Ratownik medyczny o utonięciach: Jedna z najbardziej dramatycznych śmierci. Długa i męcząca

Wakacje jeszcze się nie rozpoczęły, a woda tylko w czerwcu pochłonęła już 18 osób. Co roku w Polsce dochodzi do blisko 500 utonięć, głównie w rzekach i jeziorach. Do ostatnich sekund swojego życia poszkodowani wiedzą, że umierają. - Człowiek nie jest w stanie wstrzymywać oddechu pod wodą w nieskończoność. Następuje wdech, a zamiast powietrza do tchawicy i płuc zostaje wciągnięta woda. Chwilę potem dochodzi do utraty świadomości - mówi w rozmowie z Gazeta.pl ratownik medyczny Andrzej Panufnik.
Zobacz wideo

Od początku czerwca do czwartku utonęło w Polsce 18 osób. W niedzielę 2 czerwca doszło aż do sześciu takich tragedii.

W całym 2018 r. utonęło 545 osób, w przeważającej liczbie przypadków do takich sytuacji dochodziło nad rzeką i nad jeziorem. Wśród najczęstszych okoliczności policja wymienia alkohol, kąpiel w miejscach niestrzeżonych, a także zabronionych.

- Wbrew pozorom ci, którzy nie potrafią pływać, nie topią się często. Takie osoby zwykle boją się wchodzić do wody albo trzymają się blisko brzegu. Wiedzą, na ile mogą sobie pozwolić - mówił w opublikowanej kilka lat temu rozmowie ratownik medyczny Łukasz Stępień.  

 

- Najczęściej toną ludzie, którym wydaje się, że potrafią pływać, tak zwani niedzielni pływacy. Oni chodzą popływać tylko w sezonie, często podkręcają się kroplą alkoholu, a potem np. chcą przepłynąć na drugi brzeg jeziora. I w połowie opadają z sił - wskazywał Łukasz Stępień.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa regularnie przypomina, by do pływania wybierać miejsca do tego wyznaczone, nie skakać do wody w nieznanych miejscach, nie wbiegać do wody rozgrzanym oraz po wypiciu alkoholu i zażyciu środków odurzających.

Ratownik medyczny: To długa i męcząca śmierć

Statystyki policyjne mimo ostrzeżeń i apeli nie napawają optymizmem. Dlatego postanowiliśmy - ku przestrodze - zapytać tym razem o to, co czuje osoba, która znajduje się pod wodą.

- To jedna z najbardziej dramatycznych śmierci - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Andrzej Panufnik, ratownik medyczny, ratownik wodny, płetwonurek z Centrum Ratownictwa Rescue. Jak dodaje, od momentu rozpoczęcia walki o życie do utraty przytomności przez tonącego mija ok. 3-4 minut.

- Poszkodowany ma świadomość tego, że za chwilę umrze i raczej nie otrzyma pomocy. Podejmuje wielki wysiłek, walczy o to, by utrzymać się na wodzie i złapać oddech. Ze względu na ten wysiłek to śmierć długa i męcząca

- wskazuje Panufnik.

Wszystko zaczyna się wtedy, kiedy tonąca osoba traci grunt pod nogami. Walka o utrzymanie się na powierzchni nie pomaga. Poszkodowany traci siły i zanurza się pod wodę. Wtedy wstrzymuje oddech. Tak długo, jak jest to możliwe.

- To powoduje, że w organizmie gromadzi się dwutlenek węgla. Gdy poziom dwutlenku węgla jest wystarczająco wysoki, ośrodek oddechowy w mózgu nakazuje organizmowi wykonanie oddechu. Człowiek nie jest w stanie wstrzymywać oddechu pod wodą w nieskończoność. Mięśnie pracują niezależnie od nas. Następuje wdech, a zamiast powietrza do tchawicy i płuc zostaje wciągnięta woda. Wypełnia pęcherzyki płucne. Jeśli poszkodowany wynurzyłby się na chwilę, to i tak nie nabrałby powietrza

- tłumaczy Andrzej Panufnik. Do organizmu człowieka dostaje się ok. litra wody.

Jak dodaje ratownik, tonący jeszcze przez chwilę pozostaje przytomny. - Odbiera bodźce z zewnątrz, widzi i słyszy, że ktoś obok się kąpie, ale nie jest w stanie już nic zrobić - mówi. Następnie dochodzi do utraty świadomości.

- Poszkodowany nie oddycha, pojawiają się czasami zaburzenia neurologiczne, np. drgawki, co oznacza, że mózg nie został dotleniony. Jeżeli nikt nie zainterweniuje, to dochodzi do zatrzymania krążenia i tym samym do śmierci - wskazuje Andrzej Panufnik.

Jeśli nie doszło do zatrzymania krążenia, reanimacja takiej osoby może trwać stosunkowo krótko. - Wystarczy wykonać kilka oddechów, żeby "wydmuchać" wodę z poszkodowanego. W ciągu minuty, dwóch, mogą wrócić funkcje życiowe. Jeżeli ktoś przebywał w wodzie dłużej i doszło do zatrzymania pracy serca, reanimacja może trwać nawet kilkadziesiąt minut - tłumaczy ratownik.

Zobacz wideo
Więcej o: