Strajk nauczycieli. Byliśmy w szkołach. "Ja bym chciała zobaczyć ministrę Zalewską z bułką w zębach"

- Ja bym chciała panią ministrę Zalewską zobaczyć, jak ona dwa lata biega między budynkami z bułką w zębach, bo część lekcji prowadzi w jednym budynku, część w drugim i marzeniem staje się pójście do toalety - mówi portalowi Gazeta.pl jedna z warszawskich nauczycielek, która przystąpiła w poniedziałek do bezterminowego strajku. Protestujących odwiedziliśmy z kamerą.
Zobacz wideo

Ogólnopolski strajk nauczycieli rozpoczął się w poniedziałek 8 kwietnia. Nauczyciele walczą nie tylko o godne płace, ale też o szacunek do zawodu i uporządkowanie systemu edukacji. Opowiedzieli nam o tym sami, kiedy odwiedziliśmy ich w warszawskich szkołach. Rozmowy z protestującymi możecie zobaczyć na nagraniach w tekście. Poniżej znajdziecie też rozmowę z dyrektorem szkoły, która pracuje normalnie.

Strajk nauczycieli. Chcą, aby rozmawiać z nimi poważnie

To nie jest tak, że nie myślimy o młodzieży i egzaminach, które ich czekają. Cały czas mamy nadzieję, że do egzaminów dojdzie, ale dojdzie do nich wtedy, jeżeli rząd będzie chciał z nami rozmawiać poważnie. To, co na razie zaoferował, to dla mnie i wielu nauczycieli po prostu niepoważna propozycja

- zwraca uwagę Monika Owczarek, przewodnicząca komitetu strajkowego w IX Liceum im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie, na co dzień ucząca fizyki i matematyki. 

Dodaje również, że w porozumieniu, które podpisała "Solidarność" są "niedomówienia odnośnie wzrostu płacy, które nie są przedstawiane publicznie". Chodzi między innymi o fakt, że podwyżka w wysokości 15 proc. odnosi się do pensji nauczycielskich z grudnia 2018 roku, a nie ich obecnego poziomu.

Zobacz wideo

"Porozumienie rządu z 'Solidarnością' to ustawka"

Koleżanka Moniki Owczarek z pracy, Jolanta Klimas-Górecka to polonistka z 31-letnim doświadczeniem. Do niedawna była członkinią NSZZ "Solidarność". Uważa, że porozumienie, które podpisał związek, było ustawką. - "Solidarność" podpisała, co miała podpisać, co pewnie uzgodnili wcześniej. Teraz rząd będzie w związku z tym w swoich kanałach telewizyjnych mówić o wielkim sukcesie, o tym, że jak się chce porozumieć z rządem to można, Solidarność się porozumiała, tylko brzydkie inne związki zawodowe nie, należy brać przykład. Będą mieć swój sukces - twierdzi.

Jolanta Klimas-Górecka zwraca także uwagę, że nie chodzi jedynie o pieniądze, ale też o naprawę systemu edukacji. - Ja bym chciała panią ministrę Zalewską zobaczyć, jak ona dwa lata biega między budynkami z bułką w zębach, bo część lekcji prowadzi w jednym budynku, część w drugim i marzeniem staje się pójście do toalety - mówi.

Zobacz wideo

"Jedyna nadzieja, że nauczyciele okażą się solidarni"

Od rządu i jego podejścia zależy, jak długo potrwa strajk nauczycieli. Jeśli nie pojawią się nowe propozycje, jego koniec może nie nastąpić zbyt szybko. Takiego zdania jest m.in. nauczyciel muzyki ze Szkoły Podstawowej nr 12 im. Powstańców Śląskich w Warszawie. - Nadzieję mamy na krótko, ale zakłada się, że strajk może się przedłużać - twierdzi. Na pytanie, czy niedzielny krok "Solidarności" wydaje mu się szczery, odpowiada: - W polityce nie ma szczerych kroków. Ktoś musiał to porozumienie podpisać. Z każdej ze stron odbieram to jako grę, grę w emocje, w elektorat. Grę na swoją korzyść.

Nauczycielka zajmująca się od 30 lat edukacją wczesnoszkolną z tej samej placówki, Agnieszka Bugdalska, uważa, że "dotychczasowe propozycje rządu są nie do zaakceptowania". Podkreśla jednak, że nauczycielom nie tylko o pieniądze chodzi. - To w jaki sposób jest przeprowadzana reforma, co się teraz wydarzy w liceach i technikach (do szkół średnich trafią w tym roku uczniowie z 3 klasy gimnazjum i 8 klasy podstawówki - red.), to po prostu trudne do organizacji, zrozumienia i przeprowadzenia w tych samych murach, przez tych samych nauczycieli, którzy są nędznie opłacani i traktowani przez rząd - zaznacza.

Agnieszka Bugdalska odniosła się również w kontekście strajku nauczycieli do propozycji PiS, aby zwiększać dotacje dla hodowców i rolników z funduszy unijnych.

Poczuliśmy się, jakbyśmy dostali w twarz, zostali wypędzeni do kąta i jakby ktoś powiedział: macie tam stać, bo zasłużyliście na karę, z wami nie będziemy rozmawiać. Z jakiego powodu? - pyta. - Dolał pan prezes oliwy do ognia - twierdzi nauczycielka.

- Jedyna nadzieja w tym, że nauczyciele okażą się solidarni wobec siebie, że nie pojawi się brak współpracy i determinacji. Chcemy, żeby nas potraktowano poważnie, rzeczowo - podsumowuje.

Dyrektor liceum: Strajk nauczycieli to rodzaj krzyku rozpaczy

Postulaty strajkujących nauczycieli rozumie Krzysztof Mirowski, dyrektor LXVII Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, które do strajku nie przystąpiło. - Wydaje mi się, że to rodzaj krzyku rozpaczy w sytuacji, kiedy wszyscy się niepokoimy o kraj, kiedy zastanawiamy się nad tym, kto będzie uczył kolejne pokolenia, bo brakuje nauczycieli, a młodych nauczycieli tym bardziej - mówi.

Zobacz wideo

Strajk nauczycieli w Warszawie. Ponad 70 proc. placówek strajkuje

Według danych Urzędu Miasta w Warszawie do strajku nauczycieli przystąpiło 8 kwietnia 57 proc. przedszkoli, 86 proc. szkół podstawowych oraz 84 proc. szkół ponadpodstawowych. Strajkują nauczyciele w 202 przedszkolach z 352 oraz 319 szkół z 376 szkół i zespołów. Strajk nie objął 57 szkół - 31 szkół podstawowych, 10 liceów, 15 zespołów szkół i jeden młodzieżowy ośrodek wychowawczy.

Więcej o: