Koszalin. 39-latek chciał porwać 11-letnią dziewczynkę. Dziecku pomógł sąsiad

Policjanci z Koszalina zatrzymali 39-letniego mężczyznę, który próbował uprowadzić 11-letnią dziewczynkę. Sprawę zgłosili rodzice, którzy widzieli ją oddalającą się z obcym mężczyzną.
Zobacz wideo

We wtorek 24 września policjanci otrzymali zgłoszenie od rodziców dotyczące możliwego uprowadzenia dziecka przy ulicy Zwycięstwa w Koszalinie. Opiekunowie zawiadomili, że do ich córki podszedł nieznany mężczyzna i siłą zmusił ją do pójścia z nim w kierunku parku.

39-latek próbował uprowadzić 11-letnią dziewczynkę w Koszalinie. Dziecku pomógł sąsiad

Policjanci natychmiast udali się na miejsce zdarzenia, jednak dziecku wcześniej pomógł sąsiad. Znajomy rodziny przejeżdżał w pobliżu dziewczynki, która płakała idąc z obcym mężczyzną. Zaniepokojony sąsiad od razu zatrzymał samochód i podbiegł do dziecka. 39-latek w tym momencie uciekł.

Funkcjonariusze przez kolejne godziny przeglądali monitoring i patrolowali ulice, by ustalić w którym kierunku sprawcy udało się uciec. Mundurowi sprawdzili też miejsca, gdzie gromadzą się bezdomni oraz przesłuchali osoby, które mogłyby pomóc w identyfikacji mężczyzny. W niespełna dobę od zdarzenia policjantom udało się ustalić miejsce przebywania mężczyzny.

Jak podaje Onet sprawca miał złapać ją za szyję, grozić jej i siłą ciągnąć w kierunku parku. 

39-latek usłyszał już zarzuty: Kilka miesięcy temu wyszedł z więzienia

Sierżant sztabowa Beata Gałka z Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie w rozmowie z TVN24 poinformowała, że 39-letniemu bezdomnemu postawiono już zarzut doprowadzenia małoletniej do poddania się innej czynności seksualnej. Mężczyzna groźbą i siłą zmusił 11-latkę do pójścia w kierunku lasu, gdzie miało dojść do "molestowania przez dotyk". 

Z kolei Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie przyznał, że bezdomny był już wcześniej karany za podobne czyny. Kilka miesięcy temu wyszedł z więzienia. W piątek skierowany zostanie wniosek do sądu o jego tymczasowe aresztowanie. Wyjaśnienia mężczyzny mają być "mało konkretne". Śledczym tłumaczył, że w tym czasie był pijany i nie kontrolował tego, co się dzieje. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.