Zwrot w sprawie Kajetana P. Wyroku póki co nie będzie

Nie będzie dziś wyroku w sprawie Kajetana P. - poinformowali dziennikarzy pracownicy Sądu Okręgowego w Warszawie. Zostaną za to wznowione czynności procesowe.
Zobacz wideo

Na piątek planowano ogłoszenie wyroku w sprawie Kajetana P., oskarżonego o brutalne zabójstwo nauczycielki języka włoskiego Katarzyny J. Do zabójstwa doszło w lutym 2016 roku, proces toczył się od maja 2018 roku. Na wniosek rodziny pokrzywdzonej był utajniony. Rozprawy odbywały się w sali dla najgroźniejszych przestępców w sądzie przy ul. Kocjana na warszawskim Bemowie.

Konwój z oskarżonym przyjechał do stołecznego sądu w piątek przed godz. 10 rano. Wyrok miał być ogłoszony o godz. 10.30. Po 11.00 poinformowano, że wyroku nie będzie. W sprawie P. został wznowiony "przewód sądowy". Może to oznaczać, że pojawiły się nowe dowody albo ponownie będzie rozpoznawana poczytalność P.

"Kolejna rozprawa Kajetana P. odbędzie się dopiero 4 października" - podała warszawska "Gazeta Wyborcza". 

Sprzeczne opinie ws. poczytalności Kajetana P.

Prokuratura nadała Kajetanowi P. status szczególnie niebezpiecznego. Grozi mu kara od 8 lat więzienia do dożywocia. Sprzeczne były jednak opinie biegłych ws. poczytalności Kajetana P. Całkowitą niepoczytalność stwierdził pierwszy zespół biegłych. Drugi, powołany przez prokuraturę, mówił już o "ograniczonej poczytalności". Gdyby P. został uznany za niepoczytalnego, sprawa musiałaby zostać umorzona, a zatrzymany trafiłby do szpitala psychiatrycznego. W przypadku ograniczonej poczytalności możliwe jest z kolei złagodzenie kary.

Kajetan P.: Chciałem ją zjeść

3 lutego 2016 r. 27-letni Kajetan P., z zawodu bibliotekarz, spotkał się z 30-letnią Katarzyną J. w jej mieszkaniu przy ul. Skierniewickiej. 30-latka była tłumaczką z języka włoskiego, P. chciał umówić się z nią na lekcję. Miał ze sobą nóż, piłę i torbę. Według prokuratury zabił kobietę, ciało poćwiartował, fragmenty ukrył w torbie podróżnej, a głowę w plecaku, który znalazł w szafie. Następnie taksówką miał przewieźć zwłoki do wynajmowanego w innej części miasta mieszkania. Gdy taksówkarz spostrzegł krew, Kajetan P. mówił, że przewozi tuszę dzika. Żeby zatrzeć ślady, podpalił mieszkanie, a następnie uciekł.

"Super Express" publikował fragmenty zeznań, które 27-latek złożył w prokuraturze. - Chciałem ją zjeść. Nie całą, tylko kawałek. Tak jak jemy cielęcinę. Nie przystąpiłem do spożywania, bo wszystko się posypało - mówił.

Mężczyzna był zafascynowany fikcyjną postacią Hannibala Lectera. Powieściowy kanibal inspirował go do pisania wierszy i esejów, które później przedstawiał redakcji "Polityki", w znanym opiniotwórczym tygodniku P. odbywał zresztą staż. Po zabójstwie, dziennikarze przytaczali fragmenty jego prac: "Czy nie powinniśmy choć raz w życiu zabić swojego obiadu, aby być ze sobą w moralnej zgodzie?” lub: "Cóż jest takiego złego w zjedzeniu ludzkiego mięsa?". W kolejnym tekście mężczyzna przekonywał: "gdybyśmy pominęli chrześcijańską doktrynę, nie ma moralnej różnicy między zjedzeniem kurczaka a człowieka". Później śledczy mówili o nim: "zły" i "pozbawiony emocji".

Kajetana P. znaleźli "łowcy głów"

Po zabójstwie i podpaleniu mieszkania P. wziął z banku 15 tys. i pojechał z Warszawy do Poznania. Ze stolicy Wielkopolski ruszył do Berlina. Oszczędzał na biletach, więc jechał z przesiadkami w Rzepinie i Frankfurcie. Kajetana P. szukano w całej Europie, tropieniem go zajmował się Zespół Poszukiwań Celowych z Poznania, tzw. "łowcy głów". Po 14 dniach od morderstwa znaleziono go na Malcie. Mężczyzna przyznał się do winy. 

Więcej o: