Ziobro wycofuje się z pozwu przeciwko naukowcom. RMF: Kaczyński obawiał się kompromitacji

Ministerstwo Sprawiedliwości - mimo zapowiedzi - nie pozwie naukowców, którzy napisali krytyczną opinię nt. nowelizacji Kodeksu karnego. - Nerwowa reakcja i strach przed tym, żeby stanąć przed niezawisłym sądem cywilnym jest wystarczającą już informacją - skomentował minister Zbigniew Ziobro.
Zobacz wideo

"Są granice krytyki i politycznych sporów, których przekraczać nie wolno" - ostrzegało jeszcze w ubiegłym tygodniu Ministerstwo Sprawiedliwości, które planowało pozwać pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Napisali oni krytyczną opinię o przyjętej w krótkim czasie nowelizacji Kodeksu karnego. Resort zarzucił badaczom "kłamstwo" i "uderzanie w wymiar sprawiedliwości".

Zapowiedź spotkała się z ostrą krytyką m.in. dziennikarzy i polityków. W poniedziałek Zbigniew Ziobro niespodziewanie zapowiedział, że pozwu nie będzie - podaje TVN24.pl. Pytany przez dziennikarzy minister stwierdził, że "nie ma już potrzeby" kontynuować tej sprawy, a "debata się przetoczyła". - Dla wszystkich jest jasne, że nerwowa reakcja tych, którzy tę opinię przygotowali i strach przed tym, żeby stanąć przed niezawisłym sądem cywilnym to wystarczająca informacja i sygnał, że nie ma potrzeby kontynuować tej sprawy - powiedział minister. 

W jego ocenie krytyka zapowiadanego pozwu była "cenną dyskusją", w której to udało się przekonać, że odpowiedzialność karna została zaostrzona, a nie - jak wskazywali naukowcy - złagodzona. Zarzucał "świadomą manipulację" i "powtarzanie nieprawdy", co "nie ma nic wspólnego z debatą naukową". Ale teraz - dodał - każdy może wyrobić sobie swoje zdanie. 

Kaczyński wściekły na Ziobrę

Jak nieoficjalnie dowiedzieli się dziennikarze RMF FM, to Jarosław Kaczyński zablokował złożenie pozwu, bo "obawiał się kompromitacji partii rządzącej przed sądem". Prezes PiS miał być wściekły, bo Ministerstwo Sprawiedliwości nie skonsultowało tej decyzji. 

Rezygnację z pozwu doradzali przede wszystkim sztabowcy PiS, którzy przekonywali, że argumenty wytoczone przez resort najprawdopodobniej byłyby nie do obrony przed sądem. Chcieli uniknąć kompromitacji, w obawie, że wyrok zapadnie jeszcze przed jesiennymi wyborami do parlamentu

- czytamy na portalu rmf24.pl.

Naukowcy: Zarządzający strategicznymi spółkami mogą uniknąć odpowiedzialności

Prawnicy z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego (KIPK) w wydanej 9 czerwca opinii stwierdzili, że zgodnie z poprawkami Senatu "przepisy dotyczące przestępstw łapownictwa w sektorze publicznym mogą nie mieć zastosowania do osób zarządzających największymi, strategicznymi spółkami handlowymi z udziałem Skarbu Państwa, co prowadzi do rażących nierówności wobec prawa i nieuzasadnionego uprzywilejowania niektórych podmiotów gospodarczych".

W myśl poprawki wprowadzonej w Senacie prezes zarządu PKN Orlen S.A. nie mógłby odpowiadać karnie za łapownictwo w sektorze publicznym, podczas gdy odpowiedzialności takiej podlegać będzie przykładowo prezes spółki komunalnej, zajmującej się wywozem nieczystości w małej gminie wiejskiej" - piszą prawnicy z UJ w dokumencie.

W odpowiedzi na tę opinię MS stwierdził, że "w rzeczywistości zmiany zaostrzają prawo. Prezesom spółek prywatnych i tych z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa za łapówkarstwo będzie grozić - w myśl art. 296a par. 1 - 5 lat więzienia, tyle samo co dzisiaj. Ale prezes spółki, w której Skarb Państwa ma więcej niż połowę udziałów, za korupcję – w myśl art. 228 par. 1 – trafi za kraty na 8 lat. Żaden przepis, żaden paragraf nowego prawa, wbrew temu, co twierdzą profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie przewiduje wyłączenia prezesów państwowych spółek z karania za łapówkarstwo". 

Więcej o: