Policja przedstawia swoją wersję ws. "ataku" na księdza w Turku: Mówili podniesionym głosem

Z informacji, którą uzyskaliśmy od policji wynika, że żadnego ataku na księdza w Turku nie było. Kobieta z synem i synową chcieli dokonać aktu apostazji, przy czym mieli zachowywać się "arogancko" i mówić "podniesionym głosem". Nie doszło do żadnych rękoczynów, a atak krzyżem polegał na zdjęciu symbolu ze ściany i pokazaniu księdzu.
Zobacz wideo

We wtorek Diecezja Włocławska zamieściła komunikat pod tytułem "Turek: atak na księdza w kancelarii parafialnej". Z zamieszczonej przez duchownych historii wynika, że w ubiegłym tygodniu w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Turku doszło ataku na dyżurującego kapłana. Ataku miały dokonać trzy kobiety i mężczyzna, którzy przyszli w celu rozpoczęcia procedury formalnego wystąpienia z Kościoła. Ks. wikariusz Remigiusz Zacharka poinformował ich, że akt apostazji może przyjąć tylko proboszcz. Wtedy miała rozpocząć się napaść. "(...) ks. Zacharek został zaatakowany przez mężczyznę, który chwycił jedną ręką stojący na regale krzyż, a drugą zrzucił prezbitera z fotela na podłogę. Wszyscy atakujący używali przy tym wulgarnych określeń nie tylko pod adresem kapłana, ale także Kościoła" - opisuje kuria.

Atak na księdza? Policja przedstawia swoją wersję wydarzeń z Turka

Na miejscu interweniowali dzielnicowi. Z punktu widzenia policji historia jednak wygląda zupełnie inaczej. - Interwencja, do której policjantów wezwał ksiądz wikariusz, spowodowana była przyjściem trzech osób - kobiety, jej syna i synowej. Ci ludzie przyszli na plebanię złożyć akt apostazji, jednakże wikariusz zgodnie z przepisami prawa kanonicznego odesłał tych państwa do księdza proboszcza, który miał być obecny o godzinie 16 - mówi Gazeta.pl st. asp. Dorota Grzelka z policji w Turku. 

W trakcie wizyty trojga osób nie doszło do rękoczynów. - W odczuciu księdza nie została naruszona jego nietykalność, nie doszło do znieważenia księdza, ani do przestępstwa związanego z naruszeniem odczuć religijnych czy ataku na kościół - wyjaśnia st. asp. Grzelka. Na czym więc polegał problem z nieproszonymi gośćmi? - Zachowywali się arogancko, mówili podniesionym głosem i nie chcieli opuścić budynku. Nie doszło do żadnych rękoczynów - informuje funkcjonariuszka. 

Rzekomy atak krzyżem polegał na tym, jak zdradza st. asp. Grzelka, że mężczyzna "zdjął krzyż ze ściany i pokazał księdzu, trzymając blisko jego głowy".

Kuria nie komentuje rozbieżności

Ksiądz nie złożył w związku z wydarzeniem zawiadomienia, choćby dotyczącego zakłócenia porządku publicznego. Sama interwencja wynikała głównie z faktu, że niedoszli apostaci nie chcieli na prośbę księdza opuścić budynku. Zwróciliśmy się do Diecezji Włocławskiej z prośbą o wyjaśnienie, skąd różnice między relacją policji, a tą zamieszczoną na stronie. Kapelan biskupa włocławskiego ks. Mateusz Szurgot wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl, że komunikat to opis zajścia, który przekazała parafia w Turku. Ks. Remigiusz Zacharek z kolei nie chce odpowiadać na nasze pytania i odsyła do rzeczonego komunikatu.

O godzinie 16, gdy w parafii obecny był już proboszcz, kobieta z synem i synową ponownie przyszli do kancelarii. Tym razem złożyli dokumenty konieczne do dokonania apostazji. - Tym razem zachowywali się bardzo spokojnie - mówi st. asp. Grzelka.