ciasna" - informuje kobieta Hansa M.

"Chciałbym, żebyś leżała obok mnie w moim łóżku" - pisze mężczyzna.

Sandra K.: "Może pewnego dnia to marzenie się spełni".

Sąd: Zachowanie mężczyzny schlebiało Sandrze K.

Prokuratura mimo takiego obrotu sprawy i tak domaga się skazania Hansa M. na łączną karę półtora roku więzienia. Obrona chce uniewinnienia. Sąd przychyla się do stanowiska obrony.

Według sądu trudno uwierzyć w to, że Sandra K. nie spodziewała się przyjazdu Hansa M., skoro ten pisał o tym w wiadomościach wysyłanych przez internet.

Oprócz spotkania w parku dwukrotnie spotkali się w jego samochodzie, całowali się i dotykali w miejsca intymne. Jak wskazał oskarżony, wówczas prawie doszło do stosunku płciowego. Gdyby pokrzywdzona się go obawiała, to nie wsiadłaby z nim do jego samochodu i by się z nim nie spotykała

- czytamy w uzasadnieniu. Sąd zwrócił też uwagę na fakt, że Sandra K. cały czas wysyłała Hansowi M. swoje zdjęcia. Według sądu brak też jest "jakichkolwiek dowodów, które wskazywałyby, że oskarżony dopuścił się zachowania, które mogłoby zostać uznane za inną czynność seksualną".

Sąd: Podczas pobytu oskarżonego w Warszawie pokrzywdzona pozostawała z nim w stałym kontakcie. Z jednej strony wprawdzie skarżyła się na jego zachowanie swojemu ówczesnemu partnerowi, jednakże to ona nie chciała wzywać policji. Podczas interwencji policji zachowywała się spokojnie, uśmiechała się.

Według sądu z materiałów zebranych przez prokuraturę wynika, że zachowanie Hansa M. Sandrze K. "zasadniczo nie przeszkadzało, a nawet w jakiś sposób jej to schlebiało".

Wysyłała oskarżonemu swoje zdjęcia o charakterze erotycznym. Miało to miejsce także o po tym, jak w dniu 28 maja 2017 r. interweniowała policja

- brzmi fragment uzasadnienia

Prokuratura składa apelację. Twierdzi, że wbrew temu, co ustalił sąd, Sandra K. obawiała się oskarżonego, a jego zachowanie było dla niej uciążliwe. Śledczy przyznają jednak, że kontaktowanie się kobiety z Niemcem i wysyłanie mu zdjęć "nie było racjonalne".

Prokuratura: Okoliczność, iż Sandra K. zmieniła zdanie, nie może oznaczać negacji całego, również obiektywnego materiału dowodowego. Pokrzywdzona chciała zakończenia postępowania, ale nie wskazała, że chodziło jej o uniewinnienie oskarżonego. Stwierdzeniem tym nie zanegowała zaistnienia przestępstw jakich dopuścił się oskarżony.

W czerwcu warszawski Sąd Okręgowy utrzymuje wyrok w mocy.

Imiona i niektóre inicjały bohaterów tekstu zostały zmienione.

Więcej o: