Zmarł Karol Tendera, były więzień Auschwitz. Walczył z określeniem "polskie obozy zagłady"

Karol Tendera zmarł w wieku 98 lat. Pod koniec życia wytoczył proces telewizji ZDF za sformułowanie "polskie obozy zagłady". Sam podczas okupacji był w KL Auschwitz i doskonale wiedział, że to naziści mordowali tamtejszych więźniów. Dlatego zażądał od niemieckiej stacji przeprosin oraz zakazu używania w przyszłości określeń wprowadzających w błąd.

O śmierci Karola Tendery poinformowano na profilu PL1918 prowadzonym na Twitterze przez Kancelarię Prezydenta.

"Odszedł Pan Karol Tendera. Był więźniem niemieckiego obozu Auschwitz o numerze 100430. Wielki Polak, dla przyszłych pokoleń walczył niezłomnie o prawdę historyczną” - poinformowano, przypominając, że prezydent Andrzej Duda odznaczył go w lutym 2019.

Andrzej Duda dodał na swoim profilu: "Odszedł bohater naszych czasów!".

Karol Tendera walczył z określeniem "polskie obozy zagłady"

Karol Tendera walczył z określeniem "polskie obozy śmierci/ zagłady/ koncentracyjny". Pod koniec życia pozwał niemiecką telewizję, która w 2013 roku użyła takiego określenia w jednej z zapowiedzi programu.

- Takie haniebne oskarżenia naruszają moje dobra osobiste i bezczeszczą mój honor narodowy, bo wynika z nich, że my tam byliśmy oprawcami. Złożyliśmy pozew, ponieważ władze nieskutecznie albo słabo działały - mówił na sali sądowej podczas procesu.

Prawomocny wyrok zapadł 22 grudnia 2016 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał, że sformułowanie "polskie obozy śmierci" faktycznie naruszyło dobra osobiste byłego więźnia. Jednak niemiecka telewizja odwołała się od wyroku. Formalnie sprawa nie została jeszcze zakończona: w chwili śmierci Karola Tendery skarga jego pełnomocnika trafiła przed niemiecki trybunał konstytucyjny.

Podczas wojny był więźniem Auschwitz i Birkenau

- W Auschwitz było strasznie, ale w Birkenau Niemcy urządzili piekło - wspominał czasy okupacji. - Palenie ludzi było na porządku dziennym. Widziałem selekcję jednego z transportów z Żydami. Silniejszym pozwolono pracować. Matkom zabierano dzieci. Te mniejsze i słabsi dorośli trafiali do gazu.

W Auschwitz poznał Józefa Cyrankiewicza. Działał w założonej przez Witolda Pileckiego konspiracyjnej organizacji, która pomagała więźniom w ucieczkach. Sam też uciekł z obozu, ale został złapany przez niemieckich myśliwych. Mówił, że powrocie na teren obozu nie został rozstrzelany tylko dlatego, że dowództwo obozu uznało, iż więźniowie nie zdążyli poznać regulaminu, a więc nie wiedzieli, że ucieczka jest karana śmiercią. Podsumował: niemiecki legalizm i przywiązanie do zasad uratowało mi wtedy życie.

Twierdził, że po wojnie starał się "cieszyć życiem". - Ja często jeżdżę do Oświęcimia. Opowiadam nieraz odwiedzającym Niemcom, jak było. Czasami dostaję za to od nich kwiaty i czekoladki. To miłe, czekoladki są nawet smaczne - mówił "Gazecie Wyborczej".