Makabryczne zabójstwo 23-letniej studentki. Prokuratura chce utajnienia procesu "Kuśnierza"

Do krakowskiego sądu wpłynął wniosek o utajnienie procesu Roberta J., podejrzanego o brutalne zabójstwo krakowskiej studentki. Jeśli sąd przychyli się do wniosku, opinia publiczna nie dowie się nawet, na jakiej podstawie sformułowano akt oskarżenia. Akcję o kryptonimie "Skóra" prowadzono od 1999 roku, kiedy odnaleziono fragmenty ciała Katarzyny Z.
Zobacz wideo

Wyłączenie jawności procesu oznacza, że żadne szczegóły dotyczące śledztwa, informacje na temat dowodów, czy zeznań świadków, nie wydostaną się poza salę rozpraw. Opinia publiczna nie dowie się również na jakiej podstawie oparto akt oskarżenia.

Jak informuje RMF FM, nie dowiemy się też jakie jest uzasadnienie wniosku, ani jakie ustalenia poczynili prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie jednego z najgłośniejszych zabójstw w III RP. Wiadomo jedynie, że liczący 800 stron akt oskarżenia trafił do sądu. Sprawę przydzielono VI wydziałowi karnemu Sądu Okręgowego w Krakowie.

Sprawa była badana przez niemal 18 lat. Przez ten czas nikomu nie postawiono żadnych zarzutów. W 2017 roku po przeprowadzeniu dodatkowych czynności śledczych m.in. przez policyjne archiwum X oraz FBI, antyterroryści aresztowali podejrzanego - 52-letniego Roberta J.

Zabójstwo Katarzyny Z. z Krakowa 

Robert J. został zatrzymany 3 października 2017 roku na krakowskim Kazimierzu. Prokuratura postawiła podejrzanemu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna miał zamordować 23-letnią studentkę religioznawstwa pomiędzy 12 listopada 1998 roku, a 6 stycznia 1999 roku - podaje Onet.

Fragmenty ciała kobiety udało się znaleźć dopiero w styczniu 1999 roku. Natknęli się na nie pracownicy barki, którzy zauważyli, że w śrubę napędową coś się wkręciło. Okazało się, że to fragment skóry i noga Katarzyny Z. 

Śledczy długo nie mogli rozwiązać sprawy. W 2012 roku śledztwo zostało wznowione i podczas ponownej sekcji zwłok ustalono, że do zbrodni nie doszło nad rzeką, a w środowisku leśnym. Poinformowano również, że kobieta była przed śmiercią torturowana. 

Robert J. trafił do aresztu dopiero w październiku 2017 roku, czyli po prawie 20 latach od zbrodni. Został tam zatrzymany na rok, a później sąd przedłużył areszt. Miał namówić Katarzynę Z. na wyjazd do domku na obrzeżach Krakowa, a później zniewolić ją i torturować podając środki chemiczne. Po śmierci obciął kobiecie kończyny, oskórował ją i "uszył body". Mężczyzna cały czas nie przyznaje się do winy. 

Jednocześnie, jak informowali wiosną reporterzy Superwizjera, J. czekał na akt oskarżenia prawie dwa lata, a jego rodzina i obrońcy twierdzą, że został on zatrzymany niesłusznie. Fakty dotyczące sposobu prowadzenia śledztwa, które ujawnili są co najmniej zaskakujące. 

Prokuratura zatrzymuje Roberta J. w październiku 2017 roku. I to jest pytanie otwarte do tej pory, czy miała wtedy jakiekolwiek dowody, że Robert J. jest sprawcą tego morderstwa? Naszym zdaniem takich dowodów nie było. Mało tego, prokuratura do dziś nie jest w stanie powiedzieć, co się stało z Katarzyną Z. Nie jest w stanie powiedzieć jak została zamordowana, przez kogo, gdzie, w jaki dokładnie sposób, a przede wszystkim, jaki Robert J. miałby mieć motyw.
Tym większą tajemnicą jest dla nas, dlaczego Robert J. został wtedy zatrzymany. Dopiero po spektakularnym zatrzymaniu ekipa policyjna weszła do mieszkania Roberta J. i dosłownie je wypatroszyła. Wszystko zostało zerwane, przeszukane i po roku poszukiwań okazało się, że dwa krótkie włoski, znalezione pod wanną w łazience J., miały należeć do Katarzyny Z.

- mówili w kwietniu dziennikarze w rozmowie z Gazeta.pl

Więcej o: