Nietypowe obrażenia i obecność narkotyków we krwi. Nowe fakty ws. śmierci Magdaleny Żuk

Nietypowe w przypadku samobójstwa obrażenia, logowanie telefonu 20 km od lądu i obecność narkotyków we krwi - takie są ustalenia dziennikarzy "Interwencji", dotyczące zagadkowej śmierci Magdaleny Żuk. Trwające już dwa lata śledztwo wciąż nie doczekało się finału.
Zobacz wideo

Dziennikarze "Interwencji" Polsat News dotarli do nieznanych dotąd dokumentów w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Jednym z nich są wyniki badań tomografem komputerowym, przeprowadzonych po tym, gdy Żuk rzekomo próbowała popełnić samobójstwo. Według Marcina Popowskiego, detektywa, który wiedział wyniki, obrażenia młodej kobiety były nietypowe - wystąpiły głównie po jednej stronie ciała. - W tym przypadku obrażenia wskazują, że ciało zostało wyrzucone z okna, ewentualnie było zupełnie bezwładne - twierdzi detektyw.

Nowe fakty ws. śmierci Magdaleny Żuk

Rodzina kobiety przekazała dziennikarzom także raport toksykologiczny, z którego wynika, że kobieta była pod wpływem narkotyków - ma chodzić o substancje z grupy Khat. Jak opisywała "Gazeta Wyborcza" w reportażu o Jemenie, gdzie żucie rośliny jest powszechne, zażywanie substancji "może się objawiać efektami umiarkowanego stopnia euforii i lekkiego podniecenia, co prowadzi do pobudzenia interakcji społecznych i powoduje rozluźnienie". Po jakimś czasie od zażycia wrażenia zastępowane są przez otępienie, stany lękowe czy depresję reaktywną. 

O tym, że Żuk padła ofiarą przestępstwa świadczyć mają też dane telefonu. Okazuje się, że dzień po przyjeździe do Egiptu, telefon kobiety zalogował się na Morzu Czerwonym, jakieś 20 km od lądu.

Tragiczny wyjazd Magdaleny Żuk

Sprawą śmierci Magdaleny Żuk od dwóch lat zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Dotychczasowe efekty śledztwa nadal nie odpowiadają na pytanie, co dokładnie stało się pod koniec kwietnia 2017 r. w Marsa Alam. Nowe światło na sprawę mogą rzucić materiały przekazane z egipskiej do polskiej prokuratury. Śledczy cały czas je analizują. 

Pod koniec kwietnia 2017 roku 27-letnia Magdalena Żuk wyjechała na wakacje do egipskiego kurortu. Dziewczyna podróżowała sama, ponieważ jej partner nie miał ważnego paszportu. Kobieta po przylocie do Marsa Alam miała wysyłać niepokojące wiadomości do swojej rodziny, także inni polscy turyści zauważyli dziwne zachowanie młodej dziewczyny. Po kilku dniach od przylotu kobieta została zabrana do szpitala w Hurghadzie. Po szamotaninie z personelem szpitala dziewczyna miała wyskoczyć ze szpitalnego okna.

Więcej o: