Akcja w Jaskini Wielkiej Śnieżnej może potrwać kilka dni. Szef TOPR: Obawiamy się o ich życie

W Jaskini Wielkiej Śnieżnej trwa akcja ratunkowa - utknęło tam dwóch grotołazów. Na miejscu jest już prawie 30 ratowników, wciąż nie udało się skontaktować z uwięzionymi speleologami. W jaskini temperatura wynosi około czterech stopni Celsjusza. - Obawiamy się co najmniej o ich stan zdrowia, nie możemy też ukrywać, że obawiamy się o ich życie - mówił naczelnik TOPR Jan Krzysztof.
Zobacz wideo

W niedzielę kontynuowana jest akcja ratownicza, rozpoczęta w sobotę w Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Tatrach. 17 sierpnia w tzw. Przemkowych Partiach utknęło dwóch grotołazów. Speleolodzy znajdują się około 500 metrów poniżej wejścia do jaskini. Ich grupa liczyła łącznie 6 osób.

Grotołazom wyjście z jaskini uniemożliwiło podniesienie się poziomu wody po ostatnich deszczach. Początkowo na miejsce wysłano dziewięciu ratowników TOPR. W niedzielę rano wysłano tam jedenastu, ale jak donosi reporter TVN24 obecny na miejscu, dołączają kolejni.

W wysłanej na miejsce trzeciej grupie są ratownicy z TOPR, ale też strażacy PSP z Krakowa - razem pięć osób. Mimo kilkunastu godzin, które upłynęły od rozpoczęcia akcji, wciąż nie udało się nawiązać kontaktu z grotołazami. Ostatnie informacje o ich stanie pochodziły od speleologów, którzy byli z nimi w jaskini - to im udało się jeszcze w sobotę porozumieć z kolegami. Później nie udało się to ratownikom, chociaż TOPR - dzięki informacjom od innych grotołazów - wie, gdzie znajdują się poszukiwani.

Akcja w Jaskini Wielkiej Śnieżnej. "Poważna obawa o życie" grotołazów

Z relacji dziennikarza Roberta Jałochy wynika, że do okolica jaskini dowożone jest sporo sprzętu, m.in. agregat. W jego ocenie oznacza to, że ratownicy szykują się na rozbicie obozu, a sama akcja ratunkowa potrwa "nie godziny, a nawet dni". Wszystko zależeć będzie od warunków pod ziemią.

Ratownik dyżurny TOPR poinformował, że w jaskini pracuje 27 ratowników oraz jeden z grotołazów, który wczoraj powiadomił służby o uwięzieniu kompanów. - Ze względu na długi czas przebywania poszukiwanych grotołazów w ekstremalnych warunkach, istnieje poważna obawa o ich stan zdrowia - informuje TOPR.

Naczelnik TOPR, Jan Krzysztof, opowiadał na antenie TVP Info, że możliwe, że zajdzie potrzeba skorzystania z materiałów pirotechnicznych, by dotrzeć do grotołazów. - To są odcinki niezwykle ciasne, to jest nasz główny problem. Jeżeli dojdzie konieczność transportu ludzi w ciężkim stanie, to to są kolejne godziny, czy też dni, tych działań - mówił. Zaznaczył, że teraz TOPR przygotowuje się do "długotrwałych działań", które mogą trwać dni albo nawet tygodnie.

Krzysztof powiedział też, że speleolodzy przebywają w jaskini już od prawie trzech dób.

W tych ekstremalnych warunkach, temperatura około czterech stopni, duża wilgotność, jest tam woda. Ryzyko głębokiej hipotermii jest bardzo duże. Obawiamy się co najmniej o ich stan zdrowia, nie możemy też ukrywać, że obawiamy się o ich życie

- wskazał.

Na antenie TVN24 Emanuel Soja, szef szkolenia Seleoklub Dąbrowa Górnicza, wyjaśniał, że akcje w jaskiniach to jedne z najtrudniejszych w górach. Wyliczał m.in., że w jaskiniach panuje niska temperatura.

W przypadku naszych tatrzańskich jaskiń to tylko trzy stopnie Celsjusza. Jest też wilgotno, a to potęguje uczucie zimna. (...) Dodatkowo cały czas jest ciemno

- mówił.

Jaskinia Wielka Śnieżna to najgłębszy i najdłuższy system jaskiniowy w Polskich Tatrach. Długość korytarzy położonej w Małołączniaku jaskini sięga 23 kilometrów, a różnica poziomów to ponad 800 metrów.

Więcej o: