Zabójstwo 9-miesięcznego dziecka w Olecku. Rodzina zarzuca policji zaniedbania. Jest odpowiedź

Policja w Olsztynie wydała oświadczenie w sprawie śmieci 9-miesięcznej dziewczynki z Olecka. "Policja nie otrzymała informacji, że decyzją sądu dziecko wróciło do rodziców" - czytamy w oświadczeniu rzecznika komendy.
Zobacz wideo

Część rodziny 35-letniej kobiety z Olecka, której postawiono zarzut zabicia swojej 9-miesięcznej córki, twierdzi w rozmowie z TVN24, że mówili policji o problemach, jakie są w domu. Według krewnej 35-latki, kobieta miała być "wielokrotnie naćpana". - Dzwoniliśmy na policję. Policja powiedziała, że nie może nic z tym zrobić: "proszę dzwonić do MOPS-u". MOPS powiedział, że tam nic złego się nie dzieje - twierdzi rozmówczyni stacji.

Policja wydała oświadczenie ws. Olecka

Oświadczenie w tej sprawie wydała teraz Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie. Wynika z niego, że to z inicjatywy policji w listopadzie dziecko zostało odebrane rodzicom. "Związane było to z podejmowanymi interwencjami w stosunku do rodziców dziewczynki oraz okolicznościami, w jakich do nich dochodziło" - czytamy w oświadczeniu kom. Krzysztofa Wasyńczuka, rzecznika komendanta wojewódzkiego. Wasyńczuk podkreśla, że policja informowała o sytuacji w domu " zarówno sąd jak i inne instytucje". "Policja nie otrzymała informacji, że decyzją sądu dziecko wróciło do rodziców, nie znamy uzasadnienia tej decyzji, jednakże w ostatnim czasie nie było zgłaszanych interwencji policyjnych w stosunku do tej rodziny" - podkreśla Wasyńczuk. 

Zabójstwo 9-miesięcznego dziecka. Zarzuty dla rodziców

Prokuratura w Suwałkach postawiła rodzicom 9-miesięcznej dziewczynki trzy zarzuty: znęcania się nad dzieckiem, zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem oraz wykorzystania seksualnego. Grozi im od 12 do 25 lat więzienia lub dożywocie. 

Edyta Truszczyńska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Olecku, tłumaczyła w rozmowie z Gazeta.pl, że "rodzina była pod nadzorem zawodowego kuratora". - Prowadziliśmy jednak monitoring jej sytuacji. Naszym zdaniem nic nie wskazywało na to, że wydarzy się tam taka tragedia. Dziecko było w domu krótko, dwa miesiące. Nie było oznak przemocy, nie było posiniaczone - zapewniała Truszczyńska. - Współpracowaliśmy z innymi służbami, kontaktowaliśmy się z kuratorami, z policją i z poradnią terapii uzależnień, gdzie uczęszczała matka dziecka. Nikt śladów bicia nie widział - dodała.

Więcej o: