Burza na Giewoncie. Ksiądz mówi, że został trzykrotnie rażony piorunem. Na szczycie rozgrzeszał rannych

Jedną z osób poszkodowanych podczas burzy na Giewoncie, w wyniku której zginęły cztery osoby, był ksiądz, który aż trzykrotnie miał zostać rażony piorunem. Po pierwszym uderzeniu, zaczął na głos udzielać innym turystom rozgrzeszenia. - Podejrzewałem że mogą być jacyś umierający - powiedział.

Do księdza, który nadal przebywa w zakopiańskim szpitalu, dotarli dziennikarze programu "Interwencja" w Polsacie.

Według duchownego nic nie zapowiadało, że przyjdzie burza. Ksiądz usłyszał pierwsze grzmoty, kiedy był już na szczycie Giewontu. Chwilę potem rozpętało się piekło, a w niego uderzył pierwszy piorun. 

- Musiało mną rzucić, uderzyłem w skałę. Poczułem ogromny ból przeszywający całe ciało, iskry, nawet nie potrafię tego opisać, jakby rozsadzało mi klatkę piersiową - opowiadał. Mimo to wstał i zacząć udzielać rozgrzeszenia osobom, które znajdowały się wokół niego. - Podejrzewałem, że może być źle, że mogą być jacyś umierający. Zrobiłem to, co do mnie należało - twierdzi.

Czytaj więcej: Szlak na Giewont zamknięty do odwołania. Turyści wchodzą mimo zakazu. "Chcemy zobaczyć krzyż"

Burza w Tatrach. Duchowny rażony piorunem na Giewoncie: Myślałem, że jestem spalony 

Ksiądz kierował też ludzi do zejścia. Z jego relacji wynika, że na szczycie było bardzo zimno, padał też deszcz, co utrudniało schodzenie z Giewontu. Sam duchowny zdołał odejść jedynie kilku kroków od krzyża i wtedy został porażony piorunem po raz drugi. Chwilę potem - po raz trzeci.

- Myślałem, że jestem spalony. Prosiłem Boga, żeby mnie zabrał, ból był tak ogromny - wspomina. Zastanawia się też z goryczą, jak to możliwe, że on, który był tak blisko krzyża, przeżył, a inni, którzy byli dalej, zginęli.

Duchowny w wyniku porażeń miał niewładne obie nogi i prawą rękę. Powoli jednak odzyskuje sprawność.

Burza na Giewoncie. Cztery osoby zginęły

Do tragicznej burzy w Tatrach doszło w czwartek 22 sierpnia. Najbardziej ucierpieli turyści, którzy w momencie jej rozpętania przebywali na Giewoncie. Cztery osoby, dwoje dorosłych i dwoje dzieci, zginęło po tym, jak poraził ich prąd, gdy piorun uderzył w łańcuch, stanowiący sztuczne ułatwienie dla turystów.

Rannych zostało ponad 150 osób. Część z nich nadal przebywa w szpitalach w regionie.

Skala tragedii była tak duża, że zakopiańska prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej tłumaczył, że nie wydał ostrzeżenia przed burzami w Tatrach, ponieważ zjawisko nie spełniało kryteriów pozwalających uznać je za wyjątkowo niebezpieczne. Takie burze w górach występują bardzo często. Powodem, dla którego w burzy na Giewoncie było tylu rannych i poszkodowanych, był wzmożony ruch turystyczny.

Zobacz wideo