Warszawa. Kontrowersyjny profesor z USA na konferencji na PGE Narodowym o edukacji seksualnej dzieci

Podczas konferencji "Edukacja seksualna dzieci i młodzieży. Przegląd zagrożeń", która odbędzie się w Warszawie, obecny będzie m.in. prof. Mark Regnerus z USA, którego badania na temat dzieci wychowywanych przez pary jednopłciowe były krytykowane przez amerykańskich naukowców.
Zobacz wideo

W najbliższą sobotę na Stadionie PGE Narodowym w Warszawie odbędzie się międzynarodowa konferencja naukowa pod hasłem "Edukacja seksualna dzieci i młodzieży. Przegląd zagrożeń". Jest ona skierowana m.in. do rodziców, nauczycieli i dyrektorów szkół.

Konferencja to odpowiedź na wprowadzenie zajęć z edukacji seksualnej

Jak powiedział w rozmowie z Polskim Radiem Kazimierz Przeszowski, wiceprezes Centrum Życia i Rodziny i organizator wydarzenia, konferencja to odpowiedź na wprowadzanie do warszawskich szkół edukacji seksualnej według standardów WHO.

- Chcemy odpowiedzieć na nurtujące polskie rodziny pytania takie jak, czy edukacja seksualna będzie dobrowolna, czy rodzice będą mieli wpływ na treści przekazywane ich dzieciom. Na te wszystkie pytania będziemy odpowiadać na przykładzie doświadczeń krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, w których edukacja seksualna realizowana jest od kilkunastu lat - poinformował.

Wśród ekspertów krytykowany przez środowisko amerykański profesor

Wśród naukowców, którzy pojawią się na konferencji, będą m.in. amerykańska badaczka problematyki edukacji seksualnej prof. Judith Reisman z Liberty University w Virgini, a także Alisa Jordheim z Justice Society - amerykańskiej organizacji pozarządowej walczącej z wykorzystywaniem nieletnich i handlem dziećmi. Głos zabierze Zbigniew Barciński, pedagog i ekspert w zakresie standardów edukacji seksualnej WHO i UNESCO.

Pojawi się również prof. Mark Regnerus z University of Texas w Austin, autor badań na temat konsekwencji wychowania dzieci przez pary jednopłciowe. Jego badania były jednak krytykowane w USA. "American Sociological Association wytknęło autorowi rażące błędy metodologiczne i nadinterpretację" - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Co więcej, badanie było wykonane za pieniądze konserwatywnego think-tanku, który miały chcieć ich użyć do "lobbingu politycznego".

Więcej o: