Chcieli uśpić psa przed wakacjami. Weterynarz dla Gazeta.pl: Wziąłem go i powiedziałem "żegnam"

- Ludzie w sieci piszą, że opiekunowie psa są bezduszni, że życzą im jak najgorzej. Gdybym powiedział coś takiego w gabinecie, obraziliby się, poszliby go uśpić gdzie indziej albo zostawiliby go w lesie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl lek. wet. Przemysław Łuczak. Kilka dni temu spotkał się z sytuacją, w której opiekunowie 12-letniego yorka zażądali uśpienia zwierzęcia. Wszystko po to, by w spokoju wyjechać na urlop.
Zobacz wideo

Kilka dni temu trójmiejski weterynarz Przemysław Łuczak opublikował w mediach społecznościowych opis sytuacji, z którą zetknął się w swoim gabinecie. Do lekarza trafił pies cierpiący na przerost prostaty. Chorobę można leczyć, tymczasem właściciele mieli nalegać na uśpienie zwierzęcia. Jako powód podawali wyjazd na wakacje.

Pies już z nowym imieniem - Logan - został w lecznicy. Trwa obecnie leczenie psa, zwierzęciu wkrótce zostanie znaleziony dom.

Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: Opiekunowie już od samego od początku sugerowali uśpienie Logana?

Lek. wet. Przemysław Łuczak, Egzoovet, Trójmiejska Klinika Weterynaryjna: Kiedy opiekun przychodzi do lecznicy i rejestruje psa, to recepcja pyta, o jaki problem mniej więcej chodzi. Program wyświetla nam w gabinecie listę pacjentów, dzięki czemu wiemy, czy zwierzę jest po wypadku, czy może jest przeziębione. W przypadku Logana pojawiła się informacja "przewlekła choroba - eutanazja". To było wskazanie, które przekazali recepcji opiekunowie.

Weszli do gabinetu i ...?

Powiedziałem, że nie należy się martwić i objawy wskazują raczej na przerost prostaty. Potwierdziło to badanie USG, które wykonałem. Stwierdziłem, że nie widzę jakichkolwiek wskazań do eutanazji, podałem leki, poprosiłem o następną wizytę kolejnego dnia. Powiedzieli, że nie mają zamiaru przyjeżdżać. Opiekunowie powiedzieli, że wracają do siebie, za granicę, a ich syn jedzie na wakacje. Przyszli zasadniczo po to, żeby psa uśpić.

Jak pan zareagował?

Moje reakcje są zazwyczaj bardzo emocjonalne, więc musiałem wyjść i ugryźć się w język. To są bardzo delikatne sprawy. Ludzie w sieci piszą, że opiekunowie psa są bezduszni, że życzą im jak najgorzej. Gdybym powiedział coś takiego w gabinecie, obraziliby się, poszliby go uśpić gdzie indziej albo zostawiliby go w lesie. Powiedziałem szefowej, że nie uśpię psa. Kazałem tym ludziom podpisać dokument, w którym zrzekli się psa. Wziąłem zwierzę pod pachę, powiedziałem "żegnam" i wyszedłem.

To pierwsza taka sytuacja, z którą się pan zetknął?

Niestety, nie. Wakacje i święta to jest "boom". Ludzie przychodzą i mówią, że pies kaszle, więc trzeba go uśpić. A nie daj Boże, jak kaszle i jest stary. Starość to idealna okazja do eutanazji. Najbardziej boli mnie to, gdy z taką prośbą przychodzą starsi ludzie, którzy sami przecież borykają się z problemami zdrowotnymi.

Warstwa kłamstwa jest cienka i szyta grubymi nićmi. Przychodzi ktoś z psem, który ma guz wielkości arbuza i wmawia, że to od tygodnia czy dwóch. Nalega na eutanazję. Widać, że tu chodzi o pośpiech, nie wchodzą w dyskusje o leczeniu.

Zawsze pan odmawia?

Eutanazji nie dokonuje się na prośbę opiekuna, tylko wtedy, gdy jest do tego wskazanie. Nigdy nie uśpiłem zwierzęcia, którego stan tego nie wymagał.

A są tacy weterynarze, którzy się na to decydują?

Nie chciałbym pluć we własne gniazdo, ale w każdej grupie zawodowej są różni ludzie. Jestem przekonany, że w większości klinik opiekunowie Logana usłyszeliby taką samą odpowiedź, jak u mnie. Niewykluczone jednak, że w końcu by to "wyłazili" albo zaczęliby wymyślać mu dodatkowe choroby. Kreatywność ludzi jest przerażająco duża. 

Co dzieje się z Loganem?

Jest "doprowadzany do porządku", zostały zrobione mu zęby, został wykastrowany. Przyjdzie czas na poszukiwanie domu, być może przygarnie go ktoś z personelu lub znajdziemy mu innego opiekuna. Każdy chciałby adoptować gwiazdę, ale nam nie chodzi o to, żeby Logan trafił z deszczu pod rynnę. Na pewno zostanie mu znaleziony kochający dom.

Więcej o: