Bicie i zastraszanie w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Warszawie? "Musiałem robić przysiady nago"

Podopieczni Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 7 w Warszawie byli bici kijem, zastraszani i w ramach kary musieli wykonywać przysiady nago - wynika z dziennikarskiego śledztwa reportera Radia Eska. Przemoc, którą niektórzy wychowawcy stosowali w placówce, została wcześniej opisana m.in. w raporcie Rzecznika Praw Dziecka.
Zobacz wideo

Przypadki przemocy w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii nr 7 w Warszawie opisał reporter Radia Eska Szymon Kępka. Z jego ustaleń wynika, że w placówce dochodziło do nadużyć od co najmniej dziesięciu lat. Ośrodek - jak czytamy na oficjalnej stronie placówki - przeznaczony jest dla chłopców borykających się z trudnościami w nauce i z problemami wychowawczymi. Na co dzień mieszka w nim około 80 nastolatków w wieku od 13 do 18 roku.

Warszawa. Przypadki przemocy w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii

Pierwsze przypadki przemocy w placówce odnotował Rzecznik Praw Dziecka w swoim raporcie z 2011 roku, w którym wskazywał, że wychowawcy stosują wobec podopiecznych "nieregulaminowe kary w postaci uderzenia w kark lub ćwiczeń fizycznych". 

Po publikacji raportu rzecznika dyrektor ośrodka Robert Lisewski zobowiązał pracowników, by nie stosowali nieregulaminowych kar, ale - jak wynika z reportażu reportera Radia Eska  - przemoc w placówce trwa nadal. Podopieczni ośrodka opowiadają, że wychowawcy regularnie stosują wobec nich przemoc psychiczną i fizyczną - chodzi m.in. o bicie, szarpanie i groźby słowne.

Przed sylwestrem siedzieliśmy z kolegą w kabinie i nagle patrzę, wysuwa się kij od szczotki. Najpierw uderzył mojego kolegę (...) Zaraz mi się wysunął kij spod kabiny i też dostałem

- opisuje jeden z poszkodowanych.

Inny dodaje, że w ramach kary musiał wykonywać przysiady nago. - Musiałem robić przysiady nago, (...) sprawa została zamieciona pod dywan - opowiada. Relacje podopiecznych potwierdzają niektórzy pracownicy ośrodka, którzy przyznają, że jeden z wychowawców "wjeżdża chłopakom na psychikę". Przyznają też, że wiedzą, iż wychowankowie ośrodka byli zabierani do osobnego pokoju i tam bici tak, sposób, by nie mieli śladów.

Po kontrolach "nie ma nieprawidłowości"

Jak czytamy w reportażu, ośrodek w 2018 roku dwukrotnie został skontrolowany przez Kuratorium Oświaty (za drugim razem kontrola odbyła się na wniosek Ministerstwa Edukacji Narodowej). Po pierwszej kontroli w czerwcu w raporcie stwierdzono m.in., że - jak podaje Eska - "większość wychowanków czuje się bezpiecznie w ośrodku i podopieczni mają zaufanie do pracowników placówki, ale zwrócono też uwagę na istniejące w ośrodku zachowania przemocowe. Duża ich część dotyczyła zachowań rówieśników i kolegów, ale wskazano także na przemoc stosowaną przez wychowawców". Równocześnie zaznaczono, że ośrodku "dochodzi do sytuacji konfliktowych między wychowankami a kadrą pedagogiczną, jednak nie mają one cech stosowania przemocy fizycznej lub psychicznej". 

Kilka miesięcy później, podczas kolejnej kontroli (tej na wniosek MEN), potwierdzono konkretne przypadki przemocy i zwrócono uwagę, że dyrektor placówki nie zapewnia wychowankom bezpieczeństwa.

Po drugiej kontroli dyrektor zawiesił w obowiązkach dwóch wychowawców. Z relacji poszkodowanych wynika jednak, że w placówce wciąż pracują osoby, które w przeszłości się nad nimi znęcały, a oni sami są zastraszani. Z kolei Biuro Edukacji Warszawy, pod które podlega ośrodek, zapewnia, że od października zeszłego roku nie było tam przypadków przemocy. 

Zobacz wideo
Więcej o: