Były rzecznik praw dziecka Marek Michalak o sytuacji w szkołach: Uczniowie mdleją, nie mają życia prywatnego

- Ważne, żeby wsłuchać się w głos uczniów, którzy nie dają rady, którzy mdleją, którzy mają nadmiar tej nauki i nie mają już życia prywatnego - mówił o sytuacji w oświacie Marek Michalak, rzecznik praw dziecka w latach 2008-2018, który był gościem porannej rozmowy w Gazeta.pl. Jak dodał, jego zdaniem protest nauczycieli to wynik tego, że "czara goryczy się przelała".

Były rzecznik praw dziecka Marek Michalak skomentował strajk nauczycieli, który trwa w całej Polsce od 8 kwietnia. Jak stwierdził, na protest złożyły się dwa czynniki - postulaty finansowe nauczycieli i ich frustracja związana z reformą systemu edukacji przeprowadzoną przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Ja myślę, że to się wszystko połączyło. Czara goryczy się przelała. Nauczyciele bez zapowiedzi nie wyszli [protestować - red.], wcześniej te swoje sygnały wyraźnie artykułowali

- mówił Michalak, podkreślając, że jako rzecznik praw dziecka sporządzał raporty, które podważały zasadność wprowadzania reformy edukacji przez minister Annę Zalewską, ale nie zostały one wzięte pod uwagę przez rządzących.

Jak dodał, sytuacja w polskich szkołach nie jest dziś dobra i wymaga zmian, o czym alarmują nie tylko nauczyciele, lecz także uczniowie i ich rodzice.

Ważne jest, żeby wsłuchać się w głos tych uczniów, którzy nie dają rady, którzy mdleją, którzy rezygnują z wszystkich zajęć pozalekcyjnych, którzy mają nadmiar tej nauki i nie mają już życia prywatnego. I tych rodziców, którzy już mają dosyć tego, że nie mają czasu z dzieckiem porozmawiać o czym innym niż o szkole. I nauczyciele próbują te dziury łatać

- powiedział.

Więcej o:
Komentarze (68)
Były rzecznik praw dziecka Marek Michalak: Uczniowie nie dają rady, mdleją, nie mają życia prywatnego
Zaloguj się
  • organmaster

    Oceniono 2 razy 0

    po takiej dawce... kleju
    ... i ja zemdlałbym

  • organmaster

    Oceniono 2 razy 0

    komunikat-
    wszelkie supozycje sugerujące że niżej podpisany był, jest nauczycielem
    nie mają oparcia w prawdzie obiektywnej, i jako uwłaczające godności osoby ludzkiej
    będą ścigane z mocy prawa
    katarzyna niezgoda
    sokratesa 6/9

  • wo151

    Oceniono 5 razy 1

    SZALEJU SIE NAJADŁ! Dzieci przemęczone nauką, gdy wszyscy widzą potworne zaniżanie poziomu i wymagań . To piszę ja, siedemnastoletni maturzysta z 1960 roku, jednego z ostatnich, kiedy coś - niecoś od młodzieży egzekwowano. A później, to kpina, czego dowodem jest poziom obecnych profesorów, docentów, doktoró, magistrów i (ha!,ha!) licencjatów

  • jozef.ok

    Oceniono 7 razy -7

    No wiadomo,że były rzecznik POpiera PO i ZNP broniarskie.

  • lalilak

    Oceniono 4 razy 4

    Dlaczego nikt nie mówi o konieczności zmian w systemie edukacyjnym. Wzorujmy się na najlepszych tzn. na Finach.

  • sacc77

    Oceniono 14 razy 4

    Panie MICHALAK - CO PAN PiS-TOLISZ?!
    Zapominasz Pan o pewnym "drobiazgu" a mianowicie o tym, że poza wszelkimi innymi funkcjami szkoła na każdym etapie pełni - czy też obserwując obecną praktykę – powinna pełnić funkcję selekcyjną.
    SELEKCYJNĄ!
    To nie jest tak, że wszystkie dzieci są tak samo sprawne intelektualnie, są tak samo zaangażowane w naukę, są w stanie osiągać takie same pozytywne wyniki w nauce a w konsekwencji kwalifikują się czy to do szkoły średniej (matura!) czy w dalszej kolejności na studia.

    To jeden wątek Pana – nazwijmy to po imieniu – BREDZENIA.

    Wątek kolejny to iluzja, fetysz wręcz – przeciążenia uczniów nauką.
    Proste pytanie – jakie mają tygodniowe obciążenie godzinami nauki?
    5 dni w tygodniu x ile godzin?
    Powtórzmy: PIĘĆ DNI W TYGODNIU!
    Załóżmy, że każdego dnia uczniowie mają 6 lekcji to ile daje to godzin w tygodniu?
    30?
    Ja pamiętam natomiast, ze do szkoły chodziliśmy nie 5 lecz 6 dni w tygodniu przy czym 6 godzin lekcyjnych to było minimum zaś średnio – 7.
    Ile to jest 6 x 7?
    Przypadkiem nie 42?
    Jak to zestawić z obecnymi 30 godzinami?
    Masz Pan Panie MICHALAK coś do powiedzenia na ten temat ale proszę merytorycznie a nie publicystycznie, bez wodolejstwa.
    Do tego, jak pamiętam przez 13 lat mojej nauki klasa do której uczęszczałem miała albo 40 albo 41 uczniów zaś teraz słyszę płacz o przeładowanych klasach gdy liczą one powyżej 20 uczniów…
    A co do zmianowości nauki w szkole – przez 2 lata w podstawówce miałem lekcje na 2 zmianę, od g. ca 14 i jakoś nie byłem przeciążony – podobnie jak pozostała „czterdziestka” moich koleżanek i kolegów zaś na deklarowane „przeciążenia” obecnych uczniów jest jedna prosta rada:
    - odspawać im zady od RYJ-ZBUKA czy innych mózgotrzepów a zaoszczędzony czas przeznaczyć na naukę oraz prawdziwy relaks jak np. zajęcia na świeżym powietrzu – rower, rolki, spacer, wizyta na basenie, itd., itp., etc…
    Niestety, ale praprzyczynę obecnych problemów z jakością nauczania szkolnego widzę w absurdalnym dążeniu do „urawniłowki”, do chorych ocen nauczycieli poprzez statystykę promocji – braku promocji do następnych klas. Tymczasem, to nie szkole powinno zależeć na wyniku pojedynczego ucznia ale samemu uczniowi.
    Nie dajesz rady wytrzymać tempa?
    Trudno.
    Musisz powtórzyć klasę.
    Inna sprawa – to te wszystkie DYS-
    Matka natura poskąpiła zdrowia? Trudno.
    Ale nie akceptuję tego by mosty projektował „inżynier” mający problem z matematyką, który jednakże ukończył szkołę a następnie studia na bazie podwyższonego stopnia tolerancji „bo on jest taki biedny, poszkodowany przez swój genotyp…”
    Jeżeli matka natura poskąpiła talentów to ten obiektywny brak musi być kompensowany cięższą pracą a nie zaświadczeniami o niepełnosprawności.

  • agnieszka.torsz

    Oceniono 8 razy -4

    Szkoła mojego dziecka, musi organizować dwie zmiany. Koszmar. Jeden rok chodzi na popołudnie. Kolejny rok na poranną zmianę. Jeszcze poranna to zbawienie ale popołudniowa?!!! Np. 11.30 do 16.30. A do tej 11.30 to świetlica i przez to dzieciak siedzi tam 10 godzin. Nie wspomnę, że do 11.30 już na tej świetlicy się tak wymęczył, że nie umiał się skupić na lekcjach. Efekt: zaczął się gorzej uczyć. W tym roku chodzi na I zmianę i jest starszy, nauczyliśmy go samodzielnego powrotu do domu. Nie mamy pod ręką dziadków, a nawet gdyby to też niestety pracują. Dziecko nie umie się samodzielnie uczyć. Wracamy najwcześniej koło 17.00 i dylemat wpadamy w nadrabianie zaległości czy robić obiad, czy poświęcić mu czas w inny sposób. Zajęcia dodatkowe nie wchodzą w grę. Sam na nie nie pójdzie a nas nie ma żeby zawieźć. Zajęcia dodatkowe nie odbywają się w szkole. Wszystkie kółka są oblegane i problem wetknąć go na cokolwiek. Były testy do klasy sportowej, wyniki testów zakwalifikował się ale.... ponieważ to tylko dwie klasy na całą szkołę (czyli 20 dziewczynek i 20 chłopców) na ok. 200 uczniów z danego rocznika, zrobiono kryteria - opinia wychowawcy i tu wychowawca był od 2 miesięcy na zastępstwo i wydał dziecku negatywną opinię. Syn to przeżył - efekt, jest jeszcze gorzej z nauką, wyniki padają coraz gorsze. Próbujemy jak możemy nie ma efektu. Nauczyciele nie widzą problemu. To problem dziecka i jego rodziców. Podam przykład: sprawdzian z matematyki: ja nie wiem, nie widzę gdzie robi błędy, bo nie mam do wglądu jego sprawdzianu, Zatem nie mam nawet jak mu pomóc aby popracować nad zagadnieniami, czy zadaniami, które sprawiają mu trudności. Dostaję sprawdzian do obejrzenia 1 x w miesiącu na zebraniu ale jest za późno, nawet jest już dawno po terminie poprawkowym (gdzie znowu jest ta sama ocena), a materiał już dawno robią kolejny i nie ma czasu na wracanie się do sprawdzianu i działu sprzed 3 tygodni. Tak wygląda szkoła. Od 3 lat leżą w gigantycznej liczbie zestawy klocków do edukacji podczas zajęć matematyczno - przyrodniczych dla klas 1-3. Mój się nie załapał bo nie było nauczycieli, którzy chcieli by się z tego przeszkolić i na tym uczyć.

  • kemor234

    Oceniono 16 razy 8

    Zaczyna mnie to już mierzić. Proszę o przykłady,
    CO W KRAJU "RZĄDZONYM" PRZEZ PIS DZIAŁA NORMALNIE ????
    Przecież już nawet to, co się "wyrabia" w kościele woła o pomstę do nieba ...

  • 4v

    Oceniono 21 razy 13

    Zawsze mnie śmieszy ten argument że uczniowie mdleją, nie mają życia prywatnego itp.

    Przecież rodzice kochają to. Sami w większości dbają, by dzieciak miał milion kursów i zajęć pozalekcyjnych. Szkoła muzyczna, trzy języki, konie itp.

    Nie lubię hipokryzji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX