Matura z języka angielskiego. Policjanci przez całą noc pilnowali szkół, sale były zaplombowane

O godz. 9 rozpoczął się egzamin maturalny z języka angielskiego. Przez całą noc policjanci pilnowali wszystkich placówek w Polsce, gdzie odbywają się matury. Cały czas trwa ustalanie, kto odpowiada za fałszywe alarmy bombowe. CKE informuje, że do szkół spływają kolejne maile z informacjami o rzekomych ładunkach wybuchowych.
Zobacz wideo

Uczniowie o godz. 9 przystąpili do matury z języka angielskiego na podstawowym poziomie. Wśród niektórych uczniów i ich rodziców dodatkowy stres mogła rodzić fala maili z fałszywymi alarmami bombowymi, które docierały do placówek. - Nadal do szkół przychodzą maile, ale zgodnie z naszymi wytycznymi, które przekazujemy wspólnie z komendą główną i CBŚP, dyrektorzy zabezpieczają drzwi i okna sal plombami - mówi Gazeta.pl dr Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. - Dzisiaj całą noc dyżur pełnili policjanci, więc jeśli plomby nie zostały zerwane, policjant przekazał dyrektorowi, że nic się nie dzieje, to nawet jeśli mail wpłynął, dyrektor może zdecydować o tym, by nie było sprawdzenia pirotechnicznego - dodaje.

Matury 2019. Policja pilnowała szkół w związku z alarmami bombowymi

Policja uspokaja, że niemal na pewno wszystkie maile z informacjami o rzekomych ładunkach wybuchowych są fałszywe. - Już w ubiegłym tygodniu informowaliśmy szkoły i Centralną Komisję Egzaminacyjną, że w tym tygodniu może pojawić się fala fałszywych doniesień o podłożonych ładunkach wybuchowych. Mówiliśmy jednocześnie, by podchodzić do tych informacji z dużą rezerwą i ze spokojem - mówi Gazeta.pl insp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji. 

Mimo to policjanci całą noc pełnili patrole w szkołach. W czynnościach policję wspierali żandarmi i Straż Graniczna. Jednocześnie policja cały czas weryfikuje wszystkie informacji o rzekomym zagrożeniu. Równolegle do tego trwa ustalanie sprawcy lub sprawców. Ciarka nie zdradza szczegółów tych działań. - To jedna osoba lub mała grupa osób. Te maile, choć wysyłane z różnych adresów, mają podobną treść. Wskazuje to na działanie wąskiej, tej samej grupy - stwierdza rzecznik KGP.

Ciarka jednocześnie przypomina o konsekwencjach, które mogą spotkać sprawców. - Za wywołanie niepotrzebnego alarmu grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności. Do tego dochodzą koszty związane z pokryciem działań. W przeszłości sądy zasądzały kwoty od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych - ostrzega rzecznik.

Więcej o: