Polskie dzieci są coraz bardziej obciążone psychicznie. "Na 30 uczniów sześcioro ma depresję"

- Każda zmiana zachowania u dziecka powinna budzić w rodzicu refleksję. Nie możemy bagatelizować różnych oznak, myśleć sobie "ok, to normalne, bo moje dziecko dorasta". Za tymi zmianami zachowania może się pojawiać dużo różnych niebezpieczeństw - mówi Danuta Wieczorkiewicz, założycielka i prezeska fundacji "Zobacz... JESTEM".

Lena Gontarek, Gazeta.pl:Czy można powiedzieć, że liczba zaburzeń psychicznych dzieci i młodzieży rośnie?

Danuta Wieczorkiewicz, fundacja "Zobacz... Jestem": Od jakiegoś czasu faktycznie obserwuje się w tej grupie wzrost najróżniejszych zaburzeń psychicznych. Coraz częściej rozpoznawana jest depresja. Statystyki pokazują, że cierpi na nią około 2 proc. polskich dzieci w wieku przedszkolnym, a od 4 do 8 proc. dzieci w szkołach podstawowych i nawet 20 proc. dzieci w szkołach średnich. To oznacza, że na każdą klasę, w której jest 30 uczniów, sześcioro ma depresję. Często towarzyszą jej innego rodzaju zaburzenia. U dziewczynek są to zwykle zaburzenia lękowe, u chłopców - zaburzenia zachowania. Oprócz tego pojawiają się m.in. zaburzenia odżywiania się, fobie różnego rodzaju.

Z czego to wynika?

Koncepcji, dlaczego te zaburzenia się pojawiają, jest kilka. Jedna z nich zwraca uwagę na dziedziczność. Istnieje coś takiego jak podatność na choroby psychiczne, którą dziedziczymy po naszych rodzicach czy dziadkach. Inna mówi o tym, że wpływają na to zmiany w odżywianiu. Istnieje też koncepcja, według której nasz mózg jest zmieniany przez przewlekły stres. Pod jego wpływem w naszym organizmie uwalniają się hormony, np. adrenalina czy kortyzol. Jeżeli jesteśmy długotrwale poddani działaniu tych substancji, dochodzi do zmian strukturalnych w mózgu, które podnoszą ryzyko zachorowania na choroby psychiczne, np. na depresję. Co więcej, badania pokazują, że podatność dzieci i młodzieży zwiększa się nie tylko przy realnym stresie, ale już przy przewidywaniu, że może on wystąpić, a nawet, kiedy tylko sobie to wyobrażają. To bardzo niepokojące, bo nasz świat faktycznie jest dla dzieci i młodzieży bardzo stresogenny.

Co powoduje u nich tak duży stres?

Dzieci już od bardzo wczesnego wieku są poddawane dużej presji społecznej. W przedszkolach mamy mnóstwo zajęć dodatkowych, często dwa języki, mniej zabawy niż kiedyś. Polskie szkoły również nie są przyjazne. Już w podstawówkach istnieje presja osiągnięć, bardzo dużo od dzieci wymagamy. Pojawia się też przemoc rówieśnicza. Co więcej, my - rodzice dużo więcej pracujemy i mamy mniej kontaktu ze swoimi dziećmi. Coraz częściej też sami chorujemy na zaburzenia nastroju, co niekorzystnie wpływa na rozwój i funkcjonowanie dzieci. Kolejna kwestia to szeroki dostęp do mediów społecznościowych, w których dzieci cały czas się porównują. Zaczynają funkcjonować na zasadzie “Moja koleżanka na Instagramie jest piękna, więc ja też muszę taka być”.

Na ile to właśnie Internet jest winny temu, że dzieci są coraz bardziej narażone na zaburzenia psychiczne?

Sam Internet nie będzie u większości dzieci wystarczającym źródłem do rozwoju zaburzeń psychicznych. On może być jednym z czynników, który zaburzenie pogłębi, ale nie będzie jego jedyną przyczyną. Zwróciłabym uwagę na inną prawidłowość. U dziecka, które jest chore np. na depresję, ryzyko uzależnienia się od komputera, gier czy mediów społecznościowych jest większe niż u tego zdrowego. Ono w ten sposób próbuje poprawić sobie nastrój, ale sam proces uzależnienia wzmacnia chorobę i utrudnia wyjście z niej.

Jak w takim razie rozpoznać u dziecka depresję lub inne zaburzenie psychiczne?

Mówiąc o diagnozie dziecka, posługujemy się kryteriami skonstruowanymi dla ludzi dorosłych. Jeśli chodzi np. o depresję, pojawią się zaburzenia w trzech obszarach: emocjonalnym, w zachowaniu oraz zmiany somatyczne. Im bliżej 18. roku życia, tym częściej będzie się pojawiać widoczny dla otoczenia smutek, obniżony lub chwiejny nastrój. Wśród nastolatków wystąpi rozdrażnienie, permanentne podminowanie, często mylone z nadpobudliwością lub byciem niegrzecznym. Zwykle pojawiają się też myśli generalizujące typu "jestem nic nie wart, nic mi w życiu nie wyjdzie, nikt mnie nie lubi". Przy dużym nasileniu depresji ma się poczucie, że nigdy się to nie zmieni i zawsze będzie źle. Wtedy właśnie pojawiają się myśli samobójcze, bo "skoro tak bardzo cierpię, a jednocześnie jestem na tyle bezwartościowy, że nikomu nie będzie żal, jak zniknę, to lepiej jak się zabiję, bo to da mi ulgę".

Objawami depresji będą też różnego rodzaju zaburzenia snu - bezsenność albo nadmierna senność, nadmierny apetyt lub jego brak, zaburzenia uwagi, koncentracji, pamięci. Może się pojawiać spowolnienie mowy czy myślenia. Co ciekawe, u młodszych dzieci jednym z bardziej widocznych objawów mogą być różne bóle - głowy, brzucha, w klatce piersiowej. W takim wypadku częściej będziemy widzieć tego rodzaju objawy somatyczne niż smutek. To nie znaczy oczywiście, że objawy emocjonalne nie wystąpią.

Te symptomy są bardzo podobne do zmian w zachowaniu, które pojawiają się w okresie dojrzewania. Jak odróżnić jedne od drugich?

Zwykle u dzieci, które przeżywają okres buntu, tego typu zachowania nie są tak bardzo trwałe. Zazwyczaj mają one bardzo zły nastrój, ale kiedy np. rodzice spędzą z nimi trochę czasu lub zdarzy się coś miłego, są w stanie zachowywać się po staremu. Depresja ma trwały wzorzec. Jej objawy, podobnie jak w przypadku innych schorzeń psychicznych, muszą trwać przez większą część dnia przez minimum dwa tygodnie i co najmniej pięć symptomów z różnych kategorii powinno pojawić się jednocześnie.

Należy podkreślić jednak, że każda zmiana zachowania u dziecka powinna budzić w rodzicu refleksję. Nie możemy bagatelizować różnych oznak, myśleć sobie “ok, to normalne, bo moje dziecko dorasta”. Za tymi zmianami zachowania może się pojawiać dużo różnych niebezpieczeństw. Być może dziecko zaczyna chorować na depresję, może ma zaburzenia odżywiania, w szkole mogła pojawić się przemoc rówieśnicza, ktoś może je krzywdzić lub z jakiegoś powodu ma myśli samobójcze, które również mogą się manifestować zmianami w zachowaniu. Jakakolwiek zmiana, która trwa nieco dłużej, powinna więc skłonić rodzica, aby z dzieckiem porozmawiać i przyjrzeć się temu, co się z nim dzieje.

Co powinien zrobić taki rodzic, żeby pomóc dziecku?

Zaburzenia psychiczne u dzieci ciągle są tematem tabu. Jako rodzice i w ogóle jako społeczeństwo mamy przed nimi duży lęk. To powoduje, że trudno jest je rozpoznawać. Często słyszymy od naszych młodszych pacjentów, że prosili rodzica o konsultację czy pomoc psychologiczną, ale zamiast ją uzyskać, słyszy “nie przesadzaj”, “weź się w garść”, “chodź, zapiszemy cię na basen”. Dlatego pierwszą podstawową rzeczą jest to, żeby pozwolić sobie na myślenie, że nasze dziecko może być chore. Niekoniecznie musi być tak, że jest niegrzeczne, leniwe czy robi nam na złość, może się z nim po prostu dziać coś niedobrego. Dla wielu rodziców to trudne, bo pojawia się stygmatyzowanie i poczucie, że jest się złym rodzicem. W fundacji prowadzimy dwie grupy wsparcia dla rodziców, których dzieci mają zaburzenia odżywiania i tych, które się okaleczają i mają zachowania samobójcze. Oni właśnie mówią o tym, że lęk przed byciem ocenionymi i przed tym, że problemy rodzinne będą musiały wyjść na jaw, jest czynnikiem hamującym. Najpierw więc, żeby pomóc dziecku, trzeba pomóc sobie. Przyznać się przed sobą, że dziecko cierpi i może mieć problem.

A co dalej?

Warto porozmawiać z dzieckiem o tym, co się dzieje, pytając wprost o nasze podejrzenia. Czy jesteś nieszczęśliwy? Czy masz myśli samobójcze? Dzieci mówią nam, że trudniej im się przyznać do czegoś, kiedy dorośli kluczą między pytaniami, robią podchody. Twierdzą, że wolałyby być zapytane bezpośrednio. W większości przypadków dziecko tak naprawdę chce porozmawiać o swoim problemie. Kiedy już przyzna nam się do niego, trzeba iść z nim do specjalisty, psychiatry, który zdiagnozuje, jakie istnieje zagrożenie. I przede wszystkim - nie wolno nam tego bagatelizować ani się wyśmiewać. Nie możemy powiedzieć mu, np. “jak byłam w twoim wieku, też tak miałam, samo przeszło”, co niestety zdarza się dość często. I jeśli obiecamy dziecku, że weźmiemy go do specjalisty, zróbmy to. Wiele dzieci mówi o tym, że rodzice obiecują, że poszukają pomocy, ale później do tego nie dochodzi.

Co jeżeli dziecko nie chce rozmawiać, boi się przyznać do problemu?

Są takie zaburzenia, z których dzieci nie chcą się leczyć. To m.in. zaburzenia odżywiania. W przypadku np. anoreksji dzieci będą ukrywały przed rodzicami fakt, że są chore, bo będą się bały efektów: że rodzice zaczną pilnować jedzenia, a one przez to przytyją. Ale nawet jeżeli dziecko nie chce z nami rozmawiać, musimy pamiętać o tym, że to my jesteśmy rodzicami i że w pewnych sytuacjach musimy zainterweniować nawet wbrew woli dziecka. Jeśli coś podejrzewamy, nie możemy czekać.

A co powinno zrobić dziecko, które zauważa, że ktoś z rówieśników mówi lub myśli o samobójstwie?

Kiedy pracujemy z młodzieżą na warsztatach w szkołach, okazuje się, że dzieci faktycznie często wiedzą, że ktoś ma myśli samobójcze. Zwykle mają wtedy poczucie, że nie powinny nikomu o tym mówić, bo na kogoś “nakablują”. Dużo czasu poświęcamy temu, aby młodzież zrozumiała, że depresja jest chorobą. Staramy się ją uczyć, że jeśli wiemy, że ktoś ma myśli samobójcze, to nie można tego ukrywać, a jak najszybciej powinno się podzielić tą wiedzą z osobą dorosłą: rodzicem, nauczycielem. Takie dziecko może też zwyczajnie zadzwonić na numer 112 i powiedzieć: “Mam podejrzenia, że Krysia Kowalska chce popełnić samobójstwo”. Niezależnie od tego, ile dziecko ma lat, takie zgłoszenie musi być potraktowane poważnie przez dyspozytora i inne służby.

Statystyki są zatrważające. W 2018 roku 772 osoby do 18. roku życia targnęły się na swoje życie, a 97 osób popełniło samobójstwo.

Te liczby są bardzo zaniżone, dlatego że to są próby samobójcze, które zakończyły się hospitalizacją. Szacuje się, że w rzeczywistości jest ich dużo więcej. Mówimy czasami nawet o 2 tys. prób samobójczych w tej grupie. Liczby oczywiście wzrastają, jeśli weźmie się pod uwagę osoby do 24 roku życia.

Nasuwa się pytanie, dlaczego te dane są tak wysokie.

Przede wszystkim wynika to z rosnącej liczby zaburzeń psychicznych. Ale niestety, za tak dramatyczne statystyki odpowiada też niski poziom wiedzy w społeczeństwie. Ciągle funkcjonują różnego rodzaju mity i stereotypy. Jeden z nim brzmi np. że osoba, która mówi o samobójstwie, nie popełni go. Z badań jasno wynika, że 80 proc. samobójców komunikowało swoje zamiary. Gdybyśmy mieli większą wiedzą na temat objawów różnych chorób i ryzyka samobójstw, a jednocześnie mielibyśmy większą dostępność do pomocy psychologiczno-psychiatrycznej, o którą bardzo trudno, te liczby byłyby dużo niższe.

Dlaczego tak trudno jest w Polsce otrzymać dla dziecka pomoc psychologiczną i psychiatryczną?

To problem, który przez wiele lat był bagatelizowany. Psychiatrów w Polsce mamy 419, większość z nich pracuje na Mazowszu, a szpitale przeżywają oblężenie. Miejsc, gdzie można uzyskać bezpłatną pomoc psychiatryczną, jest bardzo mało, w poradniach psychologiczno-pedagogicznych rzadko pracują psychoterapeuci, raczej są to psycholodzy, którzy są diagnostami. A w sytuacji zaburzeń psychicznych często potrzebna jest wielopłaszczyznowa pomoc: dla dziecka, dla rodziny, wsparcie psychiatryczne. Rodzice mówią nam o tym, że na bezpłatne miejsce do psychologa czeka się pół roku, czasami dłużej. Tak samo jest z pomocą psychiatryczną. Pomoc psychologiczną łatwiej jest uzyskać odpłatnie, ale w przypadku pomocy psychiatrycznej również jest bardzo trudno - kolejki trwają wiele miesięcy.

Czy w tej beznadziejnej sytuacji jest jakieś światełko w tunelu?

Bardzo dobre jest to, że w przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej rozmów w kontekście pomocy psychologicznej i psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży. Są zapowiadane duże zmiany, mają się pojawić bezpłatne szkoły psychoterapii dla dzieci i młodzieży, które będą umożliwiały kształcenie psychologów. Kilka lat temu zmieniono też system kształcenia psychiatrów dziecięcych. Kiedyś, żeby być psychiatrą dziecięcym, trzeba było najpierw skończyć psychiatrię dla osób dorosłych. Teraz od razu można rozpocząć specjalizację “psychiatria dzieci i młodzieży”. Wydaje się więc, że tych specjalistów będzie przybywało. Coraz więcej pojawia się również organizacji pozarządowych, choćby takich jak nasza fundacja “Zobacz... Jestem”, które starają się w jakiś sposób opiekować dziećmi i młodzieżą i oferują im pomoc psychiatryczną i psychologiczną. Same dzieci i młodzież również coraz bardziej wspierają się na różnego rodzaju portalach, edukując się z różnych zaburzeń, więc wzrasta też u nich wiedza na ten temat. Więc światełko w tunelu jest, teraz nie możemy tylko stracić go z oczu.


Danuta Wieczorkiewicz - psycholog, seksuolog, absolwentka 4-letniego kursu psychoterapii indywidualnej i grupowej przy Katedrze Psychoterapii Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także studiów podyplomowych z Seksuologii Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prezes i założyciel Fundacji Zobacz… JESTEM, która pomaga dzieciom i młodzieży cierpiącym na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i problemy emocjonalne.

***

Polska znajduje się w czołówce europejskich krajów pod względem samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Jeśli potrzebujesz pomocy, codziennie od 12:00 do 2:00 w nocy możesz zadzwonić na Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, pod bezpłatnym numerem telefonu 116 111. Swój problem możesz też opisać w wiadomości.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, oprócz konsultacji dla najmłodszych, oferuje też pomoc rodzicom i nauczycielom, którzy obawiają się o bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Więcej informacji znajdziesz na stronie fundacji.

Pomocą dzieciom i młodzieży z problemami emocjonalnymi, a także ich rodzicom, zajmuje się również Fundacja Zobacz... Jestem, którą założyła nasza rozmówczyni. Więcej informacji znajdziesz na stronie fundacji.