Pies, który jeździł koleją, wrócił do domu. "Postanowił na własną rękę pojechać do swojej wybranki"

W środę pracownicy PKP zauważyli w pociągu psa, który - jak się okazało - nie ma ani biletu, ani właściciela. Rozpoczęły się poszukiwania, które zakończyły się w Rzeszowie. Okazało się, że pies sam wskoczył do pociągu, bo - zdaniem jego właścicielki - chciał wrócić nad morze. Poznał tam suczkę, która zawróciła mu w głowie.
Zobacz wideo

W środę pracownicy pociągu relacji Rzeszów - Gdynia zauważyli w pojeździe nietypowego pasażera. Po wagonie kręcił się pies. Na początku podejrzewali, że zwierzę po prostu uciekło właścicielowi, więc zaczęli go szukać w przedziałach. Szybko okazało się, że nikt nie przyznaje się do psa. 

"Kolejarz" wsiadł do pociągu, żeby odnaleźć ukochaną

Pociąg zbliżał się już do Krakowa, więc pracownicy postanowili zadzwonić po pomoc do krakowskiej organizacji. Wybór padł na Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, które zostało poproszone o zaopiekowanie się bezpańskim psem. Wolontariusz miał tylko kilka minut na "przechwycenie" psa, bo skład musiał ruszać w dalszą drogę do Gdyni. W taki właśnie sposób do schroniska dla zwierząt w Krakowie trafił pies, którego nazwano "Kolejarz". Na Facebooku krakowskiego TOZ pojawił się apel o udostępnienie, wolontariusze podejrzewali, że pies może mieć właściciela, który go szuka. 

Nie mylili się. W tym samym czasie w Rzeszowie trwały poszukiwania psa Fifiego. Na szczęście użytkownicy Facebooka nie zwiedli i post o psie, który jeździł koleją, dotarł aż do Rzeszowa. Jeszcze tego samego dnia w środę właściciele pojechali po swojego pupila do Krakowa. Jego właścicielka mówi portalowi Rzeszów-news.pl, że za ucieczką Fifiego może stać historia miłosna. Pani Agnieszka opowiada, że ostatnie dwa tygodnie razem ze swoim psem spędziła w Gdańsku, gdzie Fifi poznał suczkę, z którą uwielbiał spędzać czas. Okazało się, że pies przybiegł w środę rano na dworzec PKP w Rzeszowie i sam wskoczył do wagonu pociągu jadącego nad morze.

Widocznie zakochanie Fifi było tak silnym uczuciem, że postanowił sam na własną rękę pojechać do wybranki, z którą mieszkał nad morzem przez przeszło dwa tygodnie

- mówi właścicielka psa. Dodaje, że na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Dziękuje za to osobom, które licznie udostępniały post o poszukiwaniach właściciela "Kolejarza".

Więcej o: