Po wypadku z kolumną Szydło zebrali 150 tys. złotych na seicento dla Sebastiana. Pieniądze zniknęły

W internecie trwała zbiórka pieniędzy na kupno nowego samochodu dla mężczyzny, który uczestniczył w wypadku z kolumną rządową wiozącą Beatę Szydło. Celem było 5 tysięcy złotych, ale udało się zebrać aż 150. Pieniądze miały trafić na konto Sebastiana, ale coś poszło nie tak.
Zobacz wideo

Internetowe zbiórki mają dużą moc. Pokazała to m.in. zbiórka na ostatnią puszkę Pawła Adamowicza, która przeszła najśmielsze oczekiwania - zebrano ponad 16 milionów złotych. Są jednak i sytuacje, przez które można stracić wiarę w człowieka. Jak wtedy, kiedy okazało się, że 2,5-letni Antoś, na którego operację składali się ludzie, wcale nie jest chory.

Pieniądze ze zbiórki na seicento dla Sebastiana zniknęły

Teraz głośno robi się o zbiórce dla Sebastiana Kościelnika. To kierowca seicento, który pod Oświęcimiem uczestniczył w wypadku z kolumną rządową, która wiozła Beatę Szydło. Jego auto nie nadawało się do użytku, więc ludzie postanowili zrzucić się na nowe. Mieszkający w Anglii mężczyzna Rafał Biegun rozpoczął zbiórkę na serwisie pomagam.pl - celem było zebranie 5 tysięcy złotych na zakup nowego auta dla pana Sebastiana. 

Zbiórka zakończyła się w 2017 roku ogromnym sukcesem - udało się zebrać ponad 150 tysięcy złotych. Pieniądze miały trafić do Sebastiana Kościelniaka, ale coś poszło nie tak. Kwota nigdy nie trafiła do właściciela skasowanego seicento. To jednak nie wszystko, jak informuje Wirtualna Polska, organizator zbiórki Rafał Biegun złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Krakowie-Podgórzu, co potwierdza rzeczniczka prokuratury Agnieszka Nowak. Biegun informuje w nim, że pieniądze trafiły na konto bliskiej mu osoby, ponieważ ta na nim to wymusiła. Portal dotarł do treści zawiadomienia. Z dokumentu wynika, że część ze 150 tys. złotych została zajęta przez komornika, a część przeznaczono na spłatę czynszu i inne bieżące wydatki. 

Rafał Biegun nie chce komentować sprawy. Pełnomocnik Sebastiana Kościelnika z kolei mówi, że część pieniędzy miała być przeznaczona na cele charytatywne. - Szkoda - mówi WP mecenas Władysław Pociej.

Wypadek premier Beaty Szydło

Samochód, który wiózł Beatę Szydło 10 lutego 2017 roku przez Oświęcim, najpierw uderzył w fiata seicento, którym jechał Sebastian Kościelnik, a potem w drzewo. Ówczesna premier odniosła poważne obrażenia i trafiła do szpitala (choć początkowo donoszono, że nic wielkiego się nie stało). Szydło doznała złamania mostka i obustronnego złamania kilku żeber ze zranieniem opłucnej, stłuczenia serca i miąższu płucnego. Poza ówczesną premier w wypadku ucierpieli też dwaj funkcjonariusze BOR.

Prokuratura oskarżyła o spowodowanie wypadku Sebastiana Kościelnika. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Czytaj więcej>>>

Zobacz wideo